Wychowanie fizyczne…
-Oboje dziwnie się zachowujecie- zauważyła Tori; gdy Michael z chłopakami znaleźli się dostatecznie daleko od nas.
-O co ci chodzi?- Obruszyłam się, patrząc na starą przyjaciółkę z boku zaskoczona.
-Nie udawaj; że nie wiesz!- Żachnęła się zniecierpliwiona.
-Oboje dziwnie się zachowujecie- zauważyła Tori; gdy Michael z chłopakami znaleźli się dostatecznie daleko od nas.
-O co ci chodzi?- Obruszyłam się, patrząc na starą przyjaciółkę z boku zaskoczona.
-Nie udawaj; że nie wiesz!- Żachnęła się zniecierpliwiona.
Jednak to prawda; że stara przyjaźń nie rdzewieje…
-Naprawdę nie wiem- wzruszam ramionami.
Tori rozejrzała się dyskretnie po korytarzu i ściszając głos zapytała z zaciekawieniem:
-Pocałowałaś go?- Jej oczy zapłonęły diabelskimi ognikami.
Spojrzałam na nią z boku zdziwiona, że o to pyta.
-Nie.
-On pocałował ciebie?- Nie ustąpiła, chciała wiedzieć za wszelką cenę.
-Nie.- Odparłam trochę za głośno.
-Ale bujasz- rzuciła kpiąco.
-Książkę piszesz?- Odcięłam się z drwiącym uśmieszkiem.
Skłamałam. Michael pocałował mnie pierwszy.
-Chyba nie zaprzeczysz; że Tyler to przystojniak- zaczęła mnie podpuszczać; chcąc żebym się wygadała.
-Tego nie powiedziałam!- Odparłam szybko.- Michael jest sexy; ale…
-Mam cię!- Powiedziała tryumfalnie.
-…ale to mój przyjaciel- skończyłam wreszcie.
-Przyjaciel! Przyjaciel- przedrzeźniła mnie złośliwie.- Nie jestem ani ślepa, ani głupia; Cally- szturchnęła mnie mocno; oddałam jej mówiąc:
-Doszukujesz się czegoś, czego nie ma.
-Widziałam, jak na ciebie patrzy. On jest w tobie zabujany po uszy; Cally.
On pierwszy powiedział; że mnie kocha. Dzięki za przypomnienie; Tori..
-Naprawdę nie łapię; o co ci chodzi- odezwałam się z wahaniem.
Tori nagle milknie. Zastanawia się nad czymś.
-Zachowujecie się inaczej niż przedtem- tym razem to ona się zawahała.
-To znaczy, jak „inaczej”?- Zapytałam powoli.
Westchnęła cicho.
-Wydaje mi się, że on.. bardziej ma cię na oku.. No, wiesz- zaczęła wymownie.
-Obiecał Angello; że będzie mnie pilnować- odparłam spokojnie.
-Och; nie chodzi o wasze łowcze sprawy- syknęła cicho.- Mnie chodzi o to, że on jest… no.. Zazdrosny o ciebie..
Roześmiałam się; rzucając:
-Michael? Zazdrosny?- Nagle spoważniałam i spojrzałam jej prosto w oczy.- Brałaś coś..?- Spytałam z ironią.
Jednak zastanawiałam się nad tym od wczoraj. Tori miała zresztą trochę racji. Każdy chłopak był na swój sposób dziwny: to znaczy… dziwny pod względem uczuciowym i Michael nie był wyjątkiem od tej reguły.
-Jesteś szurnięta- odparła parskając śmiechem, odepchnęła mnie lekko.
-W końcu się z tobą przyjaźnię. Znowu- wyszczerzyłam zęby w uśmiechu; bransoleta dała mi kopa.- Diabelstwo..- syknęłam z ironią.
-Co jest?- Spytała z niepokojem.
-Elektroniczna Niania robi jep- rzucam z ironią pokazując na grubą bransoletę.- To trochę upierdliwe; ale zawsze mogę być agregatem; gdy padnie prąd.
-A to jest ta wasza „Elektroniczna Niania”..- rzuca zdziwiona patrząc na bransoletę.- Co to właściwie jest?
-GPS, z kilkoma bajerami. W pakiecie: popieści prądem, uśpi, i kontroluje punktualny powrót do domu- rzucam jadowicie.
-To naprawdę konieczne, Callisto?- Pyta nieprzychylnie patrząc na przedmiot na moim lewym nadgarstku.
-Mając jako drugą możliwość gnicie w budzie Stowarzyszenia?- Spytałam ironicznie.- To już wolę Elektroniczną Nianię i punktualny powrót do domu- stwierdziłam.
-Mnie to bardziej przypomina bardzo krótką smycz; Callisto- zauważyła powoli.
-Staram się nie narzekać. Tu mam przynajmniej trochę rozrywki, że widzę starych przyjaciół i wrogów- skwitowałam ze wzruszeniem ramion.
-Ten Angello całkiem ci mózg wyprał- powiedziała z wyjątkową niechęcią.
Spojrzałam na nią z boku zdziwiona.
-To nie do końca był jego pomysł- powiedziałam zamyślona wchodząc do szatni; otworzyłam plecak i wyciągnęłam z niego strój sportowy.
-A niby czyj?- Tori zamiera nagle i patrzy w moją stronę przestraszona.- Chyba nie… twój??
-Strzał w dziesiątkę- skwitowałam krótko.
-Jesteś porządnie szurnięta; Callisto Raven- stwierdziła z przekonaniem, a kilka dziewczyn ucichło i spojrzało na nas z ciekawością.
Rozluźniłam krawat i rozpięłam lekko koszulę, rzucając żakiet na ławeczkę. Spojrzałam na nią niechętnie, rzucając:
-To konieczne; Tori- mówię ze spokojem.- Zresztą przewodniczący wie; co robi.
-On cię przekabacił; czy co?- Zapytała zaskoczona.
-Jestem po prostu rozsądna- wzruszyłam ramionami zakładając czarny T-shirt.
-Mimo to…- zaczęła cicho; ignorując wzrok Sheili Sand.
-Dzięki- Mówię wdzięczna.
Tori naprawdę się o mnie martwiła. Zauważyłam, że ona też bardzo mnie obserwuje i stara się mnie wspierać.
-Ale Tyler i tak jest zabujany w tobie po uszy- rzuca obejmując mnie lekko.
-Och, przestań- prychnęłam zakłopotana.
Tori rozejrzała się dyskretnie po korytarzu i ściszając głos zapytała z zaciekawieniem:
-Pocałowałaś go?- Jej oczy zapłonęły diabelskimi ognikami.
Spojrzałam na nią z boku zdziwiona, że o to pyta.
-Nie.
-On pocałował ciebie?- Nie ustąpiła, chciała wiedzieć za wszelką cenę.
-Nie.- Odparłam trochę za głośno.
-Ale bujasz- rzuciła kpiąco.
-Książkę piszesz?- Odcięłam się z drwiącym uśmieszkiem.
Skłamałam. Michael pocałował mnie pierwszy.
-Chyba nie zaprzeczysz; że Tyler to przystojniak- zaczęła mnie podpuszczać; chcąc żebym się wygadała.
-Tego nie powiedziałam!- Odparłam szybko.- Michael jest sexy; ale…
-Mam cię!- Powiedziała tryumfalnie.
-…ale to mój przyjaciel- skończyłam wreszcie.
-Przyjaciel! Przyjaciel- przedrzeźniła mnie złośliwie.- Nie jestem ani ślepa, ani głupia; Cally- szturchnęła mnie mocno; oddałam jej mówiąc:
-Doszukujesz się czegoś, czego nie ma.
-Widziałam, jak na ciebie patrzy. On jest w tobie zabujany po uszy; Cally.
On pierwszy powiedział; że mnie kocha. Dzięki za przypomnienie; Tori..
-Naprawdę nie łapię; o co ci chodzi- odezwałam się z wahaniem.
Tori nagle milknie. Zastanawia się nad czymś.
-Zachowujecie się inaczej niż przedtem- tym razem to ona się zawahała.
-To znaczy, jak „inaczej”?- Zapytałam powoli.
Westchnęła cicho.
-Wydaje mi się, że on.. bardziej ma cię na oku.. No, wiesz- zaczęła wymownie.
-Obiecał Angello; że będzie mnie pilnować- odparłam spokojnie.
-Och; nie chodzi o wasze łowcze sprawy- syknęła cicho.- Mnie chodzi o to, że on jest… no.. Zazdrosny o ciebie..
Roześmiałam się; rzucając:
-Michael? Zazdrosny?- Nagle spoważniałam i spojrzałam jej prosto w oczy.- Brałaś coś..?- Spytałam z ironią.
Jednak zastanawiałam się nad tym od wczoraj. Tori miała zresztą trochę racji. Każdy chłopak był na swój sposób dziwny: to znaczy… dziwny pod względem uczuciowym i Michael nie był wyjątkiem od tej reguły.
-Jesteś szurnięta- odparła parskając śmiechem, odepchnęła mnie lekko.
-W końcu się z tobą przyjaźnię. Znowu- wyszczerzyłam zęby w uśmiechu; bransoleta dała mi kopa.- Diabelstwo..- syknęłam z ironią.
-Co jest?- Spytała z niepokojem.
-Elektroniczna Niania robi jep- rzucam z ironią pokazując na grubą bransoletę.- To trochę upierdliwe; ale zawsze mogę być agregatem; gdy padnie prąd.
-A to jest ta wasza „Elektroniczna Niania”..- rzuca zdziwiona patrząc na bransoletę.- Co to właściwie jest?
-GPS, z kilkoma bajerami. W pakiecie: popieści prądem, uśpi, i kontroluje punktualny powrót do domu- rzucam jadowicie.
-To naprawdę konieczne, Callisto?- Pyta nieprzychylnie patrząc na przedmiot na moim lewym nadgarstku.
-Mając jako drugą możliwość gnicie w budzie Stowarzyszenia?- Spytałam ironicznie.- To już wolę Elektroniczną Nianię i punktualny powrót do domu- stwierdziłam.
-Mnie to bardziej przypomina bardzo krótką smycz; Callisto- zauważyła powoli.
-Staram się nie narzekać. Tu mam przynajmniej trochę rozrywki, że widzę starych przyjaciół i wrogów- skwitowałam ze wzruszeniem ramion.
-Ten Angello całkiem ci mózg wyprał- powiedziała z wyjątkową niechęcią.
Spojrzałam na nią z boku zdziwiona.
-To nie do końca był jego pomysł- powiedziałam zamyślona wchodząc do szatni; otworzyłam plecak i wyciągnęłam z niego strój sportowy.
-A niby czyj?- Tori zamiera nagle i patrzy w moją stronę przestraszona.- Chyba nie… twój??
-Strzał w dziesiątkę- skwitowałam krótko.
-Jesteś porządnie szurnięta; Callisto Raven- stwierdziła z przekonaniem, a kilka dziewczyn ucichło i spojrzało na nas z ciekawością.
Rozluźniłam krawat i rozpięłam lekko koszulę, rzucając żakiet na ławeczkę. Spojrzałam na nią niechętnie, rzucając:
-To konieczne; Tori- mówię ze spokojem.- Zresztą przewodniczący wie; co robi.
-On cię przekabacił; czy co?- Zapytała zaskoczona.
-Jestem po prostu rozsądna- wzruszyłam ramionami zakładając czarny T-shirt.
-Mimo to…- zaczęła cicho; ignorując wzrok Sheili Sand.
-Dzięki- Mówię wdzięczna.
Tori naprawdę się o mnie martwiła. Zauważyłam, że ona też bardzo mnie obserwuje i stara się mnie wspierać.
-Ale Tyler i tak jest zabujany w tobie po uszy- rzuca obejmując mnie lekko.
-Och, przestań- prychnęłam zakłopotana.
Lekcja czwarta: chemia.
Na korytarzu krążyły przeróżne plotki na temat Greya. Jedni twierdzili; że wreszcie się ogarnął, inni że znalazł sobie dziewczynę.. I niewiadomo, w sumie; kto miał rację.
-Dziadek kwas chyba jest dziś w świetnym humorze- stwierdził Michael.
-Może zapomni, albo przełoży ten test?- rozmarzył się Vincent.
-Czujecie ten dziwny zapach?- Spytała Tori pociągając nosem.
-To whiskey z chemicznego, jak na mój gust- skomentował Michael.
-Sekretem jest przepis na z gumijagód sok- zanucił Paul rechocząc.
Wszyscy spojrzeliśmy nań i rąbnęliśmy śmiechem.
-O jakim teście mowa?- Spytałam nagle.
-Z ostatnich dwóch tygodni. Nazywa się: „mission imposible”- wyjaśnił Michael.
-Taa: mission imposible; jak napiszesz na ocenę wyższą niż dwója- rzuciła Tori z sarkazmem.
Sporo się pozmieniało w szkole. W drugim semestrze zapowiadała się porządna harówka.
Zauważyłam kolejną wymianę zaniepokojonych spojrzeń między moimi przyjaciółmi (nadal myślałam o Michaelu; jak o najlepszym przyjacielu). Tori pokazała Paulowi coś na migi; Michael wziął mnie za rękę, rzucając w przestrzeń:
-Zupełnie nie tak- odezwał się cicho.
Zaskoczona Tori urwała w połowie miganie i spytała niewinnie
-Ale, o co chodzi?- Zatrzepotała rzęsami z uśmiechem.
-Widziałem; że do siebie migacie..- Pokazał jeden ze znaków: trzy razy poruszył palcami lewej dłoni- Czy „to” przypakiem nie znaczy: „Callisto”?- Zapytał wolno.
-My po prostu… Chcieliśmy omówić coś na osobności..- Tori uśmiechnęła się przepraszająco.
-I mam wierzyć; że to takie super ważne?- Michael ciągnął Tori za język.
-Może lepiej pogadajmy na osobności; hm?- To pytanie zbudziło mnie z odrętwienia.
-Zaczekamy tu- uspokoiłam Michaela.
Oboje ruszyli na zewnątrz.
Na korytarzu krążyły przeróżne plotki na temat Greya. Jedni twierdzili; że wreszcie się ogarnął, inni że znalazł sobie dziewczynę.. I niewiadomo, w sumie; kto miał rację.
-Dziadek kwas chyba jest dziś w świetnym humorze- stwierdził Michael.
-Może zapomni, albo przełoży ten test?- rozmarzył się Vincent.
-Czujecie ten dziwny zapach?- Spytała Tori pociągając nosem.
-To whiskey z chemicznego, jak na mój gust- skomentował Michael.
-Sekretem jest przepis na z gumijagód sok- zanucił Paul rechocząc.
Wszyscy spojrzeliśmy nań i rąbnęliśmy śmiechem.
-O jakim teście mowa?- Spytałam nagle.
-Z ostatnich dwóch tygodni. Nazywa się: „mission imposible”- wyjaśnił Michael.
-Taa: mission imposible; jak napiszesz na ocenę wyższą niż dwója- rzuciła Tori z sarkazmem.
Sporo się pozmieniało w szkole. W drugim semestrze zapowiadała się porządna harówka.
Zauważyłam kolejną wymianę zaniepokojonych spojrzeń między moimi przyjaciółmi (nadal myślałam o Michaelu; jak o najlepszym przyjacielu). Tori pokazała Paulowi coś na migi; Michael wziął mnie za rękę, rzucając w przestrzeń:
-Zupełnie nie tak- odezwał się cicho.
Zaskoczona Tori urwała w połowie miganie i spytała niewinnie
-Ale, o co chodzi?- Zatrzepotała rzęsami z uśmiechem.
-Widziałem; że do siebie migacie..- Pokazał jeden ze znaków: trzy razy poruszył palcami lewej dłoni- Czy „to” przypakiem nie znaczy: „Callisto”?- Zapytał wolno.
-My po prostu… Chcieliśmy omówić coś na osobności..- Tori uśmiechnęła się przepraszająco.
-I mam wierzyć; że to takie super ważne?- Michael ciągnął Tori za język.
-Może lepiej pogadajmy na osobności; hm?- To pytanie zbudziło mnie z odrętwienia.
-Zaczekamy tu- uspokoiłam Michaela.
Oboje ruszyli na zewnątrz.
Michael Tyler; uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
-O czym chciałaś pogadać; Miles?
-Nadal traktujesz mnie; jakbym chciała zaszkodzić Cally.- Odpowiedziała niższa ode mnie dziewczyna.
-Po prostu nie wierzę w twoje nagłe nawrócenie- zauważyłem powoli.-O co chodzi?- Zapytałem; by uniknąć dalszego rozwodzenia się nad tym; co siedzi w głowie Tori Miles.
Jak zawsze mawiał Bill: przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej- wcześniej tego nie zrozumiałem, ale teraz była to bardzo mądra rada.
-Martwię się o Callisto, naprawdę…- zapewniła szybko; chwytając moją dłoń, żebym nie odszedł. Po sekundzie jednak cofnęła rękę.- Chciałabym móc jej jakoś pomóc.. Zrobić cokolwiek.
-Wydaję mi się; że Callisto popełnia błąd.. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki- powiedziałem ostrożnie dobierając słowa.
-Kochasz ją, prawda?- Zapytała cicho.- A co do błędów ja popełniłam tylko jeden. Tym błędem była Isobel.
-Dlaczego o to pytasz?- Odburknąłem zły, ignorując temat siostry Callisto.
Tori oparła się o drzwi wejściowe budynku. W milczeniu patrzyła na zimowy krajobraz w oddali otrzepując spódnicę szkolnego mundurka.
-Nie musisz odpowiadać: kochasz ją. Wszystko, co robisz i mówisz.. Chcesz ją chronić.. Jak jakaś tarcza.- Powiedziała nadal na mnie nie patrząc.
-A niby skąd ty to możesz wiedzieć?- Byłem na nią zły. Mówiła na temat; o którym nie miała bladego pojęcia.
Tori zwróciła nagle twarz w moją stronę. Jej ciemne oczy były poważne; jak nigdy wcześniej:
-Bo ja tak samo chronię Vincenta; Michael. Bo tak samo nie chcę; żeby coś mu się stało..- jej ostatnie słowa uderzyły w moje serce; jak nóż.
Przez chwilę chciałem złamać obietnicę i powiedzieć jej o wszystkich tajemnicach jej chłopaka.
Właśnie. Przez chwilę…
Wiedziałem jednak; że nie mogę. Nie powinienem wtrącać się w czyjś związek; ale nie do końca była to moja wola. Zrobiłem to tylko na prośbę Vincenta.
Tylko na tę cholerną prośbę.
-O czym chciałaś pogadać; Miles?
-Nadal traktujesz mnie; jakbym chciała zaszkodzić Cally.- Odpowiedziała niższa ode mnie dziewczyna.
-Po prostu nie wierzę w twoje nagłe nawrócenie- zauważyłem powoli.-O co chodzi?- Zapytałem; by uniknąć dalszego rozwodzenia się nad tym; co siedzi w głowie Tori Miles.
Jak zawsze mawiał Bill: przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej- wcześniej tego nie zrozumiałem, ale teraz była to bardzo mądra rada.
-Martwię się o Callisto, naprawdę…- zapewniła szybko; chwytając moją dłoń, żebym nie odszedł. Po sekundzie jednak cofnęła rękę.- Chciałabym móc jej jakoś pomóc.. Zrobić cokolwiek.
-Wydaję mi się; że Callisto popełnia błąd.. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki- powiedziałem ostrożnie dobierając słowa.
-Kochasz ją, prawda?- Zapytała cicho.- A co do błędów ja popełniłam tylko jeden. Tym błędem była Isobel.
-Dlaczego o to pytasz?- Odburknąłem zły, ignorując temat siostry Callisto.
Tori oparła się o drzwi wejściowe budynku. W milczeniu patrzyła na zimowy krajobraz w oddali otrzepując spódnicę szkolnego mundurka.
-Nie musisz odpowiadać: kochasz ją. Wszystko, co robisz i mówisz.. Chcesz ją chronić.. Jak jakaś tarcza.- Powiedziała nadal na mnie nie patrząc.
-A niby skąd ty to możesz wiedzieć?- Byłem na nią zły. Mówiła na temat; o którym nie miała bladego pojęcia.
Tori zwróciła nagle twarz w moją stronę. Jej ciemne oczy były poważne; jak nigdy wcześniej:
-Bo ja tak samo chronię Vincenta; Michael. Bo tak samo nie chcę; żeby coś mu się stało..- jej ostatnie słowa uderzyły w moje serce; jak nóż.
Przez chwilę chciałem złamać obietnicę i powiedzieć jej o wszystkich tajemnicach jej chłopaka.
Właśnie. Przez chwilę…
Wiedziałem jednak; że nie mogę. Nie powinienem wtrącać się w czyjś związek; ale nie do końca była to moja wola. Zrobiłem to tylko na prośbę Vincenta.
Tylko na tę cholerną prośbę.
Zastanawiałem się, czy jednak mogę ufać Tori i reszcie.
Potrafiłem wierzyć tylko Callisto- tylko wobec niej byłem wiernym przyjacielem..
No właśnie: czy nadal jestem dla niej tylko przyjacielem; czy jednak kimś więcej? Czy jej uczucia wobec mnie jednak są diametralnie inne, niż moje? Co jeśli…?
Mimo wszystko Tori ma rację. Jestem.. Żyję tylko dla Callisto; dzięki niej tu jestem. I nieważne; czy mnie kocha; czy nie- będę ją chronił. Będę przy niej, zawsze.
Chciałbym znów być blisko niej. Tak samo blisko; jak wtedy; kiedy karmiłem ją swoją krwią.. Nikt nie jest w stanie zrozumieć; co czuje człowiek; który… Sam nie wiem; jak określić to uczucie; które towarzyszyło mi za każdym razem, gdy Callisto piła moją krew..
To było coś więcej niż przyjaźń. Wszystko było jakieś głębsze i…
Przesunąłem dłonią po karku; przeciągając się. Spałem tylko dwie godziny i byłem trochę zmęczony; a Callisto skonfiskowała mi czteropak z energetykiem i ochrzaniła mnie; że zrobię sobie tym szajsem krzywdę. Troszczyła się o mnie trochę.
Zapach odczynników chemicznych sprawił; że odepchnęło mnie sprzed klasy.
-Lepsza jazda; niż po zaciągnięciu się rozpuszczalnikiem- skomentowałem z ironią.
-Zapraszam; uczniowie. Zapraszam- rzuca Grey uprzejmie. Chyba czegoś dolał za dużo, bo probówka zaczęła dymić.
Callisto skrzywiła się i jęknęła cicho.
-Jaka masakra- wymamrotała; gdy chemik szybko otworzył okno i zamknął probówkę korkiem.
***
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Wieczór wyjątkowo spędzamy w domu, przy starych miksach od Haruki zgranych na kilka płyt; przenośnej lodówce pełnej woreczków z krwią transfuzyjną i rozmowie o byle czym.
Michael cierpi bardziej przez to, że odmawiam jego krwi; niż przez to, że wcześniej potrafiłam go pić, gdy tylko była okazja.
Wtedy; gdy jeszcze potrafiłam zapanować nad tym wampirem we mnie..
Siedzi w bujanym fotelu patrząc w zamyśleniu przez okno.
Dlaczego nie mogę wiedzieć, o czym myśli i co; tak naprawdę; czuje?. Z jakiego powodu jest to dla mnie tak bolesne..? Czemu czuję; jakby Michael coraz bardziej się ode mnie oddalał..?
Nadal ciągnę krew przez słomkę w milczeniu. Nie wiem, czy to ze mną; czy z tym cholernym światem jest coś nie w porzadku!!?.
Coraz bardziej boję się, że go stracę. Że pewnego dnia zniknie, nie przyjdzie do szkoły.. Po prostu odejdzie i…
Potrafiłem wierzyć tylko Callisto- tylko wobec niej byłem wiernym przyjacielem..
No właśnie: czy nadal jestem dla niej tylko przyjacielem; czy jednak kimś więcej? Czy jej uczucia wobec mnie jednak są diametralnie inne, niż moje? Co jeśli…?
Mimo wszystko Tori ma rację. Jestem.. Żyję tylko dla Callisto; dzięki niej tu jestem. I nieważne; czy mnie kocha; czy nie- będę ją chronił. Będę przy niej, zawsze.
Chciałbym znów być blisko niej. Tak samo blisko; jak wtedy; kiedy karmiłem ją swoją krwią.. Nikt nie jest w stanie zrozumieć; co czuje człowiek; który… Sam nie wiem; jak określić to uczucie; które towarzyszyło mi za każdym razem, gdy Callisto piła moją krew..
To było coś więcej niż przyjaźń. Wszystko było jakieś głębsze i…
Przesunąłem dłonią po karku; przeciągając się. Spałem tylko dwie godziny i byłem trochę zmęczony; a Callisto skonfiskowała mi czteropak z energetykiem i ochrzaniła mnie; że zrobię sobie tym szajsem krzywdę. Troszczyła się o mnie trochę.
Zapach odczynników chemicznych sprawił; że odepchnęło mnie sprzed klasy.
-Lepsza jazda; niż po zaciągnięciu się rozpuszczalnikiem- skomentowałem z ironią.
-Zapraszam; uczniowie. Zapraszam- rzuca Grey uprzejmie. Chyba czegoś dolał za dużo, bo probówka zaczęła dymić.
Callisto skrzywiła się i jęknęła cicho.
-Jaka masakra- wymamrotała; gdy chemik szybko otworzył okno i zamknął probówkę korkiem.
***
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Wieczór wyjątkowo spędzamy w domu, przy starych miksach od Haruki zgranych na kilka płyt; przenośnej lodówce pełnej woreczków z krwią transfuzyjną i rozmowie o byle czym.
Michael cierpi bardziej przez to, że odmawiam jego krwi; niż przez to, że wcześniej potrafiłam go pić, gdy tylko była okazja.
Wtedy; gdy jeszcze potrafiłam zapanować nad tym wampirem we mnie..
Siedzi w bujanym fotelu patrząc w zamyśleniu przez okno.
Dlaczego nie mogę wiedzieć, o czym myśli i co; tak naprawdę; czuje?. Z jakiego powodu jest to dla mnie tak bolesne..? Czemu czuję; jakby Michael coraz bardziej się ode mnie oddalał..?
Nadal ciągnę krew przez słomkę w milczeniu. Nie wiem, czy to ze mną; czy z tym cholernym światem jest coś nie w porzadku!!?.
Coraz bardziej boję się, że go stracę. Że pewnego dnia zniknie, nie przyjdzie do szkoły.. Po prostu odejdzie i…
Boję się kolejnego cierpienia z powodu straty kogoś, z kim tak bardzo jestem związana..
Boję się utraty kogoś; kogo tak bardzo bardzo kocham!
Michael zawsze był dla mnie kimś więcej, niż tylko najlepszym przyjacielem- nawet jeśli bałam się do tego przyznać przed samą sobą..
Transfuzyjna znowu jest przemrożona; ale ledwie zwracam na to uwagę pogrążona w rozmyślaniach.
Nagle czuję ręce Michaela, które oplatają moje żebra. Czuję jego pyszny zapach; od którego pragnienie wraca.. Jego ciepło, które przywodzi mi na myśl bezpieczeństwo. Jego ciało; w które się wtulam, a które zawsze było dla mnie oparciem i symbolem siły.
-Nie możemy; Michael…- szeptam niezadowolona; gdy jego policzek dotyka tatuażu-pieczęci na mojej szyi przechodzi mnie dreszcz.
-Chcę tego..- mówi smutno; przytulając się mocno. Zaczął okręcać na palcu kosmyk moich włosów.- Weź chociaż trochę… Proszę…
Jakoś ukryłam pierwszą falę bólu, którą dodatkowo spotęgował prąd; którym co jakiś czas częstowała mnie bransoleta. Tatuaż zaczął palić, gdy Michael przesunął po nim palcami.
-Wiesz; że nie mogę…- zaczęłam szeptem.
-Po prostu powiedz; jeśli mam sobie iść- powiedział drżącym głosem. To nie była tylko złość na tę sytuację; czuł także coś w rodzaju strachu.
Zesztywniałam w jego ramionach i dotknęłam delikatnie blizn na jego szyi. Wolny rytm jego serca zaczął odbijać się w moim ciele zadając mi ból.
-To grzech…- odzywam się smutno; kły wbijają mi się w dolną wagę.
-Znowu zaczynasz?- Szepnął niechętnie.- Już ci mówiłem; że tego chcę..
Potrafię jeszcze walczyć z tym czymś we mnie..
Jednak Michael dobrze wie; jak mnie skusić, żebym mu uległa.
-Michael… nie..- szeptam z trudem, gdy leżymy tak blisko siebie na tym łóżku.
-Ufasz mi; Callisto…?- pyta zbliżając twarz do mojej twarzy. Rozchylone usta i szeroko otwarte zielone oczy; które śledzą każdy mój ruch.
-Tu nie chodzi o moje zaufanie…- mówię obojętnie.
-Zła odpowiedź- mówi całując mnie delikatnie. Przez kły przechodzi dreszcz bólu, który wprawia mnie w drżenie.- Ufasz mi; Callisto?- Powtórzył pytanie.
-Uparty jesteś- rzuciłam odwzajemniając pocałunek.
-Chcę to tylko usłyszeć…- odparł przyciągając mnie jeszcze bliżej.
-Ufam ci; ale jest pewna granica..- przesunęłam palcami po prawie niewidocznych dwóch bliznach, patrząc nań z poczuciem winy.
Przytrzymał moją dłoń przy szyi i zaczął delikatnie rozluźniać krawat mundurka..
Jego pocałunek.. Najpierw nieśmiały i lekki, potem… Właściwie sama nie wiedziałam; kiedy zaczęłam go odwzajemniać. Kiedy sama złamałam jedną z niepisanych zasad i nie utrzymałam uczuć na wodzy.. Słuch wychwycił melodię; którą tańczyłam z Michaelem na szkolnym balu; wtedy przestałam stawiać opór..
Ja też bardzo pragnęłam być bardzo blisko Michaela.
Naszą przyjaźń miało niebawem zastąpić coś o wiele silniejszego; niż wszystko, co dotąd było między nami..
Boję się utraty kogoś; kogo tak bardzo bardzo kocham!
Michael zawsze był dla mnie kimś więcej, niż tylko najlepszym przyjacielem- nawet jeśli bałam się do tego przyznać przed samą sobą..
Transfuzyjna znowu jest przemrożona; ale ledwie zwracam na to uwagę pogrążona w rozmyślaniach.
Nagle czuję ręce Michaela, które oplatają moje żebra. Czuję jego pyszny zapach; od którego pragnienie wraca.. Jego ciepło, które przywodzi mi na myśl bezpieczeństwo. Jego ciało; w które się wtulam, a które zawsze było dla mnie oparciem i symbolem siły.
-Nie możemy; Michael…- szeptam niezadowolona; gdy jego policzek dotyka tatuażu-pieczęci na mojej szyi przechodzi mnie dreszcz.
-Chcę tego..- mówi smutno; przytulając się mocno. Zaczął okręcać na palcu kosmyk moich włosów.- Weź chociaż trochę… Proszę…
Jakoś ukryłam pierwszą falę bólu, którą dodatkowo spotęgował prąd; którym co jakiś czas częstowała mnie bransoleta. Tatuaż zaczął palić, gdy Michael przesunął po nim palcami.
-Wiesz; że nie mogę…- zaczęłam szeptem.
-Po prostu powiedz; jeśli mam sobie iść- powiedział drżącym głosem. To nie była tylko złość na tę sytuację; czuł także coś w rodzaju strachu.
Zesztywniałam w jego ramionach i dotknęłam delikatnie blizn na jego szyi. Wolny rytm jego serca zaczął odbijać się w moim ciele zadając mi ból.
-To grzech…- odzywam się smutno; kły wbijają mi się w dolną wagę.
-Znowu zaczynasz?- Szepnął niechętnie.- Już ci mówiłem; że tego chcę..
Potrafię jeszcze walczyć z tym czymś we mnie..
Jednak Michael dobrze wie; jak mnie skusić, żebym mu uległa.
-Michael… nie..- szeptam z trudem, gdy leżymy tak blisko siebie na tym łóżku.
-Ufasz mi; Callisto…?- pyta zbliżając twarz do mojej twarzy. Rozchylone usta i szeroko otwarte zielone oczy; które śledzą każdy mój ruch.
-Tu nie chodzi o moje zaufanie…- mówię obojętnie.
-Zła odpowiedź- mówi całując mnie delikatnie. Przez kły przechodzi dreszcz bólu, który wprawia mnie w drżenie.- Ufasz mi; Callisto?- Powtórzył pytanie.
-Uparty jesteś- rzuciłam odwzajemniając pocałunek.
-Chcę to tylko usłyszeć…- odparł przyciągając mnie jeszcze bliżej.
-Ufam ci; ale jest pewna granica..- przesunęłam palcami po prawie niewidocznych dwóch bliznach, patrząc nań z poczuciem winy.
Przytrzymał moją dłoń przy szyi i zaczął delikatnie rozluźniać krawat mundurka..
Jego pocałunek.. Najpierw nieśmiały i lekki, potem… Właściwie sama nie wiedziałam; kiedy zaczęłam go odwzajemniać. Kiedy sama złamałam jedną z niepisanych zasad i nie utrzymałam uczuć na wodzy.. Słuch wychwycił melodię; którą tańczyłam z Michaelem na szkolnym balu; wtedy przestałam stawiać opór..
Ja też bardzo pragnęłam być bardzo blisko Michaela.
Naszą przyjaźń miało niebawem zastąpić coś o wiele silniejszego; niż wszystko, co dotąd było między nami..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz