Dwa dni później, dziewiąty luty.
Z wahaniem podchodzę do drzwi gabinetu. Angello był dziś wyjątkowo nie w humorze; co przypadkiem dosłyszałam: Porter znów nadepnął przewodniczącemu na odcisk i Angello tak zbeształ chłopaka, że większość łowców zatykała uszy od nadmiaru przekleństw sypiących się z ust przewodniczącego i mruczała pod nosem.
-Cholerna zakała- burknął Kostenlos, zapinając płaszcz. Idący obok niego jego syn dusił się z tłumionego śmiechu.
-Nieźle mu przewodniczący kota pogonił- zgodził się z ojcem; nadal próbując zachować powagę. Trzasnęły drzwi.
Zatrzymałam się tuż przed podwójnymi drzwiami gabinetu Angello; zastanawiając się, czy zapukać, czy lepiej wziąć nogi za pas i spadać jak najdalej.
-Prędzej ja go pogryzę; niż on mnie- mruknęłam do siebie z ironią; bransoleta na lewym nadgarstku poczęstowała mnie standardowym kopniakiem.- Już dotarło, au- szepnęłam zła.
Zapukałam ostrożnie. Weszłam słysząc ciche zaproszenie.
Angello wskazał mi miejsce. Powoli, nie wiedząc czego się spodziewać usiadłam. Dzielił nas tylko ciemny blat biurka zawalonego dokumentami, niedaleko stał nieodłączny kubek kawy.
-Masz dziwną minę; Raven- zauważył przyglądając mi się.
-Po prostu nie wiem; jak bardzo wkurzył cię Porter, a nie chciałabym niewinnie oberwać- uśmiechnęłam się blado.
-Jesteś ironiczna, jak zwykle- odparł jakby spokojniejszy.
Spojrzałam nań z namysłem.
-Rozmawiałem z Michaelem o twoim powrocie do szkoły- powiedział.- Poza tym Luca pytał o ciebie.
-Widziałam ciotkę na cmentarzu- wpadłam mu w słowo.- Była jakaś dziwna.. Co mu powiedziałeś..?- Spytałam nagle.
Angello upił łyk kawy.
-Powiedziałem, że nienajgorzej z tobą.
-Niezłe kłamstwo- wydęłam wargę, ale po chwili uśmiechnęłam się szczerze. Bransoleta potraktowała mnie prądem, syknęłam i przewróciłam oczami.- Jak tak dalej będzie to mogę zapomnieć o stwarzaniu pozornie normalnej siebie- spojrzałam na przedmiot na nadgarstku wymownie.
-Chyba zbyt twardo podeszliśmy do kwestii kontrolowania cię…- zauważył zamyślony.
-Tylko czasem mnie popieści, więc nie narzekam- odparłam.
Oboje roześmialiśmy się uznając to za dobry kawał.
-Czasem naprawdę przypominasz mi Cristophera..- westchnął ze zmęczeniem.- Przepraszam..- zaczął nagle.
-W porządku- uspokoiłam go ze smutkiem.- Co w związku z moim powrotem do liceum?
-Zastanawia mnie jedna rzecz…
-Michael- wpadłam mu w słowo. Skinął głową twierdząco. Westchnęłam ciężko.- To mnie właśnie martwi..
-On nadal…- zaczął z nutą pytania.
-Nie podoba mu się to, że mu odmawiam…- potwierdziłam wolno.
Angello zamilkł na chwilę.
-Wiadomo już coś o tym wampirze, który załatwił Linka?- Zapytałam ostrożnie.
-Nadal nic. Kto wie,czy to nie ktoś z Rady. Wszyscy wiemy, że Link był niebezpieczny zarówno dla ludzi, jak i wampirów…
Taa. Może postanowili się go po cichu pozbyć, a ja znalazłam się nie tam, gdzie trzeba. Cóż, bywa.
***
Weszłam do pokoju i spojrzałam na spakowaną torbę. Michael leżał na łóżku z puszką Fanty w ręku i patrzył na mnie kocim wzrokiem.
-To ty przekonałeś Angello?- zapytałam wolno, przyglądając mu się oskarżycielsko.
-Pudło, Callisto- odparł z szerokim uśmiechem.
Uniosłam brwi pytająco. Michael wstał i obejmując mnie lekko zaczął się ze mną kołysać.
-Michael.. Nie możemy..- mówię cicho, przeczuwając; czego by pragnął.
Kolejny raz ten wyraz twarzy; po którym odczuwam poczucie winy. Zielonooki puszcza mnie i powoli odsuwa się. Chwytam jego dłoń ignorując prąd przebiegający po moim ciele. W pewnej chwili puszczam i potrząsam dłonią wbijając wzrok w drewnianą podłogę.
-Ty po prostu… Ja- poprawił z naciskiem.- Ja nie jestem dla ciebie dość dobry..
-To nie tak- westchnęłam ciężko patrząc na niego smutno.
-A niby jak?
-Po prostu boję się.. Boję się; że nie zapanuję nad tym…
-Ufam ci..
Przerwałam mu; mówiąc z naciskiem:
-Ale ja sobie nie- mój głos… Kolejny raz ten drżący ton.
-Callisto..- wzdycha ciężko, z żalem.- Nie chciałem…
Uśmiecham się całując go lekko.
-Romantycznie..- wzdycha dziewczęcy głos.
-Puka się!- Burczymy równocześnie z niezadowoleniem.
-Pukałam- obruszyła się Tori odrzucając ciemnobrązowe włosy do tyłu.
-Taa. Chyba obcasami- zmierzyłam wymownym spojrzeniem jej nogi w wysokich kozaczkach.- Pewnie Porter w ramach „czynu chwały” skuł lód przy użyciu młotka i dłuta..
-Ja mu współczuje, jak Angello zobaczy choć jedną skazę na ornamentyce schodów..- mruczy Michael z ironią.
Pada salwa śmiechu.
Od ostatnich wydarzeń pogodziłam się z Tori. Wyjaśniłyśmy sobie wiele spraw, ale jeszcze nie wszystkie.
Właśnie. Nie wszystkie. Bałam się jak zareaguje na pytania o Isobel a.k.a. Grace Ann..
Jednocześnie miałam wątpliwości; czy naprawdę jestem gotowa na swój powrót…
-Cholerna zakała- burknął Kostenlos, zapinając płaszcz. Idący obok niego jego syn dusił się z tłumionego śmiechu.
-Nieźle mu przewodniczący kota pogonił- zgodził się z ojcem; nadal próbując zachować powagę. Trzasnęły drzwi.
Zatrzymałam się tuż przed podwójnymi drzwiami gabinetu Angello; zastanawiając się, czy zapukać, czy lepiej wziąć nogi za pas i spadać jak najdalej.
-Prędzej ja go pogryzę; niż on mnie- mruknęłam do siebie z ironią; bransoleta na lewym nadgarstku poczęstowała mnie standardowym kopniakiem.- Już dotarło, au- szepnęłam zła.
Zapukałam ostrożnie. Weszłam słysząc ciche zaproszenie.
Angello wskazał mi miejsce. Powoli, nie wiedząc czego się spodziewać usiadłam. Dzielił nas tylko ciemny blat biurka zawalonego dokumentami, niedaleko stał nieodłączny kubek kawy.
-Masz dziwną minę; Raven- zauważył przyglądając mi się.
-Po prostu nie wiem; jak bardzo wkurzył cię Porter, a nie chciałabym niewinnie oberwać- uśmiechnęłam się blado.
-Jesteś ironiczna, jak zwykle- odparł jakby spokojniejszy.
Spojrzałam nań z namysłem.
-Rozmawiałem z Michaelem o twoim powrocie do szkoły- powiedział.- Poza tym Luca pytał o ciebie.
-Widziałam ciotkę na cmentarzu- wpadłam mu w słowo.- Była jakaś dziwna.. Co mu powiedziałeś..?- Spytałam nagle.
Angello upił łyk kawy.
-Powiedziałem, że nienajgorzej z tobą.
-Niezłe kłamstwo- wydęłam wargę, ale po chwili uśmiechnęłam się szczerze. Bransoleta potraktowała mnie prądem, syknęłam i przewróciłam oczami.- Jak tak dalej będzie to mogę zapomnieć o stwarzaniu pozornie normalnej siebie- spojrzałam na przedmiot na nadgarstku wymownie.
-Chyba zbyt twardo podeszliśmy do kwestii kontrolowania cię…- zauważył zamyślony.
-Tylko czasem mnie popieści, więc nie narzekam- odparłam.
Oboje roześmialiśmy się uznając to za dobry kawał.
-Czasem naprawdę przypominasz mi Cristophera..- westchnął ze zmęczeniem.- Przepraszam..- zaczął nagle.
-W porządku- uspokoiłam go ze smutkiem.- Co w związku z moim powrotem do liceum?
-Zastanawia mnie jedna rzecz…
-Michael- wpadłam mu w słowo. Skinął głową twierdząco. Westchnęłam ciężko.- To mnie właśnie martwi..
-On nadal…- zaczął z nutą pytania.
-Nie podoba mu się to, że mu odmawiam…- potwierdziłam wolno.
Angello zamilkł na chwilę.
-Wiadomo już coś o tym wampirze, który załatwił Linka?- Zapytałam ostrożnie.
-Nadal nic. Kto wie,czy to nie ktoś z Rady. Wszyscy wiemy, że Link był niebezpieczny zarówno dla ludzi, jak i wampirów…
Taa. Może postanowili się go po cichu pozbyć, a ja znalazłam się nie tam, gdzie trzeba. Cóż, bywa.
***
Weszłam do pokoju i spojrzałam na spakowaną torbę. Michael leżał na łóżku z puszką Fanty w ręku i patrzył na mnie kocim wzrokiem.
-To ty przekonałeś Angello?- zapytałam wolno, przyglądając mu się oskarżycielsko.
-Pudło, Callisto- odparł z szerokim uśmiechem.
Uniosłam brwi pytająco. Michael wstał i obejmując mnie lekko zaczął się ze mną kołysać.
-Michael.. Nie możemy..- mówię cicho, przeczuwając; czego by pragnął.
Kolejny raz ten wyraz twarzy; po którym odczuwam poczucie winy. Zielonooki puszcza mnie i powoli odsuwa się. Chwytam jego dłoń ignorując prąd przebiegający po moim ciele. W pewnej chwili puszczam i potrząsam dłonią wbijając wzrok w drewnianą podłogę.
-Ty po prostu… Ja- poprawił z naciskiem.- Ja nie jestem dla ciebie dość dobry..
-To nie tak- westchnęłam ciężko patrząc na niego smutno.
-A niby jak?
-Po prostu boję się.. Boję się; że nie zapanuję nad tym…
-Ufam ci..
Przerwałam mu; mówiąc z naciskiem:
-Ale ja sobie nie- mój głos… Kolejny raz ten drżący ton.
-Callisto..- wzdycha ciężko, z żalem.- Nie chciałem…
Uśmiecham się całując go lekko.
-Romantycznie..- wzdycha dziewczęcy głos.
-Puka się!- Burczymy równocześnie z niezadowoleniem.
-Pukałam- obruszyła się Tori odrzucając ciemnobrązowe włosy do tyłu.
-Taa. Chyba obcasami- zmierzyłam wymownym spojrzeniem jej nogi w wysokich kozaczkach.- Pewnie Porter w ramach „czynu chwały” skuł lód przy użyciu młotka i dłuta..
-Ja mu współczuje, jak Angello zobaczy choć jedną skazę na ornamentyce schodów..- mruczy Michael z ironią.
Pada salwa śmiechu.
Od ostatnich wydarzeń pogodziłam się z Tori. Wyjaśniłyśmy sobie wiele spraw, ale jeszcze nie wszystkie.
Właśnie. Nie wszystkie. Bałam się jak zareaguje na pytania o Isobel a.k.a. Grace Ann..
Jednocześnie miałam wątpliwości; czy naprawdę jestem gotowa na swój powrót…
Zastanawiałam się również; ile czasu mi zostało. Przed wszystkimi udawałam, że się trzymam; jednak gdy zostawałam sama w pokoju wszystko wracało. Śmierć rodziców; moja przemiana w tego potwora; głos Linka i to; co najbardziej bolało: nienawiść Grace.
I tajemnice mistrza. Nadal mam wrażenie; że… zawsze był samotnikiem. Nikomu się nie zwierzał, starał się nie narzucać. Był skryty.
Obserwowałam go przez okno; gdy pojedynkował się z Michaelem- bardziej dla rozrywki; bo szermierka nie była dla nich trudnością. Przy nich zebrał się spory tłum chłopaków. Mistrz rzucił miecz Michaelowi. Zielonooki złapał i zakręcił młynka. Ich ostatnie sparingi cieszyły się dużym zainteresowaniem- zwłaszcza młodszych dzieciaków; za to starszym bardzo podobała się technika Michaela i mieli o czym gadać godzinami przy szklance dobrego trunku i kartach.
-Co, zaczynamy; mistrzu?- Spytał uprzejmie i zanim Morgenstern zdążył się rozejrzeć; Michael zniknął i zaatakował.
Mistrz zablokował atak i sam zaczął atakować. Michael raz blokował ciosy cofając się, innym razem w najmniej oczekiwanym przez widzów momencie zawzięcie atakował; spychając mistrza; który nagle zatrzymał się i skierował ostrze w stronę Michaela. Zielonooki postanowił przyciąć… Broń Morgensterna uciekła delikatnie na bok: raz. Drugi. Potem trzeci.
Wszyscy z zainteresowaniem czekali na wynik pojedynku, który zapowiadał się całkiem ciekawie. Nagle pojawił się Luca Raven. Mój ojciec chrzestny przystanął i przyglądając się rzucił szeptem pytanie do stojącego obok chłopaczka. Ten pokręcił głową odmownie.
Dźwięk krzyżującej się stali przywołuje we mnie ostatnie wspomnienia- walka z Grace; jej ostre słowa i nienawiść; jaką czuła…
Powstaje kolejne pęknięcie na moim uśpionym sercu
***
-Michael, mógłbyś nie paradować tak przy mnie?- Jęknęłam zawstydzona nieco.
-Ale o co ci chodzi?- Pyta spokojnie, chodząc bez koszulki.
-Jesteś… No..- kompletnie nie wiedziałam, jak się wyplątać z tej dziwnej sytuacji.
Michael stał patrząc na mnie pytająco.
Pokręciłam głową przygryzając wargę. Trochę było to krępujące- patrzeć na niego, jak na faceta; do którego czułam coś więcej niż..
Zielonooki zbliżył się i zapytał niecierpliwie:
-Możesz mi powiedzieć, o co ci chodzi?- Zajrzał mi w oczy.
-Jesteś prawie…- odchrząknęłam, starając się nie patrzeć na jego barki i klatę. Byłam zła na siebie przez chwilę: sama się tak urządziłam; a poza tym on sam dekoncentrował mnie; jak cholera.
Mój na-razie-przyjaciel był tak bardzo seksownym chłopakiem, że to normalnie nie do opisania.
-Jestem co..?- Zapytał zdziwiony moim nagłym milczeniem. Objął mnie lekko.- Przepocony? Co jest grane; Callisto?- zaniepokoił się widząc moje ukradkowe spojrzenia na niego.
-Tylko się nie śmiej..- zaczęłam z prośbą, pozwalając mu się objąć.
-Spoko- skwitował krótko.
Nie mogłam mu tego powiedzieć.
To zabrzmi żenująco… Przecież jesteśmy przyjaciółmi..
I tajemnice mistrza. Nadal mam wrażenie; że… zawsze był samotnikiem. Nikomu się nie zwierzał, starał się nie narzucać. Był skryty.
Obserwowałam go przez okno; gdy pojedynkował się z Michaelem- bardziej dla rozrywki; bo szermierka nie była dla nich trudnością. Przy nich zebrał się spory tłum chłopaków. Mistrz rzucił miecz Michaelowi. Zielonooki złapał i zakręcił młynka. Ich ostatnie sparingi cieszyły się dużym zainteresowaniem- zwłaszcza młodszych dzieciaków; za to starszym bardzo podobała się technika Michaela i mieli o czym gadać godzinami przy szklance dobrego trunku i kartach.
-Co, zaczynamy; mistrzu?- Spytał uprzejmie i zanim Morgenstern zdążył się rozejrzeć; Michael zniknął i zaatakował.
Mistrz zablokował atak i sam zaczął atakować. Michael raz blokował ciosy cofając się, innym razem w najmniej oczekiwanym przez widzów momencie zawzięcie atakował; spychając mistrza; który nagle zatrzymał się i skierował ostrze w stronę Michaela. Zielonooki postanowił przyciąć… Broń Morgensterna uciekła delikatnie na bok: raz. Drugi. Potem trzeci.
Wszyscy z zainteresowaniem czekali na wynik pojedynku, który zapowiadał się całkiem ciekawie. Nagle pojawił się Luca Raven. Mój ojciec chrzestny przystanął i przyglądając się rzucił szeptem pytanie do stojącego obok chłopaczka. Ten pokręcił głową odmownie.
Dźwięk krzyżującej się stali przywołuje we mnie ostatnie wspomnienia- walka z Grace; jej ostre słowa i nienawiść; jaką czuła…
Powstaje kolejne pęknięcie na moim uśpionym sercu
***
-Michael, mógłbyś nie paradować tak przy mnie?- Jęknęłam zawstydzona nieco.
-Ale o co ci chodzi?- Pyta spokojnie, chodząc bez koszulki.
-Jesteś… No..- kompletnie nie wiedziałam, jak się wyplątać z tej dziwnej sytuacji.
Michael stał patrząc na mnie pytająco.
Pokręciłam głową przygryzając wargę. Trochę było to krępujące- patrzeć na niego, jak na faceta; do którego czułam coś więcej niż..
Zielonooki zbliżył się i zapytał niecierpliwie:
-Możesz mi powiedzieć, o co ci chodzi?- Zajrzał mi w oczy.
-Jesteś prawie…- odchrząknęłam, starając się nie patrzeć na jego barki i klatę. Byłam zła na siebie przez chwilę: sama się tak urządziłam; a poza tym on sam dekoncentrował mnie; jak cholera.
Mój na-razie-przyjaciel był tak bardzo seksownym chłopakiem, że to normalnie nie do opisania.
-Jestem co..?- Zapytał zdziwiony moim nagłym milczeniem. Objął mnie lekko.- Przepocony? Co jest grane; Callisto?- zaniepokoił się widząc moje ukradkowe spojrzenia na niego.
-Tylko się nie śmiej..- zaczęłam z prośbą, pozwalając mu się objąć.
-Spoko- skwitował krótko.
Nie mogłam mu tego powiedzieć.
To zabrzmi żenująco… Przecież jesteśmy przyjaciółmi..
Jak to jest powiedzieć najlepszemu przyjacielowi; że jest sexy..??!
Jak on na to zareaguje..??
Jak on na to zareaguje..??
-Callisto…?- Zapytał, przerywając niezręczne milczenie.
-Nie no… To zbyt dziwne.. No nie mogę…- zaczęłam zażenowana.
Ale z ciebie panikara; Cally..
Och, cicho bądź, pijawo!
-Często mówisz dziwne rzeczy- stwierdził uśmiechając się delikatnie; przez co wyglądał jeszcze bardziej seksownie.
-Nigdy ci tego nie mówiłam; ale..- zastanowiłam się przez chwilę.
-Ale?- Zauważył, że coś mnie rozprasza; jednak nie zagłębił się na odkryciu, co to takiego.
-Jesteś bardzo seksowny- wypaliłam uciekając wzrokiem gdzieś na bok.
-Dzięki- odparł. O dziwo; przyjął to z zadziwiającym spokojem.
-Tylko tyle?- Pytam zdziwiona.
On w ogóle słuchał, co powiedziałam??
-Po prostu, no.. Zaskoczyłaś mnie tym- odezwał się po krótkiej chwili, odchrząknął.- Mocno mnie to zaskoczyło, naprawdę mocno- dodał trochę grubszym głosem.
I wyszedł z pokoju zostawiając mnie trochę skołowaną.
***
Godzinę później byliśmy już w drodze. Piwnooki spojrzał na moje odbicie we wstecznym lusterku, zastanawiając się nad czymś.
-Pokłociliście się?- Zapytał nagle.
Michael odwrócił wzrok od krajobrazu za szybą. Uniosłam opadające powieki.
-Nie- odparliśmy powoli, nie patrząc w swoją stronę.
-Nie odzywacie się do siebie od wyjazdu; więc..- zaczął.
Przymknęłam oczy, mówiąc:
-Nie pokłóciliśmy się; tylko…
-Jesteśmy trochę niewyspani- wpadł mi Michael w słowo.
Piwne oczy skierowały się w stronę chłopaka.
-Ciekawe co robiliście w nocy- odezwał się.
-Poza gadaniem i przepisywaniem lekcji, nic wielkiego- odparłam nie otwierając oczu. Wyczułam powątpiewające spojrzenie chrzestnego, ale nie skomentowałam tego.- Sam wiesz; że ostatnio niezbyt dobrze śpię w nocy..
-Znów miewasz koszmary, Callisto?- Pyta z troską.
-Nie chodzi o te sny…- wzdycham głęboko.
Zapadła chwila ciszy, przerywana odgłosem silnika.
-Nadal o niej myślisz..- odzywa się cicho mój chrzestny. Michael spojrzał na mnie ukradkiem.
-Myślałam, że nigdy jej tego nie wybaczę; ale… Teraz sama już nie wiem- Westchnęłam ciężko.- Byłyśmy przecież siostrami; nawet Link nie mógłby tego zmienić.. Byłyśmy sobie bliskie…- urwałam nagle.
Nie chciałam do tego wracać; ale jednocześnie czułam; że muszę to z siebie wydusić.
-Czasami myślę; że to wszystko przez niego i…
-Masz jeszcze nas- mówi cicho Luca.- No, wiesz…- rzuca wymownie.
-Wiem, dzięki wujku..- staram się nie zasypiać; w tej samej chwili czuję zapach kawy, który mnie lekko otrzeźwia. Uśmiecham się blado.- Znów nie zdążyłeś wypić kawy?
-Sussan znalazła ostatnie wyniki moich badań lekarskich- Luca uśmiecha się pod nosem.- Dała mi szlaban na kawę, bo stwierdziła że mi szkodzi, wiesz.. Czasem wydaje mi się, że ożeniłem się z żandarmem, ech…
-To dobrze, że o ciebie dba. Ma świętą rację- zauważyłam z namysłem.
Obaj spojrzeli na mnie ze zdumieniem.
-Myślałem, że uważasz Sussan za jędzę- powiedzieli równocześnie i spojrzeli po sobie zdziwieni.
-To się nie zmieniło- przytaknęłam ze spokojem.- Po prostu ma trochę racji, twierdząc że o siebie nie dbasz- szturcham go lekko, śmiejąc się.
-I ty, Brutusie..?- Mój chrzestny przewrócił oczami.
…
Na podjeździe przed domem zobaczyłam dwa znajome auta. Butelkowozielony Ford miał porysowany zderzak; stojacy obok niego Opel w kolorze czerwonym był w trochę gorszym stanie- zżarty przez rdzę z wyblakłym lakierem. Silnik gaśnie i wysiadamy z auta.
-Otwierasz złomowisko?- Pytam drżąc z tłumionego śmiechu.
-Tylko nie mów tego przy Jonathanie- rzuca porozumiewawczo.
-Ja wszystko słyszę; Luca!- Rzuca spod maski męski głos.
-Jestem za: już rok temu powinieneś wywlec to na złom- rzuca siedzący na schodach drugi mężczyzna. To drugi z kolei brat mojego ojca chrzestnego, imieniem Alec: szatyn o orzechowych oczach.
-To nazywa się samochód- odparł z naciskiem grzebiący pod maską Opla. Starszy od mojego chrzestnego o trzy lata, Jonathan Raven- czarnowłosy, z błękitnymi oczami; zupełnie niepodobny do nikogo w rodzinie środkowy z braci.
-Samochód to to może był; jakieś dziesięć lat temu..- Zakpił Alec; zauważył mnie.- Callisto; ale wyrosłaś laleczko- okręcił mnie dookoła i przytulił. Michael przygladał się nieznajomym z zaciekawieniem.
-Ahm.. Twój chłopak patrzy- rzucił mi wujek do ucha wymownie.
Puścił mnie z objęć i wyciągnął dłoń w stronę zielonookiego z uprzejmą miną.- Alec.
-Michael- obaj uścisnęli sobie dłonie.
Jonatan zamknął z trzaskiem maskę wozu.
-Cześć; Callisto- uśmiechnął się na mój widok.- Wyładniałaś przez te dwa lata, złotko.- Objął mnie i pocałował lekko w czoło.- Nawet masz chłopaka..- Alec szturchnął go mocno.
-Ja i Callisto tylko się przyjaźnimy, proszę pana- odezwał się Michael.
-Mów mi Jonathan- rzucił swobodnie wysoki.
-Michael- odwzajemnił uśmieszek zielonooki.
Znałam te uśmiechy..
Czułam; że obaj będą się dogadywać, jak diabli…
-Nie no… To zbyt dziwne.. No nie mogę…- zaczęłam zażenowana.
Ale z ciebie panikara; Cally..
Och, cicho bądź, pijawo!
-Często mówisz dziwne rzeczy- stwierdził uśmiechając się delikatnie; przez co wyglądał jeszcze bardziej seksownie.
-Nigdy ci tego nie mówiłam; ale..- zastanowiłam się przez chwilę.
-Ale?- Zauważył, że coś mnie rozprasza; jednak nie zagłębił się na odkryciu, co to takiego.
-Jesteś bardzo seksowny- wypaliłam uciekając wzrokiem gdzieś na bok.
-Dzięki- odparł. O dziwo; przyjął to z zadziwiającym spokojem.
-Tylko tyle?- Pytam zdziwiona.
On w ogóle słuchał, co powiedziałam??
-Po prostu, no.. Zaskoczyłaś mnie tym- odezwał się po krótkiej chwili, odchrząknął.- Mocno mnie to zaskoczyło, naprawdę mocno- dodał trochę grubszym głosem.
I wyszedł z pokoju zostawiając mnie trochę skołowaną.
***
Godzinę później byliśmy już w drodze. Piwnooki spojrzał na moje odbicie we wstecznym lusterku, zastanawiając się nad czymś.
-Pokłociliście się?- Zapytał nagle.
Michael odwrócił wzrok od krajobrazu za szybą. Uniosłam opadające powieki.
-Nie- odparliśmy powoli, nie patrząc w swoją stronę.
-Nie odzywacie się do siebie od wyjazdu; więc..- zaczął.
Przymknęłam oczy, mówiąc:
-Nie pokłóciliśmy się; tylko…
-Jesteśmy trochę niewyspani- wpadł mi Michael w słowo.
Piwne oczy skierowały się w stronę chłopaka.
-Ciekawe co robiliście w nocy- odezwał się.
-Poza gadaniem i przepisywaniem lekcji, nic wielkiego- odparłam nie otwierając oczu. Wyczułam powątpiewające spojrzenie chrzestnego, ale nie skomentowałam tego.- Sam wiesz; że ostatnio niezbyt dobrze śpię w nocy..
-Znów miewasz koszmary, Callisto?- Pyta z troską.
-Nie chodzi o te sny…- wzdycham głęboko.
Zapadła chwila ciszy, przerywana odgłosem silnika.
-Nadal o niej myślisz..- odzywa się cicho mój chrzestny. Michael spojrzał na mnie ukradkiem.
-Myślałam, że nigdy jej tego nie wybaczę; ale… Teraz sama już nie wiem- Westchnęłam ciężko.- Byłyśmy przecież siostrami; nawet Link nie mógłby tego zmienić.. Byłyśmy sobie bliskie…- urwałam nagle.
Nie chciałam do tego wracać; ale jednocześnie czułam; że muszę to z siebie wydusić.
-Czasami myślę; że to wszystko przez niego i…
-Masz jeszcze nas- mówi cicho Luca.- No, wiesz…- rzuca wymownie.
-Wiem, dzięki wujku..- staram się nie zasypiać; w tej samej chwili czuję zapach kawy, który mnie lekko otrzeźwia. Uśmiecham się blado.- Znów nie zdążyłeś wypić kawy?
-Sussan znalazła ostatnie wyniki moich badań lekarskich- Luca uśmiecha się pod nosem.- Dała mi szlaban na kawę, bo stwierdziła że mi szkodzi, wiesz.. Czasem wydaje mi się, że ożeniłem się z żandarmem, ech…
-To dobrze, że o ciebie dba. Ma świętą rację- zauważyłam z namysłem.
Obaj spojrzeli na mnie ze zdumieniem.
-Myślałem, że uważasz Sussan za jędzę- powiedzieli równocześnie i spojrzeli po sobie zdziwieni.
-To się nie zmieniło- przytaknęłam ze spokojem.- Po prostu ma trochę racji, twierdząc że o siebie nie dbasz- szturcham go lekko, śmiejąc się.
-I ty, Brutusie..?- Mój chrzestny przewrócił oczami.
…
Na podjeździe przed domem zobaczyłam dwa znajome auta. Butelkowozielony Ford miał porysowany zderzak; stojacy obok niego Opel w kolorze czerwonym był w trochę gorszym stanie- zżarty przez rdzę z wyblakłym lakierem. Silnik gaśnie i wysiadamy z auta.
-Otwierasz złomowisko?- Pytam drżąc z tłumionego śmiechu.
-Tylko nie mów tego przy Jonathanie- rzuca porozumiewawczo.
-Ja wszystko słyszę; Luca!- Rzuca spod maski męski głos.
-Jestem za: już rok temu powinieneś wywlec to na złom- rzuca siedzący na schodach drugi mężczyzna. To drugi z kolei brat mojego ojca chrzestnego, imieniem Alec: szatyn o orzechowych oczach.
-To nazywa się samochód- odparł z naciskiem grzebiący pod maską Opla. Starszy od mojego chrzestnego o trzy lata, Jonathan Raven- czarnowłosy, z błękitnymi oczami; zupełnie niepodobny do nikogo w rodzinie środkowy z braci.
-Samochód to to może był; jakieś dziesięć lat temu..- Zakpił Alec; zauważył mnie.- Callisto; ale wyrosłaś laleczko- okręcił mnie dookoła i przytulił. Michael przygladał się nieznajomym z zaciekawieniem.
-Ahm.. Twój chłopak patrzy- rzucił mi wujek do ucha wymownie.
Puścił mnie z objęć i wyciągnął dłoń w stronę zielonookiego z uprzejmą miną.- Alec.
-Michael- obaj uścisnęli sobie dłonie.
Jonatan zamknął z trzaskiem maskę wozu.
-Cześć; Callisto- uśmiechnął się na mój widok.- Wyładniałaś przez te dwa lata, złotko.- Objął mnie i pocałował lekko w czoło.- Nawet masz chłopaka..- Alec szturchnął go mocno.
-Ja i Callisto tylko się przyjaźnimy, proszę pana- odezwał się Michael.
-Mów mi Jonathan- rzucił swobodnie wysoki.
-Michael- odwzajemnił uśmieszek zielonooki.
Znałam te uśmiechy..
Czułam; że obaj będą się dogadywać, jak diabli…
-Fajni ci twoi wujkowie- rzuca Michael, obejmując mnie.
Uśmiecham się w odpowiedzi idąc obok.
Idziemy do szkoły. Jestem niewyspana i czuję się marnie, ale ukrywam moje samopoczucie.
Chcę tam iść. Muszę spróbować przejść próg szkoły.
-Nadal nie wiem, czy jestem na to gotowa…- odzywam się z wahaniem poprawiając torbę na ramieniu.
-Jestem przy tobie- uspokaja mnie.
Michael przytula mnie lekko. Czuję prąd bransolety, który przechodzi delikatnie moje palce. Razem przechodzimy próg szkoły i przedzieramy się przez tłum ludzi. Michael trzyma mnie za rękę- czuję się przy nim bezpieczna.
Pomieszane zapachy zaczęły mnie oszałamiać. Wampirzy instynkt próbował wydostać się na wolność i obudzić we mnie tę bestię.
Ściskam mocniej palce Michaela.
-Nie mogę..- mówię z trudem; rozluźniając krawat opieram się o ścianę. Złapał mnie zanim osunęłam się na podłogę.- Jestem beznadziejna..
-Weź trochę ode mnie- słyszę jego błagalny szept.
-Nie- odmawiam mu; wiedząc że oboje przez to cierpimy.
-Callisto..- zaczyna cicho.
Przechodzą mnie dreszcze. Zapach pali moje żyły.
Do szkoły wchodzi Tori i jej banda.
-Chyba nie jestem gotowa na swój powrót…- zaczynam cicho; gdy w tłumie słyszę głos Tori:
-Postrach ogólniaka wrócił- podchodzi uśmiechając się ironicznie.
-Siemka, Raven- rzuca Vincent.
-Cześć, Rodriguez- odpowiadamy równo z Michaelem.
-Jak się czujesz?- Pyta z troską Tori; przyglądając mi się.
-Nie zbyt, ale..-Przyznaję z trudem; odsuwając się od ściany.
-Dasz radę; Raven- Paul palnął mnie mocno w plecy.
-Taa, staram się w to wierzyć; Tanner- Uśmiecham się, bransoleta podaje mi standardową dawkę prądu, ale nie robi to na mnie większego wrażenia.
Ramię w ramię ruszamy na pierwszą lekcję, czyli na matematykę.
Uśmiecham się w odpowiedzi idąc obok.
Idziemy do szkoły. Jestem niewyspana i czuję się marnie, ale ukrywam moje samopoczucie.
Chcę tam iść. Muszę spróbować przejść próg szkoły.
-Nadal nie wiem, czy jestem na to gotowa…- odzywam się z wahaniem poprawiając torbę na ramieniu.
-Jestem przy tobie- uspokaja mnie.
Michael przytula mnie lekko. Czuję prąd bransolety, który przechodzi delikatnie moje palce. Razem przechodzimy próg szkoły i przedzieramy się przez tłum ludzi. Michael trzyma mnie za rękę- czuję się przy nim bezpieczna.
Pomieszane zapachy zaczęły mnie oszałamiać. Wampirzy instynkt próbował wydostać się na wolność i obudzić we mnie tę bestię.
Ściskam mocniej palce Michaela.
-Nie mogę..- mówię z trudem; rozluźniając krawat opieram się o ścianę. Złapał mnie zanim osunęłam się na podłogę.- Jestem beznadziejna..
-Weź trochę ode mnie- słyszę jego błagalny szept.
-Nie- odmawiam mu; wiedząc że oboje przez to cierpimy.
-Callisto..- zaczyna cicho.
Przechodzą mnie dreszcze. Zapach pali moje żyły.
Do szkoły wchodzi Tori i jej banda.
-Chyba nie jestem gotowa na swój powrót…- zaczynam cicho; gdy w tłumie słyszę głos Tori:
-Postrach ogólniaka wrócił- podchodzi uśmiechając się ironicznie.
-Siemka, Raven- rzuca Vincent.
-Cześć, Rodriguez- odpowiadamy równo z Michaelem.
-Jak się czujesz?- Pyta z troską Tori; przyglądając mi się.
-Nie zbyt, ale..-Przyznaję z trudem; odsuwając się od ściany.
-Dasz radę; Raven- Paul palnął mnie mocno w plecy.
-Taa, staram się w to wierzyć; Tanner- Uśmiecham się, bransoleta podaje mi standardową dawkę prądu, ale nie robi to na mnie większego wrażenia.
Ramię w ramię ruszamy na pierwszą lekcję, czyli na matematykę.
-Cóż to za niecodzienny widok..- rzuca Shark widząc mnie w sali.- Gdzie przebywałaś przez ostatnie dwa tygodnie; Raven?
-Co, on? Książkę pisze?- Zakpił Michael z boku.
-Biografię- podrzuca sarkastycznym szeptem Tori.
-Miles; wstań- rzucił Shark chłodno.
-Chyba słyszał- rzucił Michael, Vincent i Paul zachichotali zgodnie.
Tori wstała wolno i spojrzała pytająco na profesora Shark.
-Kto pozwolił wam złączyć ławki?- Spytał z niechęcią.
-Eee…- Tori wymieniła spojrzenia z Michaelem.
Zielonooki uśmiechnął się wstając.
-Callisto trochę bała się powrotu, więc chcieliśmy jej trochę..
-Zamknij się..- prychnęłam niezadowolona.
-..ułatwić- Michael zignorował, że coś powiedziałam.
-Ahm.. W porządku- Shark ustąpił nagle, co nie było do niego podobne.- Witamy spowrotem w skromnych progach; Raven- rzucił ignorując wbite w niego oczy reszty grupy.
Czytaj: Nie licz na taryfę ulgową..
Usiedliśmy. Kopnęłam mocno Michaela w kostkę.
-Musiałeś?- Zapytałam wymownie, choć trochę ze złością.
-Musiałem- rzucił z szerokim uśmiechem gładząc mnie po dłoni.
-Co, on? Książkę pisze?- Zakpił Michael z boku.
-Biografię- podrzuca sarkastycznym szeptem Tori.
-Miles; wstań- rzucił Shark chłodno.
-Chyba słyszał- rzucił Michael, Vincent i Paul zachichotali zgodnie.
Tori wstała wolno i spojrzała pytająco na profesora Shark.
-Kto pozwolił wam złączyć ławki?- Spytał z niechęcią.
-Eee…- Tori wymieniła spojrzenia z Michaelem.
Zielonooki uśmiechnął się wstając.
-Callisto trochę bała się powrotu, więc chcieliśmy jej trochę..
-Zamknij się..- prychnęłam niezadowolona.
-..ułatwić- Michael zignorował, że coś powiedziałam.
-Ahm.. W porządku- Shark ustąpił nagle, co nie było do niego podobne.- Witamy spowrotem w skromnych progach; Raven- rzucił ignorując wbite w niego oczy reszty grupy.
Czytaj: Nie licz na taryfę ulgową..
Usiedliśmy. Kopnęłam mocno Michaela w kostkę.
-Musiałeś?- Zapytałam wymownie, choć trochę ze złością.
-Musiałem- rzucił z szerokim uśmiechem gładząc mnie po dłoni.
-A ten to kto?- Spytałam z zainteresowaniem przyglądając się postaci wchodzącej do pokoju nauczycielskiego, przewiesiłam żakiet mundurka przez ramię.
-Sporo cię ostatnio ominęło..- odparła Tori, uwieszona ramienia Vincenta.
-To znaczy?- Posyłam Michaelowi spojrzenie spode łba, ale on tylko uśmiecha się przepraszająco.
-Chcesz wiedzieć wszystkie informacje, czy tylko te z pierwszej strony wczorajszej gazetki szkolnej?- Spytała Tori wesoło.
-Dawaj te z detalami- rzuciłam szturchając ją. Tori wzięła głębszy oddech i zaczęła opowiadać.
-Sporo cię ostatnio ominęło..- odparła Tori, uwieszona ramienia Vincenta.
-To znaczy?- Posyłam Michaelowi spojrzenie spode łba, ale on tylko uśmiecha się przepraszająco.
-Chcesz wiedzieć wszystkie informacje, czy tylko te z pierwszej strony wczorajszej gazetki szkolnej?- Spytała Tori wesoło.
-Dawaj te z detalami- rzuciłam szturchając ją. Tori wzięła głębszy oddech i zaczęła opowiadać.
-No; teraz to mnie wkręcasz..- rzuciłam z ironią.- Jak znam Greya, to raczej wątpliwe; że on był kiedykolwiek ogarnięty- stwierdziłam.
-No; mnie też to trochę zdziwiło- zauważył Vincent.- Wczoraj powiedział do mnie po nazwisku; a nie: „ej; ty: trzecia ławka; czwarty od lewej”
-Taa; a zaraz potem do odpowiedzi wywołał mnie. Co dziwniejsze też po nazwisku, a nie; jak zwykle.
-I jest mniej wymięty niż zwykle- zawtórował z zastanowieniem Michael.- Zresztą wszyscy są ostatnio trochę… Nie teges, co nie?
-Jeśli masz na myśli naszą szanowną wychowawczynię to ona nigdy nie była teges- stwierdziłam równocześnie z Paulem.
-Racja..- rzucił równocześnie parskając smiechem razem z nami.
-No; mnie też to trochę zdziwiło- zauważył Vincent.- Wczoraj powiedział do mnie po nazwisku; a nie: „ej; ty: trzecia ławka; czwarty od lewej”
-Taa; a zaraz potem do odpowiedzi wywołał mnie. Co dziwniejsze też po nazwisku, a nie; jak zwykle.
-I jest mniej wymięty niż zwykle- zawtórował z zastanowieniem Michael.- Zresztą wszyscy są ostatnio trochę… Nie teges, co nie?
-Jeśli masz na myśli naszą szanowną wychowawczynię to ona nigdy nie była teges- stwierdziłam równocześnie z Paulem.
-Racja..- rzucił równocześnie parskając smiechem razem z nami.
-Będziesz mnie nienawidzić już zawsze; kochanie..- Przystanęłam, jak wryta słysząc Ten głos.
Bardzo blisko mnie przemknął Rafael, nie zatrzymał się jakby dokądś się spieszył.
-Callisto?- zapytał zaniepokojony Michael.
-Coś się stało..?- Zawtórował mu Paul, przyglądając mi się.
-Chyba słyszałam..- zaczynam z zaskoczeniem.
-Co słyszałaś, Raven?- Pyta Vincent budząc mnie z tego dziwnego stanu.
-Może się tylko przesłyszałam..- uśmiecham się uspokajająco idąc dalej.
Głos Linka..?
Czy to tylko kolejne omamy?
Jednak reszta wymieniła znaczące spojrzenia.
Coś było nie tak, jak powinno.
Bardzo blisko mnie przemknął Rafael, nie zatrzymał się jakby dokądś się spieszył.
-Callisto?- zapytał zaniepokojony Michael.
-Coś się stało..?- Zawtórował mu Paul, przyglądając mi się.
-Chyba słyszałam..- zaczynam z zaskoczeniem.
-Co słyszałaś, Raven?- Pyta Vincent budząc mnie z tego dziwnego stanu.
-Może się tylko przesłyszałam..- uśmiecham się uspokajająco idąc dalej.
Głos Linka..?
Czy to tylko kolejne omamy?
Jednak reszta wymieniła znaczące spojrzenia.
Coś było nie tak, jak powinno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz