środa, 24 stycznia 2018

Hunter III: Curse Rozdział X: Podejrzenia -Dom w dzielnicy slumsów-

-Teraz?.- Szepnęłam ledwie słyszalnie, kładąc dłoń na wystającym brzuchu.- Teraz moje życie ma sens.. Ty jesteś tym sensem- przyznałam nadal patrząc na bujany fotel.- Ty i ten 'mały potworek'...
-Och, nie nazywaj jej tak- burknął urażony.
-Znów to mówisz.. Jakbyś wiedział, że to dziewczynka- zauważyłam wolno.
Michael odwrócił wzrok. Oczy przesłoniła przydługa już grzywka, a usta ułożyły się w nieśmiały uśmiech.
-Sam nie wiem, ale.. W sumie nie muszę wiedzieć; jedyne co muszę to was kochać. Jedyne, co powinienem; moje kochanie..- poprawił pewnie.
Wyczułam czyjąś obecność przy drzwiach. Ciszę zmąciło słabe pukanie.
-Proszę- rzuciliśmy krótko.
Drzwi otworzyły się. Stała w nich o wiele starsza kopia Michaela.
-Dzień dobry, Callisto.- Przywitał się uprzejmie.
-Dzień dobry, panie Tyler- odparłam.
-James, możemy pogadać?- Zapytał zwracając się do syna drugim imieniem.
-W porządku.- Michael wyskoczył z łóżka w pełni ubrany i ruszył w stronę ojca.
|•••|
-Znów zaczynasz, tato..- Jęknął niecierpliwie Michael.
-Nie zaczynam; po prostu jestem ciekawy- zauważył Armand Tyler spokojnie.- Zresztą słyszałem kilka plotek..
-Stowarzyszeniowa Poczta Pantoflowa, jak zwykle, działa bez zarzutu; co?- Spytał z ironią Michael.
-No.. Cóż..- ojciec Michaela zdawał się zakłopotany.- Skoro już macie przed nami jakieś tajemnice, to nie powinno cię dziwić, że mnie to trochę interesuje- zauważył niemrawo.
-Trochę bardzo, tato- stwierdził z naciskiem Michael. Jego ojciec roześmiał się z czegoś.- O co ci chodzi?- Zdziwił się zielonooki.
-Coś mi się zdaje, że ten wasz "sekret" to naprawdę niezła bomba- Rzucił ojciec Michaela nadal ze śmiechem. Chyba poklepał syna po plecach odchodząc.
Usłyszałam jeszcze jego głos mruczący:
-W tym kraju skończyły się testy ciążowe, czy co..?- Armand Tyler znów zachichotał. Potem słuch uchwycił już tylko stukot kroków...
***
Na korytarzach kwatery Stowarzyszenia co kilka kroków słyszało się rozmaite plotki i przypuszczenia na nasz temat.
-Głowa Rodu Kruka wręcz promienieje, od kiedy przytyła- usłyszałam konspiracyjny szept Kostenlosa.
-Ciekawe, czyja to zasługa- odparł stary Romanow rozglądając się, czy nikt nie podsłuchuje.
-A jak sądzisz?- Do rozmowy dołączył Felix Moon.- Dzień dobry, Callisto- rzucił dostrzegając mnie.
-Dzień dobry wszystkim- odpowiedziałam z uśmiechem, mijając mężczyzn.
-Nie mówiłem, że kwitnąca?- Spytał wymownie Kostenlos.
-Co tam, moje kochanie?- Michael objął mnie z zaskoczenia.
Przytuliłam się doń mocno, szepcząc z delikatnym uśmiechem:
-Jesteśmy na celowniku.
-SPP działa coraz bardziej zuchwale- odszepnął odwzajemniając uśmiech.
-Od zawsze była, jak mówisz, zuchwała- pocałowałam go lekko w szyję.- Chodźmy na śniadanko..- wymruczałam rozmarzona.
Rozmowy w jadalni po naszym pojawieniu się nagle ucichły.
-Nie przeszkadzajcie sobie- rzuciłam z ironią wpatrując się w Devona.
-Tak, tak.. Obgadujcie nas do woli- zawtórował mi Michael.
-Ale my nikogo nie obgadujemy- powiedział Angello niezbyt przekonująco.
-Dziwna ta cisza, która zapadła na nasz widok- Michael rozglądał się po jadalni z lekkim uśmiechem.
-Po prostu myśleliśmy, że wyskoczyliście gdzieś z rana- odparł dyplomatycznie Angello.
-Wiesz, Angello.. Coraz bardziej zaczynam doceniać domowe śniadania..- zaczęłam.
-Zwłaszcza te przynoszone wprost do łóżka!- Zawołał Horse z drugiego końca jadalni, a wszyscy buchnęli wesołym śmiechem.
-Te najbardziej- odparłam z rozmarzeniem siadając przy stole.- Smacznego- rzuciłam nakładając jedzenie na talerz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spacerowaliśmy lasem rozmawiając o różnych sprawach, gdy w mojej kieszeni odezwał się telefon.
Widząc na ekranie "J. Tanner" zmarszczyłam brwi.
-Kto chce nam przeszkodzić?- Jęknął z lekką irytacją zielonooki.
-Chyba coś się ruszyło w sprawie "Syndromu Anioła"- zauważyłam. Powoli odebrałam.- Co tam, komisarzu?- Rzuciłam krótko.
-Cześć, możecie wpaść na komendę; chcę wam coś pokazać?- Wyrzucił z siebie szybko Jacob.
-W porządku. Widzimy się za pół godziny- rzuciłam kończąc rozmowę.
-To Jake?- Zapytał.
-Aha, chce żebyśmy coś zobaczyli.
Komisariat policji..
-Jacob jest u siebie- rzucił Silver widząc nas.
-Dzięki- odparłam prowadząc Michaela korytarzem.
-Siema, komi... Co, do huja..?- Zdumiałam się, stając jak wryta w progu gabinetu, którego wystrój zmienił się nie do poznania.
Biurko przy południowej ścianie po prawej od wejścia. Regały z dokumentami przy ścianie północnej ułożone w idealnym porządku- co nie było podobne do Jacoba- sofa i mała ława, czyli miejsce na rozmyślania nad śledztwami stały w środku- pomiędzy biurkiem komisarza i regałami pełnymi akt, a w odległym kącie ściany północnej na stoliku..
Duże, wykonane z pancernego szkła akwarium wypełnione wodą, a w nim..
-Jak udało ci się to złapać?- Zdumiona podeszłam do akwarium, by przyjrzeć się kreaturze przypominającej skrzyżowanie ryby i ślimaka.
Jacob Tanner powoli odłożył jedną z tek na biurko.
-Z drobną pomocą jednego z tych dzieciaków z Suriel's Grave- odparł wolno.
Michael zastukał palcem w kuloodporną szybę akwarium i z okrzykiem odskoczył gwałtownie na widok okrągłego otworu gębowego najeżonego cieńkimi, ostrymi jak igły zębiskami, przyssanego do ścianki akwarium.
-Uważaj, głodny sukinsyn- odezwał się sprzed okna zachrypły głos.
-Cześć, Tumanie- rzucił pieszczotliwie zielonooki.
-Joł, Młotku- odciął się równie uprzejmie wokalista Suriel's Grave, imieniem Max. Na lewym przedramieniu miał zawiązany opatrunek.
-Mamy coś nowego?- Spytałam Jacoba.
-Kilka rzeczy rzuciło mi się w oczy, gdy przeglądałem akta ab ovo- rzucił wskazując nam sofę.
-Mianowicie?- Zachęciłam siadając.
Jacob otworzył teczkę. Wśród masy papierów były zeznania świadków i mały czarny notatnik, który mi podał.
-Zastanawia mnie jedno. Kim był ten, kto wtedy zastrzelił jedną z tych poczwar- zauważył zamyślony.
-Myślisz, że on może mieć coś wspólnego ze sprawą?- Spytałam.
-To niewykluczone, ale.. Bardziej sądzę, że może coś o tym wiedzieć- ruchem głowy wskazał akwarium.- Poza tym.. Ostatnio większość zgłoszeń pochodzi z okolicznych lasów.
-Im dalej w las, tym więcej drzew; Jacob. Ciekawi mnie też ten dom w dzielnicy slumsów- zauważyłam powoli.- Wydaje mi się, że to jeden z powodów zniknięcia pijawek z miasta.
-A propos drzew- zauważył Max powoli, skinęliśmy głową; udzielając mu głosu.- W lesie Nikołaj natknął się na dziwnego chłopca, który przedstawił się jako Zetsubō.
-Dlaczego Nikołaj nazwał dzieciaka dziwnym?- Zapytałam powoli.
Blondyn przeczesał palcami włosy wzdychając głęboko.
-Ten mały był.. Demoniczny jakiś..- powiedział Max z zastanowieniem.
-Demoniczny? Co chcesz przez to powiedzieć?- Zapytaliśmy wolno.
-Pytał o ostatniego wampira w tym mieście.. Potem nucił coś o turkusowych oczach.. Cholerny mały psychopata..
Michael zerwał się z miejsca. W jego palcach jakby znikąd znalazł się miecz.
-Załatwię szmatławca..- zasyczał gniewnie.
Max chwycił go mocno za ramię; blokując ręką odruchowy cios miecza. Klinga oparła się na nadgarstku blondyna, rozcinając węzeł opatrunku. Bandaż rozwinął się i opadł na podłogę ukazując okropną szramę.
-Musimy go dorwać żywego- oznajmił chłodno, lecz spokojnie.- Ten dzieciak może nam się jeszcze przydać, Młotku.
-Czyli, co robimy..?- Zapytałam ostrożnie.
Do środka weszło kilku policjantów, na ich czele inspektor Silver- pan i władca tego całego burdelu.
-Musimy zwrócić się o pomoc do Stowarzyszenia Łowców- oznajmił Silver.
-Skąd pan wie o Stowarzyszeniu??- Zdumiałam się.
Przez twarz Silvera przemknął cień uśmiechu.
-Sam jestem emerytowanym łowcą- przyznał spokojnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz