poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter Shadow of Life Rozdział XXI: Potańcówka -Królowa Śniegu- |Pan Czystej Krwi i Łowca|

-Od początku wiedziałaś; kim ona jest; Callisto..- odezwał się z namysłem Michael.
-Tylko przypuszczałam- odparłam niechętnie nie patrząc na niego. Szłam z dłońmi w kieszeniach dżinsowej kurtki.- Dopiero teraz jestem pewna; że to na pewno Grace Ann- wzruszyłam ramionami obojętnie.
-I co zamierzasz z tym zrobić?- Zapytał ostrożnie.
-Narazie nic. Zastanowię się nad tym- spojrzałam nań z boku.
-No, ale nad czym się tu zastanawiać??- Zdumiał się Michael.
Nagle poczułam chłód i spojrzałam na mijającego mnie chłopaka. Rafael nie miał już dwukolorowych oczu- przez moment jego tęczówki były przenikliwie szare- tak, jak Jego..
Wtedy osunęłam się na chodnik. Michael złapał mnie i zaczął cucić. Wokół nas zebrał się mały tłum ludzi.
Zapach krwi..
Potrzebuję krwi..
-Nic jej nie jest?- Zapytała jakaś kobieta.
-Dzwonię po karetkę- rzucił krótko stojący obok niej facet.
-Żadnej karetki…- zaczerpnęłam z trudem powietrza otwierając oczy. Spojrzałam na Michaela i uśmiechnęłam się słabo.- Żadnej karetki..- powtórzyłam trochę mocniejszym głosem. Chwyciłam jego dłoń i podniósł mnie na nogi.
Zachwiałam się i przytrzymałam się go, by nie upaść; usłyszałam szept:
-Jak nie będziesz mogła iść; to cię poniosę- zapewnił z błyskiem w oku.
-Gdybyś był tak romantyczny; jak ten chłopak; Marco…- rozmarzyła się ta sama kobieta.
-..No właśnie; Dean. Mógłbyś czasem nosić mnie na rękach..- zawtórowała inna kobieta do swojego męża.
-Spadamy..- Michael pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy biegiem. Mijając sklep jubilerski strzelił wzrokiem na wystawę i w jego oczach zapłonęły diabelskie ogniki.
***
Biegnąc potknęłam się i straciłam równowagę.
-Callisto..- Michael ślizgnął pode mną i wylądowałam na nim. Jęknął słabo, rzucając ciche przekleństwo.
-Ty głupku. Mogłabym cię zabić..- burknęłam ze złością.
-Z tyłu asfalt, z przodu beton: takie życie jest z kobietą- odparł w odpowiedzi, uśmiechając się z ironią.
-Debil!- Prychnęłam z westchnieniem, próbując wstać; ale on przyciągnął mnie spowrotem ku sobie.- Co jest?- Zapytałam zdziwiona.
-Nic takiego..- odparł pozwalając mi wreszcie wstać.- Nie powinniśmy tak leżeć na drodze..- uśmiechnął sie, wyobrażał sobie chyba coś wrednego.
***
To nie był Rafael…
Zajrzałam do jednej z książek w poszukiwaniu jakiegoś sensownego wytłumaczenia, co do moich podejrzeń.
Dziesiąta wieczorem…
Pogrążona w lekturze nie usłyszałam pukania do drzwi mojej jaskini. Otworzyły się drzwi. Do pokoju wszedł mistrz.
-Zaczęłaś się uczyć?- Spytał z ironicznym półuśmiechem.
Obróciłam się na krześle i rzucilam:
-Wiesz; że nie lubię się uczyć.
-Zatem po co zaglądasz do książek?- Zapytał szczerze zdziwiony.
Spojrzałam na niego badawczo.
-Właściwie chciałam cię o coś zapytać..- zaczęłam z wahaniem.
-To ma związek z wampirami- Nie pytał; znał odpowiedź.
-Nie jestem do końca pewna- odparłam wolno.
-Jeśli choć raz pojawi się nazwisko; które kojarzę to sprawa ma związek z wampirami- odparł po namyśle jednooki.
-Chodzi o tego nowego chłopaka z mojej klasy… Nazywa się K… Kszczżżyy… Merde!- zaklęłam po francusku. Chwytając kartkę i ołówek. Zaczęłam skrobać na papierze litery.
Chwilę potem mistrz przyglądając się uważnie niezgrabnym literami rzucił w olśnieniu:
-Ty masz na myśli Krzyżanowskich..- powiedział powoli.
Patrzyłam na niego pytająco nie rozumiejąc.
-Wydaje mi się; czy uważasz to za dobrą nowinę?- Zapytałam ostrożnie.
-Tak; a co?- Odparł pytaniem; widząc mój niepokój.
-Bo mnie się to kompletnie nie podoba…- i zaczęłam mu opowiadać; co wydarzyło się od pojawienia się Rafaela w szkole.
-Czyli mówisz; że On mógł przejąć kontrolę nad Rafaelem…- Upewniał się mistrz.
-Taką mam teorię. To możliwe?- Zapytałam z nadzieją.
-Hmm. Możliwe; ale musieliby być spokrewnieni; co raczej jest niemożliwe- oznajmił z namysłem.
-Czyli jestem w Guadalupie…- stwierdziłam ponuro.
Uniósł brwi pytająco; a ja odparłam:
-W Guadalupie: w czarnej dupie- wzruszyłam ramionami.
-Młoda…- jęknął kręcąc głową z niedowierzaniem.
***
Dzień balu.
Ginevra wiązała wstążkę na mojej talii, a ja doprowadzając zmęczoną twarz do porządku stwierdziłam:
-A co; jeśli go podeptam w tańcu? Przecież ja nie umiem tańczyć..- jęknęłam stłumionym głosem; zamierając z pędzelkiem do cieni w ręku rzuciłam spojrzenie na swoje odbicie w lustrze.- Wyglądam jak chodząca katastrofa… Nie idę na ten głupi bal- burknęłam zła.
Ginevra zacisnęła mocno węzeł wstążki, niemal zaparło mi dech w piersi. Jej odbicie w lustrze miało rozdrażniony wyraz twarzy.
-Och; przesadzasz, Callisto Anabell Raven- Warknęła trzymając wsuwkę w ustach.
Usłyszałyśmy cichą rozmowę z dołu.
-Aha; pojawił się twój książę- rzuciła wymownie.
-A ja nadal wyglądam jak zombie!- jęknęłam spanikowana.
-To się za chwilę zmieni..- Ginevra przeczesując dłonią włosy uśmiechnęła się z rozmarzeniem.

Cicha rozmowa Michaela z moim chrzestnym i mistrzem; którą słyszałam w pokoju.
-Otwórz oczy- rzuciła krótko moją kuzynka.
Spojrzałam na nią znudzona. Przyglądając mi się zapiszczała:
-Jejku! Bosko!- rzuciła z uciechą.
-Pożegnaj: „koszmar z ulicy wiązów” powitaj: „legalną blondynkę”.. Mam pewne zastrzeżenia: nie jestem blondynką..
-Och nie zrzędź; Raven!- Obróciła mnie razem z krzesłem w kierunku lustra.
Gapiłam się na swoje odbicie z otwartymi ustami.
-To na pewno ja?- Zapytałam zaskoczona opierając palce na tafli lustra. Wpatrywałam się z niedowierzaniem w swoją twarz.
Wyglądałam jak dawniej; jeszcze zanim zaczęłam odrzucać krew.
-Na pewno opadnie mu szczęka na twój widok- rzuciła zadowolona.- Tylko mi coś obiecaj; Callisto..
Odwróciłam się w jej stronę i zmierzyłam uważnym spojrzeniem.
-Co takiego..?- Spytałam z obawą.
-Obiecaj mi, że będziesz się dobrze bawić… Co jest?- Zapytała widząc moją minę.
Kiedy to powiedziała przed oczami stanęła mi karteczka od sukienki; którą miałam na sobie:
Baw się dobrze na Balu, siostro…
-Jasne, że będę się dobrze bawić- uśmiechnęłam się drapieżnie.
-No to spadaj do swojego księcia- Pchnęła mnie lekko w kierunku drzwi.

Odetchnęłam głęboko i ruszyłam schodami w dół, opierając dłoń o poręcz- bałam się że się wywalę.
Michael stał na krańcu schodów, za nim mistrz i mój ojciec chrzestny.
Zielonooki wyciągnął dłoń w moją stronę, mówiąc:
-La mia bella- mruknął jakby do siebie, gdy oparłam dłoń na jego dłoni.- Cześć; Callisto, pięknie wyglądasz…
-Dziękuję..- odezwałam się zakłopotana.
-Karoca czeka- rzucił z ironią jednooki machając nam przed nosem kluczykami od auta.
***
Mistrz spoglądał na nas kątem oka, prowadząc srebrną Audicę. Nie rozmawialiśmy wiele.
Mistrz miał pilnować swoich podopiecznych- młodych łowców, pełniących rolę ochroniarzy na balu. Miejska prasa już kilkanaście razy wspominała o atakach na ludzi. Tylko my wiedzieliśmy, że to sprawka wampirów.
-Cześć, chłopaki- rzuciłam przepychając Jasona; który nieprzychylnie patrzył na Michaela.
Matt obserwował obu chłopaków piorunujących się wzrokiem.
-Michael..- pociągnęłam, go za kieszeń marynarki, próbując zwrócić na siebie jego uwagę.
-Nic mi nie jest- odparł, bez słowa mijając Jasona; ze mną pod rękę.
Zauważyłam wściekły wyraz oczu Jasona; jakby coś było na rzeczy.
***
Impreza. Hektolitry piwa. Przemycana przez co bardziej odważnych wódka.
Chodzący w tę i spowrotem Matt wyrwał jednemu z chłopaków butelkę i powąchał zawartość.
-Konfiskuję- rzucił krótko; chowając butelkę za pazuchą.
-Ej! Nie psuj imprezy; koleś!- Jęknął chłopak błagalnie.
-Mam sprawdzić, czy nie masz drugiej butelki; koleś?- Spytał przeciągając sylaby.
-Nie mam- odparł Dave niezbyt przekonujacym tonem.
Matt uśmiechnął się drwiąco.
-Wiem, że masz- rzucił.- Po prostu nie kręć się z tym na widoku- rzucił odchodząc.
-Konfiskuję- rzucił głos Jasona z drugiej strony. Zabrał jednej z dziewczyn jakiś ostry przedmiot.
-To tylko pilniczek do paznokci- jęknęła; próbując się tłumaczyć.
-Może być użyty jako broń: konfiskuję- odparł wzruszając ramionami.
-Wsuwki też użyjesz jako broni?- Zapytał Michael niechętnie, popijając piwo.
-Po prostu dokładnie wykonuję swoje obowiązki; Tyler- rzucił Jason krótko.- W przeciwieństwie do niektórych…
-O co ci chodzi; Moon?- Zapytałam ostro za nim.
-Ahm; twój chłopak ci nie powiedział..- zauważył ze złośliwym półuśmiechem; patrząc na Michaela, który warknął coś w rodzaju: „zamknij się”.
-O czym mi nie powiedział?- Zapytałam z rezerwą.
-Mamy problem, Jason. A kiedy mówię „problem”, mam na myśli globalny kryzys, więc może omówimy ten „problem” na zewnątrz?- Zasugerował z rozdrażnieniem Michael. Unikał mojego pytającego wzroku.
-Czemu nie?- Zgodził się brunet, złożył prawą dłoń na piersi. Skłonił się lekko w stronę dziewcząt i ruszył za Michaelem.
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
Wyszliśmy przed budynek szkoły.
Jason oparł łokcie o barierkę schodów przed głównym wejściem i wbił wzrok na wprost.
-Okłamujesz moją…- zaczął, ale nagle urwał.
-Nadal nie może ci przejść przez gardło wyrażenie: „była dziewczyna”?- Zapytałem z ironią.
Jason spojrzał na mnie z niechęcią.
-Nie chodzi o to, że była moja dziewczyną- odparł wolno.- Ty też czujesz w tym wampirze coś… Coś dziwnego- zakończył nie wiedząc; jak ubrać w słowa to odczucie.
-W Rafaelu?- Rzuciłem krótko, Jason skinął; więc kontynuowałem.- Mistrz mówił, że Callisto pytała go o kilka rzeczy, ale…
-Chyba nie wątpisz; że ten Rafael nie jest niegroźny..- przerwał mi.
-Wiesz, że dokopałem się w miejskim archiwum do kilku rzeczy; więc dla mnie nadal pozostanie podejrzanym. A co do drugiej kwestii, to wydaję mi się, że coś w tym jest.
-Nie możesz jej zapewnić bezpieczeństwa; jeśli będziesz ją okłamywał. Wszyscy wiedzą, że w mieście znikają ludzie. Jeśli złożyć kawałki układanki…
-Wyjdzie, że ten wampir wrócił- odezwał się jej głos.
Callisto stała w drzwiach głównych z rękoma założonymi na piersi i wpatrywała się w nas natarczywie.
-Więc… Co wasza dwójka ma mi do powiedzenia??- Zapytała patrząc na nas wyczekująco.
Korytarzami rozległ się głos dyrektora.
-Moi kochani; głosowanie dobiegło końca. Za chwilę poprzednia Królowa Śniegu odda koronę swojej następczyni.
Chóralne wycie grupy nastolatków, podgrzało atmosferę.
-Powinienem wracać- odezwał się Jason, wchodząc do szkoły.
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Ten wampir wrocił..
Nie winiłam Michaela, że nie powiedział mi o tym. Sama to przeczuwałam.
W końcu tylko ciebie łączy z nim jakaś więź…
-My też chyba powinniśmy stąd iść…- powiedziałam kulawo.
Skinął głową przyglądając mi się.
Przepchnęliśmy się przez tłum. Victoria Fray; poprzednia Królowa Śniegu wyciągała właśnie kartkę z wynikiem głosowania.
-Nadeszła nerwowa chwila…- Powiedziała, a oczy wszystkich imprezowiczów utkwione były w kartkę papieru, którą trzymała w palcach.- Królową Śniegu zostaje…- dłuższa pauza; rozległy się okrzyki.-… Callisto Anabelle Raven!
-Świetnie- burknęłam wchodząc na scenę.
Victoria udekorowała mnie plastikowym diademem i podając mi kopertę rzuciła do mikrofonu:
-Nowa Królowa Śniegu musi mieć swojego króla.- i podstawiła mi mikrofon. Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam kartkę…
-Nowy Król Śniegu, jak myślicie..?- Rzuciłam z ironią, przebiegając wzrokiem po tłumie. Rozległy się okrzyki, uciszyłam wszystko ruchem dłoni.- Michael James Tyler.- Odczytałam z kartki.
Michael ruszył na scenę wśród okrzyków widowni.
Tori i „Isobel” zaczęły szeptać szybko coś do siebie. Rafael wpatrywał się w Michaela. Jego oczy błysnęły na krótko czerwienią. Michael wziął mnie za rękę. Wtedy obstawiający imprezę łowcy wraz z mistrzem równocześnie pobiegli do wyjścia. Rozległy się zaskoczone szepty i pytania.
-Co jest?- Zapytał dyrektor powoli, obserwując zamieszanie.
-Nie podoba mi się to..- skomentowaliśmy równocześnie.
-Zachowajcie spokój; proszę- ktoś wszedł do środka. Kilku starszych łowców. Angello podszedł do dyrektora, żeby zamienić z nim kilka słów.
Victoria uratowała sytuację rzucając:
-Nowa para królewska musi zatańczyć!- DJ puścił jakiś kawałek.
Na widok twarzy DJ’a zamarłam…
Za konsoletą ze słuchawkami powieszonymi na szyi stał…
-Haruka…- jęknęłam zdumiona.
Z głośników popłynęła znajoma melodia. Haruka pomachał do nas.
-Znasz go?- Spytał Michael, mijając w tańcu Corę odparłam:
-Był tu kiedyś na wymianie. Haruka Matsumoto, przyjaźniliśmy się..- odparłam.
Hektolitry piwa. Przekąski rozsypane gdzieś po podłodze. Rozmowy i docinki.
-Hmm idą.!- Sapnęła Tori do „Isobel”
Grace Ann. Minęłam ją mówiąc szeptem:
-Dzięki za kieckę, siostrzyczko. Przydała się- mówiąc to spojrzałam jej prosto w oczy.
Zrobiła się blada jak prześcieradło i cofnęła się w objęcia jednego z kumpli Rodrigueza; Paula Tannera.
-Piwo?- Rzucił zachęcająco Michael.
-Wolałabym coś bardziej…- nie zdążyłam rozwinąć myśli; Michael pociągnął mnie za sobą
Widząc, że rozluźnia krawat i rozpina lekko koszulę; stwierdziłam:
-Nie do końca to miałam na myśli…- skomentowałam szeptem.
Staliśmy w ciemności, w magazynku na miotły. Michael opierając się o drzwi zmierzył mnie uważnym spojrzeniem.
-Widzę, że chce ci się pić. Nie spławisz mnie tak łatwo; Callisto..- powiedział z troską.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz