poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter II Bloodlust ~Sin Rozdział VI: Zobowiązani ~Kontrakt

Nie widzieli jej, choć była – ich blizna
Dusiła ich niczym śmiertelna trucizna
Nie pozwalała się wyrzucić z pamięci
by czuli, jak łatwo jest ich zniszczyć i uwięzić…
Grace Ann wróciła…
-Nie ma to jak skuteczna trucizna, co? Taka; ktora powoduje powolną śmierć..- mówię niemal szeptem.
-Callisto.. Co z tobą..?- Zapytał z niepokojem Michael. Upiłam łyk herbaty z alkoholem i odparłam:
-Ona jest właśnie tą trucizną.. Sam jej widok powoduje; że umieram..
Czułam się; jakbym odtwarzała czyjeś słowa. Jak kaseta magnetofonowa z nagranym dźwiękiem; która co jakiś czas przypomina stare dzieje.
-Tak.. Ja też ją kochałam..- szeptam patrząc na księżyc w pełni.
-Callisto. Nie strasz mnie w ten sposób.. Co ci jest..?- Michael potrząsnął mną lekko.
-Przepraszam..- mówię całując go lekko w szyję. Drgnął, gdy kły zatopiły się w jego szyi.
Po raz kolejny nie zawahałam się go skrzywdzić..
Pragnienie jego krwi i potrzeba bycia z nim blisko zwyciężyła.
Znowu zadawałam mu ból i było to dla mnie…
Wstrząsająco przyjemne uczucie.
Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam jego rozmarzony uśmiech.
Michael Tyler; uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
Czułem ból tylko przez ułamek sekundy.. Potem; gdy Callisto.. Kiedy zaczęła pić.. Zniknęło wszystko: zostaliśmy tylko my, sami. Nareszcie sami.. I cały ból; który dotychczas czułem; odszedł w niepamięć.
To grzech… Może i to prawda, ale.. Co; jeśli nawet miłość jest grzechem? Nic.. Jeśli nawet tak właśnie jest… Chcę. Nie muszę, ale chcę być u jej boku.
Jeśli taki jest sens wieczności; który opiera się na zwykłej wierze- chcę go spędzić z nią. Jeśli wieczność przecięłaby najciemniejszą noc w jej sercu…
Po prostu chcę, żeby znów się śmiała. Tylko tego pragnę.
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Michael.. Dlaczego mi na to pozwalasz..? Dlaczego muszę ranić ukochaną osobę… moje najjaśniejsze światło, które jest powodem mojego dalszego istnienia..
A jednak chcę tego; choć to ogromny grzech.. Mimo wszystko ta więź.. To takie przyjemne uczucie. To; że dzielimy wspólne myśli, sny i uczucia sprawia, że jesteśmy niemal jednym- choć z pozoru tak bardzo się od siebie różnimy- ta potrzeba bycia blisko jest potężniejsza podczas każdej rozłąki i za każdym razem wprawia mnie w drżenie. Nawet ciężar strachu o niego słabnie; gdy to się dzieje.
Powoli odsuwam się, ale Michael nie wypuszcza mnie z objęcia. Ksiądz patrzy na nas… Na mnie, jakby zaraz miał użyć jakiegoś egzorcyzmu. Powoli ocieram usta i oblizuję palce.
-C-czym t-tyy jee-ssteśś..?- Pyta świszczącym przerażonym szeptem.
-Ojcze, proszę..- zaczął Michael spokojnie.
Ksiądz cofnął się i biorąc w dłonie srebrny krzyż zasłonił się nim, jakby to była jego jedyna ochrona.
-Powinniśmy stąd wyjść..- zaczynam wstając z łóżka. Zapinam kozaczki i narzucam na ramiona płaszcz.- Z Bogiem; ojcze- żegnam się krótko, ciągnąc Michaela za sobą.
Kapłan natychmiast zamknął przede mną drzwi z hukiem.
-Nie pozwolę ci na to- oznajmił z trudem ukrywając strach i wrogość.
-Nie możesz mnie tu trzymać siłą- odparłam chłodno się w niego wpatrując.
Do drzwi ktoś zapukał..
-Proszę wejść- rzucił napiętym głosem ksiądz.
Pojawił się ten policjant. W dłoni trzymał kilka przedmiotów w plastikowych woreczkach.
Wtedy ujrzałam coś, co dosłownie ścięło mnie z nóg. Oparłam się z trudem o Mitrudem, przymykając oczy z jękiem bólu.
W woreczku spoczywała ozdobna srebrna zapalniczka z misternie wykonanym ze złotego metalu- lecącym krukiem z kluczem w szponach- herbem rodu Raven.
Ulubiona zapalniczka mojego ukochanego ojca…
Ktoś usiłował mnie wrobić.

 

-Skąd to masz?!- Warknęłam doskakując do policjanta. Chciałam odebrać mu przedmiot, ale uniósł dłoń i mi to uniemożliwił.
-Znasz ten przedmiot, pannico..- policjant spojrzał na mnie nieprzychylnie.
Zacisnęłam zęby i patrzyłam mu prosto w oczy.
-To należało do mego ojca. Poznaję tę zapalniczkę..- powiedziałam cicho.
-Więc wiesz coś o sprawcy..- zaczął.
-Więc mnie nie podejrzewacie..- przerwałam mu.
-To się jeszcze okaże; panno..
-Callisto Anabelle Raven, herbu Kruk- oznajmiłam lodowato, przedstawiając się.
-A pan nazywa się..- spojrzał pytająco na Michaela.
-Michael James Tyler- odparł chłopak obojętnie.
-Jesteś synem Armanda Tylera?- Policjant nagle pobladł.
-Tak; a o co chodzi?- Zdziwił się Michael.
-Powinienem was przeszukać i przesłuchać; proszę za mną- oznajmił krótko.
Skierowaliśmy się ku drzwiom. Tuż za nimi wpadliśmy na Angello i mojego kuzyna. Dyskretnie pod samym nosem komisarza przekazaliśmy przewodniczącemu naszą broń.
-A panowie to kto; przepraszam?- Zapytał komisarz mierząc obu wzrokiem.
-Ja nazywam się Angello; a on nazywa się Holy- rzucił starszy krótko.
Komisarz zauważywszy na szyi Angello wisiorek nieostrożnie wyciągnął rękę w stronę przewodniczącego. Mój kuzyn natychmiast wykręcił ją do tyłu, drugą ręką przysuwając czubek sztyletu do gardła policjanta.
-To było niezbyt mądre- skomentował z chłodem.
-Holy- upomniał Angello.
-Nie mów; że robisz za ochroniarza; kuzynie- wyszczerzyłam zęby w ironicznym uśmiechu.
-To był tylko odruch, przepraszam- Wysoki młodzieniec ukrył broń w rękawie kurtki, puszczając policjanta.- Cześć, moja ulubiona kuzynko; Tyler..- mrugnął do nas porozumiewawczo.
Michael skinął głową na powitanie.
-To ja przepraszam. Nie powinienem był- odparł automatycznie komisarz z wymuszoną uprzejmością.- A propos: jest już możliwość przesłuchania pana Morgenstern?
Angello spojrzał nań spode łba.
-Mistrz nadal nie odzyskał przytomności- oznajmił mój kuzyn wolno.- To pan jest od sprawy „Kundli Archanioła”..-zauważył.
-Skąd o tym wiecie?- Komisarz nagle stał się nieco poirytowany.
Angello wyciągnął z kieszeni srebrną papierośnicę i otworzył ją.
-Mamy swoje źródła- odparł enigmatycznie, wsunął jednego w usta i zapalił. Zaciągnął się dymem i kontynuował niechętnie.- Za dużo chciałby pan wiedzieć; komisarzu Collins. A ta zapalniczka jest własnością Raven- oznajmił chłodno.
-To dowód w sprawie podpalenia; więc nie mogę jej zwrócić.
-I może oskarżycie o to Raven- tym razem Angello jawnie zaczął sobie kpić z funkcjonariusza.
-Sprawdzamy wszystkie tropy; przepraszam najmocniej- rzucił puszczając nas przodem.
Chcąc, nie chcąc ruszyliśmy z miejsca.
-To będzie długi wieczór; Michael- rzuciłam szeptem.
-Aż za długi; Callisto- zgodził się ze mną, wsiedliśmy do radiowozu.
***
Przeszukanie odbyło się bezpośrednio po wejściu na teren komisariatu, przy sali przesłuchań. Nie znaleźli nic; prócz nieznaczących rzeczy. W moich kieszeniach była dewizka (zegarek na łańcuszku) z herbem rodu Holy, którą podarowała mi niegdyś matka, kilka biletów do kina, karteczki samoprzylepne i otwieracz do butelek. Oraz…
-Co to jest, panno Raven?- Zdziwił się przeszukujący mnie funkcjonariusz, pokazując mi obrączkę z wygrawerowanym napisem.
-Och.. To należy do Michaela- powiedziałam zmieszana.
-Obrączka Billa..- Michael uśmiechnął się smutno, odbierając z rąk policjantki przedmiot; wsunął obrączkę na środkowy palec prawej dłoni.
-Kim jest Bill?- Zapytał komisarz.
-Był moim starszym bratem. Trzy lata temu został zamordowany..- odparł zielonooki cicho.
-Przykro mi z powodu…
-Dziękuję- przerwał krótko Michael, będąc podczas standardowej procedury przeszukania.
Wypytywano nas po kilka razy, co robiliśmy w ciagu dzisiejszego dnia. Oboje potwierdziliśmy swoje wersje zdarzeń. Policjanci byli zaskoczeni; co więcej podejrzewali między nami jakąś zmowę. Jednak była jedna znacząca wątpliwość; którą rozwiałam:
-Ja i Michael rzadko kiedy jesteśmy w mieście osobno. Co za tym idzie; kontaktujemy się w razie potrzeby wspólnego wylotu na miasto.
-Najczęściej..? Hmmm; najczęściej chodzimy do kina, na drugim miejscu jest kawiarnia „Margherita”… Potem włóczymy się po mieście; niekiedy do późnej nocy. Kto do nas dzwoni…?- Michael uśmiecha się krzywo.- Mój ojciec jest nadopiekuńczy: dzwoni z pytaniem; kiedy wrócę do domu.. Stracił już syna i żonę, a teraz nie chce stracić również mnie, więc…
-Co jest między panem i tą dziewczyną?- Przerwał mu komisarz nagle.
Michael spojrzał nań z zaskoczeniem.
-To znaczy?- Zapytał spokojnie.
-Oboje potwierdzacie swoje zeznania. To podejrzane- odparł Collins powoli.
Michael otworzył usta w zdumieniu. Długą chwilę się nie odzywał.
-Naprawdę…?- Zapytał wreszcie. Komisarz skinął twierdząco. Zielonooki uśmiechnął się mówiąc:
-Równie dobrze; może pan uznać, że oboje mówimy prawdę. Przysięgam na życie mojego ojca; że nie kłamię- Zielonooki złożył prawą dłoń w miejscu serca; mówiąc te słowa z powagą. Westchnął.- To szaleństwo; że dręczycie nas; z powodu znalezionej na miejscu przestępstwa zapalniczki zmarłego (requiescat in pace) ojca Callisto. Zwłaszcza; że prawdziwy przestępca może nadal być na wolności i to nawet przy samym czubku waszego nosa..
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka…
Po moim stwierdzeniu zapadła długa, niepokojąca cisza. Komisarz przysiadł na stoliku.
-Zatem; jak wyjasnisz mi posiadanie identycznego wisiorka; jak w sprawie „Kundli Archanioła”.
Zdążyłem tylko uśmiechnąć się drwiąco; gdy ktoś zapukał. Zbladłem; widząc za szybą twarz ojca, a ów uśmiech natychmiast spełzł mi z twarzy. Drzwi otworzyły się.
-Jakim prawem przetrzymujesz mojego syna i córkę rodu Raven?- Zapytał lodowato mój ojciec.
Przysięgam na życie mojego ojca, że nie kłamię..
Na życie mojego ojca..
-Są związani z ostatnim podpaleniem- oznajmił równie chłodno Collins.
Mój ojciec parsknął ironicznie:
-Z powodu zwykłej zapalniczki…?- Zadrwił przyglądając się komisarzowi.- Znam mojego syna; bardziej niż ktokolwiek i wiem, że jego dziewczyna.. Nikt z rodu Raven nigdy nie posunąłby się do podpalenia kościoła. Wszyscy rodowi są osobami głęboko wierzącymi i…
-Wiara nie ma tu nic do rzeczy..- przerwał komisarz Collins powoli.
-Ponieważ jesteś ateistą?- Przerwał mu ojciec z ironicznym uśmiechem.- Nie mierz innych swoją miarą Jonathanie, w końcu nie każdy potrafi upaść tak nisko; jak ty.
Collins wyprowadzony z równowagi wyciągnął broń. W sekundę osłoniłem ojca i wyciągając broń (którą Callisto myślała, że dałem Angello; a której policja jakimś cudem nie znalazła) postrzeliłem komisarza w dłoń.
Syk. I kula dymiąca w ciele.. Cofający się dwaj funkcjonariusze będący z nami w pokoju przesłuchań.
-Ty.. Przeklęty bachorze…- warknął Collins; rzucając się ku mnie z bronią w zranionej ręce..
[...] w końcu nie każdy potrafi upaść tak nisko, jak ty..
Nasza wychowawczyni miała za męża wampira poziomu D…
-Zabij go..- słyszę cichy głos Callisto.
-Jak sobie życzysz..- wyrywa mi się z ust, potem pada strzał.
Celny- wprost w serce wampira.
Nasza więź powróciła.. Tak; jak przewidywał Corvin- stała się kontraktem, którego byliśmy zobowiązani dotrzymać.
Nareszcie mogłem być jeszcze bliżej Callisto. I niezmiernie mnie to cieszyło..
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz