Dwa dni później…
Skrzywiłam się, idąc w stronę budynku szkoły.
Bolała mnie głowa i było mi strasznie słabo. Światło słońca potęgowało dodatkowo uczucie nudności, które towarzyszyło mi od rana.
-…Callisto… Wszystko z tobą w porządku..?- Michael zastąpił mi drogę.- Callisto…? Ej, Callisto.!
-C-co..?- Zapytałam wolno, skupiając wzrok na zielonych oczach.
-Dobrze się czujesz..?- Zapytał z wyraźną troską, przyglądając mi się.
Oparłam się o barierkę schodów przy wejściu i jęknęłam:
-Moja głowa…- Przymknęłam na chwilę oczy.
W tej samej chwili Michael zdążył podtrzymać mnie zanim upadłabym na płytki.
Uniosłam powoli powieki i mój wzrok padł na pulsującą żyłę na szyi Michaela.
-Nie chcesz pić?- Zapytał szeptem, podnosząc mnie do pionu.
Pokręciłam głową odmownie.
-Nie..- odparłam zgodnie z prawdą, mrużąc oczy.- Czuję się dziwnie.. Jakby w pobliżu była jakaś..
Oboje równocześnie, z sykiem , skończyliśmy zdanie:
-…pijawa.
Idąc rozglądaliśmy się na boki w poszukiwaniu kogoś nieznajomego, ale nikogo (jak narazie) nie dostrzegliśmy.
-Na pewno czujesz się na siłach..?- Upewniał się Michael.- Słabo wyglądasz..- stwierdził z troską.
-Nic mi nie będzie- odparłam cicho, ściskając jego dłoń.
***
Lekcja wychowawcza była czystą torturą, z serii „nuda stulecia”; zatem szliśmy z Michaelem jak na ścięcie.
Michael nagle zadrżał, jakby z zimna, pytając:
-Wydaje mi się, czy też to poczułaś…?- Zapytał cicho; jego palce, w pewnej chwili, stały się lodowate.
Obok nas ktoś przeszedł. Zwróciłam twarz w stronę wyższej ode mnie postaci.
Chłopak mijając mnie patrzył mi prosto w oczy. Jego tęczówki były dziwne- dwukolorowe- jakby miał jakąś chorobę oczu; ale nie to przykuło moją uwagę.. Na dłoni, w której trzymał kilka książek zobaczyłam lazuryt. Poza tym był bardzo blady. Szturchnęłam dyskretnie Michaela, nowy chłopak szedł już daleko.
-On..- zaczęłam cicho, oparłam się szybko o Michaela.
-Co ten koleś ma z oczami..?- Zapytał ze zdziwieniem, patrząc za nowym.
-To się nazywa heterochromia, panie Tyler- odezwała się pani Collins, nasza wychowawczyni.
-Hetero-co?- Michael gapił się na nauczycielkę zaskoczony.
-Chyba gdzieś już słyszałam tę nazwę…- mruknęłam w zamyśleniu, grzebiąc w kieszeniach żakietu mundurka.- Czy to nie przypadkiem jakaś choroba..?
-Właśnie, panno Raven- Collins uczyła biologii. Nienawidziłam biologii, czas było zmienić temat na bardziej neutralny.
-Ten chłopak jest nowy..?- Zapytałam ignorując tępy ból głowy.
-Tak, zapisał się tutaj już dawno, ale przeniósł się dopiero teraz. Podobno z powodu problemów zdrowotnych…- odparła wychowawczyni.- Przydzielono go do waszej klasy, więc… Wszystko z tobą w porządku; Raven..?- Zapytała nagle, przyglądając mi się uważnie.
-Tak, wszystko gra. Trochę boli mnie głowa; ale nic poza tym, pani profesor- odparłam wolno.
-Może powinnaś iść do pielęgniarki..- zasugerowała nauczycielka.
-Nie… Zaraz mi przejdzie…- odparłam spokojnie.
Bolała mnie głowa i było mi strasznie słabo. Światło słońca potęgowało dodatkowo uczucie nudności, które towarzyszyło mi od rana.
-…Callisto… Wszystko z tobą w porządku..?- Michael zastąpił mi drogę.- Callisto…? Ej, Callisto.!
-C-co..?- Zapytałam wolno, skupiając wzrok na zielonych oczach.
-Dobrze się czujesz..?- Zapytał z wyraźną troską, przyglądając mi się.
Oparłam się o barierkę schodów przy wejściu i jęknęłam:
-Moja głowa…- Przymknęłam na chwilę oczy.
W tej samej chwili Michael zdążył podtrzymać mnie zanim upadłabym na płytki.
Uniosłam powoli powieki i mój wzrok padł na pulsującą żyłę na szyi Michaela.
-Nie chcesz pić?- Zapytał szeptem, podnosząc mnie do pionu.
Pokręciłam głową odmownie.
-Nie..- odparłam zgodnie z prawdą, mrużąc oczy.- Czuję się dziwnie.. Jakby w pobliżu była jakaś..
Oboje równocześnie, z sykiem , skończyliśmy zdanie:
-…pijawa.
Idąc rozglądaliśmy się na boki w poszukiwaniu kogoś nieznajomego, ale nikogo (jak narazie) nie dostrzegliśmy.
-Na pewno czujesz się na siłach..?- Upewniał się Michael.- Słabo wyglądasz..- stwierdził z troską.
-Nic mi nie będzie- odparłam cicho, ściskając jego dłoń.
***
Lekcja wychowawcza była czystą torturą, z serii „nuda stulecia”; zatem szliśmy z Michaelem jak na ścięcie.
Michael nagle zadrżał, jakby z zimna, pytając:
-Wydaje mi się, czy też to poczułaś…?- Zapytał cicho; jego palce, w pewnej chwili, stały się lodowate.
Obok nas ktoś przeszedł. Zwróciłam twarz w stronę wyższej ode mnie postaci.
Chłopak mijając mnie patrzył mi prosto w oczy. Jego tęczówki były dziwne- dwukolorowe- jakby miał jakąś chorobę oczu; ale nie to przykuło moją uwagę.. Na dłoni, w której trzymał kilka książek zobaczyłam lazuryt. Poza tym był bardzo blady. Szturchnęłam dyskretnie Michaela, nowy chłopak szedł już daleko.
-On..- zaczęłam cicho, oparłam się szybko o Michaela.
-Co ten koleś ma z oczami..?- Zapytał ze zdziwieniem, patrząc za nowym.
-To się nazywa heterochromia, panie Tyler- odezwała się pani Collins, nasza wychowawczyni.
-Hetero-co?- Michael gapił się na nauczycielkę zaskoczony.
-Chyba gdzieś już słyszałam tę nazwę…- mruknęłam w zamyśleniu, grzebiąc w kieszeniach żakietu mundurka.- Czy to nie przypadkiem jakaś choroba..?
-Właśnie, panno Raven- Collins uczyła biologii. Nienawidziłam biologii, czas było zmienić temat na bardziej neutralny.
-Ten chłopak jest nowy..?- Zapytałam ignorując tępy ból głowy.
-Tak, zapisał się tutaj już dawno, ale przeniósł się dopiero teraz. Podobno z powodu problemów zdrowotnych…- odparła wychowawczyni.- Przydzielono go do waszej klasy, więc… Wszystko z tobą w porządku; Raven..?- Zapytała nagle, przyglądając mi się uważnie.
-Tak, wszystko gra. Trochę boli mnie głowa; ale nic poza tym, pani profesor- odparłam wolno.
-Może powinnaś iść do pielęgniarki..- zasugerowała nauczycielka.
-Nie… Zaraz mi przejdzie…- odparłam spokojnie.
Nie przejdzie, póki ten wampir będzie w pobliżu…
-Wszyscy skarżą się dziś na zmęczenie.. Nie jest to trochę dziwne..?- Zagadnęła Collins nieco podejrzliwie.
-Ja tam czuję się spoko- skłamał swobodnie Michael.- Może to przez pogodę, pani profesor..- Zauważył wymownie; wymieniliśmy spojrzenia.
-Ja tam czuję się spoko- skłamał swobodnie Michael.- Może to przez pogodę, pani profesor..- Zauważył wymownie; wymieniliśmy spojrzenia.
Nie pogoda jest tego powodem; tylko ten chłopak..
-Hm.. Może- przytaknęła Collins z wahaniem.- Raven zwykle jest okazem zdrowia, więc wydało mi się to tym bardziej dziwne- wyjaśniła uśmiechając się uprzejmie.
-Nie ma sprawy..- uśmiechnęłam się sztucznie siadając na ławce przy schodach.
-Nie ma sprawy..- uśmiechnęłam się sztucznie siadając na ławce przy schodach.
-Callisto.. przysypiasz..- Michael potrząsnął mną lekko.
-Nic mi nie jest- odezwałam się cicho.
-Coś mi się zdaję, że nie tylko „Ten-którego-nazwiska-nie potrafię-wydukać” jest tu nowy- powiedział patrząc na szafki.
Podążyłam za jego wzrokiem. Dziewczyna akurat się odwróciła. Długie czarne włosy i jasne, jak księżyc podczas pełni, oczy. Nie dostrzegłam na jej palcu żadnego lazurytu, jednak gorzej się poczułam- głowę rozsadzał mi ból.
-Cholera…- Jęknęłam wsadzając głowę między kolana, zaczęłam haustami nabierać powietrza.
-Gorzej z tobą…- Michael spojrzał na mnie z troską.
-To minie…- Jęknęłam słabo.
Dziewczyna z niepokojem podeszła do nas.
-Hej, wszystko gra?- Zapytała powoli.
-Taa..- Wymamrotałam z trudem.
-Na pewno? Może mogłabym ci pomóc..?
Podniosłam głowę i spojrzałam na czarnowłosą ze zdziwieniem.
-Może…- przytaknęłam z wahaniem, powoli opierając się o ścianę.
Dziewczyna przyłożyła mi palce do skroni i zaczęła delikatnie masować.
-Tylko mnie nie uśpij- mruknęłam przyglądając jej się uważnie.
-Spokojna twoja rozczochrana- rzuciła uśmiechając się.
Przewróciłam oczami.
-Nic mi nie jest- odezwałam się cicho.
-Coś mi się zdaję, że nie tylko „Ten-którego-nazwiska-nie potrafię-wydukać” jest tu nowy- powiedział patrząc na szafki.
Podążyłam za jego wzrokiem. Dziewczyna akurat się odwróciła. Długie czarne włosy i jasne, jak księżyc podczas pełni, oczy. Nie dostrzegłam na jej palcu żadnego lazurytu, jednak gorzej się poczułam- głowę rozsadzał mi ból.
-Cholera…- Jęknęłam wsadzając głowę między kolana, zaczęłam haustami nabierać powietrza.
-Gorzej z tobą…- Michael spojrzał na mnie z troską.
-To minie…- Jęknęłam słabo.
Dziewczyna z niepokojem podeszła do nas.
-Hej, wszystko gra?- Zapytała powoli.
-Taa..- Wymamrotałam z trudem.
-Na pewno? Może mogłabym ci pomóc..?
Podniosłam głowę i spojrzałam na czarnowłosą ze zdziwieniem.
-Może…- przytaknęłam z wahaniem, powoli opierając się o ścianę.
Dziewczyna przyłożyła mi palce do skroni i zaczęła delikatnie masować.
-Tylko mnie nie uśpij- mruknęłam przyglądając jej się uważnie.
-Spokojna twoja rozczochrana- rzuciła uśmiechając się.
Przewróciłam oczami.
-I? Jak się czujesz?- Zapytała po kilku minutach cofając ręce.
Uniosłam powieki i spojrzałam na nią kocim wzrokiem.
-Mon Dieu…- Rzuciłam przeciagle po francusku.- Jest spoko… Dzięki..
Udawałam, że mi przeszło. Przynajmniej jedno zniknęło- nudności; bo głowa nawalała coraz bardziej…
***
-Naprawdę pomogło?- Spytał półgłosem Michael, gdy szliśmy na chemię.
-Częściowo. Głowa nadal mnie boli; ale… Już mnie nie muli..- odpowiedziałam powoli.
-Wiesz… Zastanawia mnie trochę ta… jak-jej-tam…
-Isobel- wpadłam mu w słowo.
-Właśnie. Isobel.. Ma dziwną aurę..
Parsknęłam śmiechem.
-Co ma dziwne..?- Zapytałam dusząc się z tłumionego śmiechu.
Michael westchnął ciężko:
-Ej, ja mówię poważnie; Callisto..- obruszył się.
-Tylko mi nie mów, że znalazłby się w tej szkole ktoś, kto ma „złą aurę”- mówiąc to pokazałam w powietrzu cudzysłów. Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam idącego w naszą stronę chemika.- Odwołuje to; są w tej szkole takie osoby..
-Nam strzelać nie kazano..wstąpiłem na działo Spojrzałem na pole… O, ja pierdolę..- mruknął nowy widząc wiecznie wymiętego i nieogarniętego profesora Grey.
-Przyzwyczaisz się. Chemik w porównaniu z resztą belfrów to anioł wcielony..- rzuciła stojąca obok niego Cora pocieszająco.
-A najbardziej pocieszające jest to, że pod koniec semestru udupi pół grupy- Odezwała się przede mną Tori Miles.
-Jak się nie uczy, tylko się włóczy..- Stwierdziła wymownie Cora.
-Lepiej zamknij usta, bo jeszcze nimi butelkę wciągniesz- rzuciła szyderczo Tori.
-Miles, możesz coś dla mnie zrobić??- Rzuciłam, a gdy spojrzała na mnie pytająco dodałam.- Zamknij się I zabierz się za to, co potrafisz najlepiej, bo (jak na mój skromny gust) masz nawet pełniejsze usta, niż Cora… Chyba wiadomo od czego… -Spojrzałam wymownie na Rodrigueza i kilku innych chłopaków z drużyny koszykarskiej; oraz na banana; który trzymała w palcach.
Cała grupa; włącznie z nowym, wybuchnęła szyderczym śmiechem.
-Zapłacisz mi za to; Raven..- warknęła nienawistnie
-Z przyjemnością; jeśli pokażesz, co potrafisz..- rzuciłam nadal spokojnym i uprzejmym tonem.
-Miles; Raven swoje sprawy możecie załatwić na osobności, a nie na forum klasy- burknął nauczyciel chemii.
-Oczywiście, panie profesorze. To już się nie powtórzy- zaszczebiotałam naśladując Tori, która aż gotowała się z wściekłości.
-Dzięki; Raven- rzuciła Cora uśmiechając się do mnie.
-Widzę, że dziewczęca elita walczy jak lwice..- zauważył nowy; którego wszyscy zamiast nazywać Rafałem, od razu przechrzcili na Rafaela.
-Do tego też z biegiem czasu przywykniesz; Rafał- jego imię w oryginale z trudem przeszło mi przez gardło. Czułam się, jakbym coś przekręciła w jego imieniu.
-Nie nadwerężaj języka, nie chcę mieć potem problemów z twoim chłopakiem- omiótł Michaela przyjacielskim spojrzeniem; wchodząc do klasy; jego prawe oko, a może lewe.?.. Jedno z jego dwubarwnych oczu- to czarne patrzyło na mnie, aż jego postać nie zniknęła w drzwiach klasy…
Uniosłam powieki i spojrzałam na nią kocim wzrokiem.
-Mon Dieu…- Rzuciłam przeciagle po francusku.- Jest spoko… Dzięki..
Udawałam, że mi przeszło. Przynajmniej jedno zniknęło- nudności; bo głowa nawalała coraz bardziej…
***
-Naprawdę pomogło?- Spytał półgłosem Michael, gdy szliśmy na chemię.
-Częściowo. Głowa nadal mnie boli; ale… Już mnie nie muli..- odpowiedziałam powoli.
-Wiesz… Zastanawia mnie trochę ta… jak-jej-tam…
-Isobel- wpadłam mu w słowo.
-Właśnie. Isobel.. Ma dziwną aurę..
Parsknęłam śmiechem.
-Co ma dziwne..?- Zapytałam dusząc się z tłumionego śmiechu.
Michael westchnął ciężko:
-Ej, ja mówię poważnie; Callisto..- obruszył się.
-Tylko mi nie mów, że znalazłby się w tej szkole ktoś, kto ma „złą aurę”- mówiąc to pokazałam w powietrzu cudzysłów. Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam idącego w naszą stronę chemika.- Odwołuje to; są w tej szkole takie osoby..
-Nam strzelać nie kazano..wstąpiłem na działo Spojrzałem na pole… O, ja pierdolę..- mruknął nowy widząc wiecznie wymiętego i nieogarniętego profesora Grey.
-Przyzwyczaisz się. Chemik w porównaniu z resztą belfrów to anioł wcielony..- rzuciła stojąca obok niego Cora pocieszająco.
-A najbardziej pocieszające jest to, że pod koniec semestru udupi pół grupy- Odezwała się przede mną Tori Miles.
-Jak się nie uczy, tylko się włóczy..- Stwierdziła wymownie Cora.
-Lepiej zamknij usta, bo jeszcze nimi butelkę wciągniesz- rzuciła szyderczo Tori.
-Miles, możesz coś dla mnie zrobić??- Rzuciłam, a gdy spojrzała na mnie pytająco dodałam.- Zamknij się I zabierz się za to, co potrafisz najlepiej, bo (jak na mój skromny gust) masz nawet pełniejsze usta, niż Cora… Chyba wiadomo od czego… -Spojrzałam wymownie na Rodrigueza i kilku innych chłopaków z drużyny koszykarskiej; oraz na banana; który trzymała w palcach.
Cała grupa; włącznie z nowym, wybuchnęła szyderczym śmiechem.
-Zapłacisz mi za to; Raven..- warknęła nienawistnie
-Z przyjemnością; jeśli pokażesz, co potrafisz..- rzuciłam nadal spokojnym i uprzejmym tonem.
-Miles; Raven swoje sprawy możecie załatwić na osobności, a nie na forum klasy- burknął nauczyciel chemii.
-Oczywiście, panie profesorze. To już się nie powtórzy- zaszczebiotałam naśladując Tori, która aż gotowała się z wściekłości.
-Dzięki; Raven- rzuciła Cora uśmiechając się do mnie.
-Widzę, że dziewczęca elita walczy jak lwice..- zauważył nowy; którego wszyscy zamiast nazywać Rafałem, od razu przechrzcili na Rafaela.
-Do tego też z biegiem czasu przywykniesz; Rafał- jego imię w oryginale z trudem przeszło mi przez gardło. Czułam się, jakbym coś przekręciła w jego imieniu.
-Nie nadwerężaj języka, nie chcę mieć potem problemów z twoim chłopakiem- omiótł Michaela przyjacielskim spojrzeniem; wchodząc do klasy; jego prawe oko, a może lewe.?.. Jedno z jego dwubarwnych oczu- to czarne patrzyło na mnie, aż jego postać nie zniknęła w drzwiach klasy…
-Nie potrafię..- powiedziałam z żalem kładąc dłoń na piersi Michaela.
Próbowałam się odsunąć, ale Michael wplótł dłoń między moje palce.
-Nie walcz ze sobą; Callisto..- zaczął szeptem. Wpatrywał się we mnie z uporem.
-Nie chcę…- Zaczynam z trudem oddychać. Ból stawał się nie do zniesienia. Żyły palił ogień, a tatuaż zapłonął czerwienią.
Zachwiałam się na nogach i z jękiem osunęłam się na kolana obejmując się ramionami.
-Callisto..- Michael przyklęknął przy mnie i wziął mnie za ramiona.
Podniosłam głowę i moje czerwone oczy spoczęły na pulsującej żyle na jego szyi.
-Callisto..- Michael wpatrywał się we mnie z niepokojem.
W półmroku skrytki pchnęłam go mocno na ścianę i zaatakowałam go..
-C-Co..- zająknął się.
Próbowałam się odsunąć, ale Michael wplótł dłoń między moje palce.
-Nie walcz ze sobą; Callisto..- zaczął szeptem. Wpatrywał się we mnie z uporem.
-Nie chcę…- Zaczynam z trudem oddychać. Ból stawał się nie do zniesienia. Żyły palił ogień, a tatuaż zapłonął czerwienią.
Zachwiałam się na nogach i z jękiem osunęłam się na kolana obejmując się ramionami.
-Callisto..- Michael przyklęknął przy mnie i wziął mnie za ramiona.
Podniosłam głowę i moje czerwone oczy spoczęły na pulsującej żyle na jego szyi.
-Callisto..- Michael wpatrywał się we mnie z niepokojem.
W półmroku skrytki pchnęłam go mocno na ścianę i zaatakowałam go..
-C-Co..- zająknął się.
Powstrzymaj mnie, Michael..!!
Nie pozwól tej bestii..
Przejąć nade mną.. kontroli..!
Nie pozwól tej bestii..
Przejąć nade mną.. kontroli..!
Michael podniósł się szybko i łapiąc mnie za ręce, zdążył przycisnąć do ściany.
-Co z tobą..?- Zapytał z zaskoczeniem.
Otrzeźwiałam nagle. Rozluźniłam się i pozwoliłam mu sobie pomóc.
-Nigdy jeszcze się tak nie zachowywałaś… Mam złe przeczucia; Callisto…- powiedział z namysłem, odwracając mnie ku sobie.
Z niechęcią go ugryzłam. Czułam się podle, bo mogłam go przecież zabić.
-Co z tobą..?- Zapytał z zaskoczeniem.
Otrzeźwiałam nagle. Rozluźniłam się i pozwoliłam mu sobie pomóc.
-Nigdy jeszcze się tak nie zachowywałaś… Mam złe przeczucia; Callisto…- powiedział z namysłem, odwracając mnie ku sobie.
Z niechęcią go ugryzłam. Czułam się podle, bo mogłam go przecież zabić.
Jednak miał rację. Coś było nie tak, jak powinno…
Odbijało mi.
Jego krew niedługo przestanie mi wystarczać..
Niedługo upadnę i zacznę zabijać…
Odbijało mi.
Jego krew niedługo przestanie mi wystarczać..
Niedługo upadnę i zacznę zabijać…
†††
Odbija mi.
Niedługo upadnę i…
Zawsze przerażała mnie myśl o upadku do poziomu D. Widziałam już wiele stoczonych wampirów, które zupełnie nad sobą nie panowały- które zabijałam- i nie chciałam do nich dołączyć. Było jeszcze na to za wcześnie…
Michael szedł obok poprawiając kołnierz koszuli. Był równie zamyślony, co ja, więc szliśmy w milczeniu.
Może zastanawiał się, czy będzie musiał mnie niedługo zabić. Kiedy to nastąpi? Spojrzałam na niego ukradkiem i to, co dostrzegłam zabolało: na jego twarzy widniał smutek i ból. Wbijał oczy w podłogę idąc z dłońmi w kieszeniach spodni.
-Michael..- zaczynam z wahaniem.
-Nic mi nie jest; Callisto- uśmiecha się; ale to nie jest ten uśmiech. Robi tak tylko, żebym się nie martwiła.
-Nieprawda…- zaprzeczam mu cicho.
Przystanął i spojrzał na mnie z boku. Ostrożnie, jakby nagle stracił wątek rozmowy, albo rozproszyło go co innego.
Nie odpowiedział tylko ruszył biegiem przez korytarz pełen uczniów. Nie pytając o powód tej „ucieczki” pobiegłam za nim.
***
Michael nagle przystanął tuż przed załomem korytarza na trzecim piętrze szkoły. Usłyszałam głosy:
-To nie jest zabawne, Isobel- Warknął głos Rafaela, który oparł dziewczynę siłą o ścianę.- Nie kombinuj, zwłaszcza pod nosem Miles… Ona…
Wyjrzałam zza węgła w samą porę, by zobaczyć, jak Isobel całuje go delikatnie w usta; chłopak powoli się cofnął.
-Bardziej martwiłabym się tą Raven- zauważyła niechętnie.
-Jesteś po prostu o nią zazdrosna, hm?- Celowo sobie pogrywał.
Bladoszare oczy spojrzały nań z wściekłością. Szturchnęła go mocno z obrażoną miną.
-Coś w niej jest takiego, że…- zaczęła Isobel powoli.- Ten chłopak… Nie odstępuje jej ani na krok…
-Tak samo, jak ty mnie- spojrzał na nią z ukosa.
-Chyba śnisz- odcięła się.- Zresztą nikt nie wie, że się znamy…- Uśmiechnęła się nieprzyjemnie.
-Przynajmniej na razie. Lepiej się nie wychylać..- burknął odchodząc.
-No, to gramy dalej..- mruknęła idąc tą samą drogą.
Wymieniliśmy szybkie spojrzenia.
Oboje wiedzieliśmy, że COŚ tu nie gra, musieliśmy się tylko dowiedzieć, co..
Niedługo upadnę i…
Zawsze przerażała mnie myśl o upadku do poziomu D. Widziałam już wiele stoczonych wampirów, które zupełnie nad sobą nie panowały- które zabijałam- i nie chciałam do nich dołączyć. Było jeszcze na to za wcześnie…
Michael szedł obok poprawiając kołnierz koszuli. Był równie zamyślony, co ja, więc szliśmy w milczeniu.
Może zastanawiał się, czy będzie musiał mnie niedługo zabić. Kiedy to nastąpi? Spojrzałam na niego ukradkiem i to, co dostrzegłam zabolało: na jego twarzy widniał smutek i ból. Wbijał oczy w podłogę idąc z dłońmi w kieszeniach spodni.
-Michael..- zaczynam z wahaniem.
-Nic mi nie jest; Callisto- uśmiecha się; ale to nie jest ten uśmiech. Robi tak tylko, żebym się nie martwiła.
-Nieprawda…- zaprzeczam mu cicho.
Przystanął i spojrzał na mnie z boku. Ostrożnie, jakby nagle stracił wątek rozmowy, albo rozproszyło go co innego.
Nie odpowiedział tylko ruszył biegiem przez korytarz pełen uczniów. Nie pytając o powód tej „ucieczki” pobiegłam za nim.
***
Michael nagle przystanął tuż przed załomem korytarza na trzecim piętrze szkoły. Usłyszałam głosy:
-To nie jest zabawne, Isobel- Warknął głos Rafaela, który oparł dziewczynę siłą o ścianę.- Nie kombinuj, zwłaszcza pod nosem Miles… Ona…
Wyjrzałam zza węgła w samą porę, by zobaczyć, jak Isobel całuje go delikatnie w usta; chłopak powoli się cofnął.
-Bardziej martwiłabym się tą Raven- zauważyła niechętnie.
-Jesteś po prostu o nią zazdrosna, hm?- Celowo sobie pogrywał.
Bladoszare oczy spojrzały nań z wściekłością. Szturchnęła go mocno z obrażoną miną.
-Coś w niej jest takiego, że…- zaczęła Isobel powoli.- Ten chłopak… Nie odstępuje jej ani na krok…
-Tak samo, jak ty mnie- spojrzał na nią z ukosa.
-Chyba śnisz- odcięła się.- Zresztą nikt nie wie, że się znamy…- Uśmiechnęła się nieprzyjemnie.
-Przynajmniej na razie. Lepiej się nie wychylać..- burknął odchodząc.
-No, to gramy dalej..- mruknęła idąc tą samą drogą.
Wymieniliśmy szybkie spojrzenia.
Oboje wiedzieliśmy, że COŚ tu nie gra, musieliśmy się tylko dowiedzieć, co..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz