Nie widzieli jej, choć była – ich blizna
Dusiła ich niczym śmiertelna trucizna
Nie pozwalała się wyrzucić z pamięci
by czuli, jak łatwo jest ich zniszczyć i uwięzić…
Nie pozwalała się wyrzucić z pamięci
by czuli, jak łatwo jest ich zniszczyć i uwięzić…
Grace Ann wróciła…
-Nie ma to jak skuteczna trucizna, co? Taka; ktora powoduje powolną śmierć..- mówię niemal szeptem.
-Callisto.. Co z tobą..?- Zapytał z niepokojem Michael. Upiłam łyk herbaty z alkoholem i odparłam:
-Ona jest właśnie tą trucizną.. Sam jej widok powoduje; że umieram..
Czułam się; jakbym odtwarzała czyjeś słowa. Jak kaseta magnetofonowa z nagranym dźwiękiem; która co jakiś czas przypomina stare dzieje.
-Tak.. Ja też ją kochałam..- szeptam patrząc na księżyc w pełni.
-Callisto. Nie strasz mnie w ten sposób.. Co ci jest..?- Michael potrząsnął mną lekko.
-Przepraszam..- mówię całując go lekko w szyję. Drgnął, gdy kły zatopiły się w jego szyi.
Po raz kolejny nie zawahałam się go skrzywdzić..
Pragnienie jego krwi i potrzeba bycia z nim blisko zwyciężyła.
Znowu zadawałam mu ból i było to dla mnie…
Wstrząsająco przyjemne uczucie.
Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam jego rozmarzony uśmiech.
-Nie ma to jak skuteczna trucizna, co? Taka; ktora powoduje powolną śmierć..- mówię niemal szeptem.
-Callisto.. Co z tobą..?- Zapytał z niepokojem Michael. Upiłam łyk herbaty z alkoholem i odparłam:
-Ona jest właśnie tą trucizną.. Sam jej widok powoduje; że umieram..
Czułam się; jakbym odtwarzała czyjeś słowa. Jak kaseta magnetofonowa z nagranym dźwiękiem; która co jakiś czas przypomina stare dzieje.
-Tak.. Ja też ją kochałam..- szeptam patrząc na księżyc w pełni.
-Callisto. Nie strasz mnie w ten sposób.. Co ci jest..?- Michael potrząsnął mną lekko.
-Przepraszam..- mówię całując go lekko w szyję. Drgnął, gdy kły zatopiły się w jego szyi.
Po raz kolejny nie zawahałam się go skrzywdzić..
Pragnienie jego krwi i potrzeba bycia z nim blisko zwyciężyła.
Znowu zadawałam mu ból i było to dla mnie…
Wstrząsająco przyjemne uczucie.
Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam jego rozmarzony uśmiech.
Michael Tyler; uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
Czułem ból tylko przez ułamek sekundy.. Potem; gdy Callisto.. Kiedy zaczęła pić.. Zniknęło wszystko: zostaliśmy tylko my, sami. Nareszcie sami.. I cały ból; który dotychczas czułem; odszedł w niepamięć.
To grzech… Może i to prawda, ale.. Co; jeśli nawet miłość jest grzechem? Nic.. Jeśli nawet tak właśnie jest… Chcę. Nie muszę, ale chcę być u jej boku.
Jeśli taki jest sens wieczności; który opiera się na zwykłej wierze- chcę go spędzić z nią. Jeśli wieczność przecięłaby najciemniejszą noc w jej sercu…
Po prostu chcę, żeby znów się śmiała. Tylko tego pragnę.
Czułem ból tylko przez ułamek sekundy.. Potem; gdy Callisto.. Kiedy zaczęła pić.. Zniknęło wszystko: zostaliśmy tylko my, sami. Nareszcie sami.. I cały ból; który dotychczas czułem; odszedł w niepamięć.
To grzech… Może i to prawda, ale.. Co; jeśli nawet miłość jest grzechem? Nic.. Jeśli nawet tak właśnie jest… Chcę. Nie muszę, ale chcę być u jej boku.
Jeśli taki jest sens wieczności; który opiera się na zwykłej wierze- chcę go spędzić z nią. Jeśli wieczność przecięłaby najciemniejszą noc w jej sercu…
Po prostu chcę, żeby znów się śmiała. Tylko tego pragnę.
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Michael.. Dlaczego mi na to pozwalasz..? Dlaczego muszę ranić ukochaną osobę… moje najjaśniejsze światło, które jest powodem mojego dalszego istnienia..
A jednak chcę tego; choć to ogromny grzech.. Mimo wszystko ta więź.. To takie przyjemne uczucie. To; że dzielimy wspólne myśli, sny i uczucia sprawia, że jesteśmy niemal jednym- choć z pozoru tak bardzo się od siebie różnimy- ta potrzeba bycia blisko jest potężniejsza podczas każdej rozłąki i za każdym razem wprawia mnie w drżenie. Nawet ciężar strachu o niego słabnie; gdy to się dzieje.
Powoli odsuwam się, ale Michael nie wypuszcza mnie z objęcia. Ksiądz patrzy na nas… Na mnie, jakby zaraz miał użyć jakiegoś egzorcyzmu. Powoli ocieram usta i oblizuję palce.
-C-czym t-tyy jee-ssteśś..?- Pyta świszczącym przerażonym szeptem.
-Ojcze, proszę..- zaczął Michael spokojnie.
Ksiądz cofnął się i biorąc w dłonie srebrny krzyż zasłonił się nim, jakby to była jego jedyna ochrona.
-Powinniśmy stąd wyjść..- zaczynam wstając z łóżka. Zapinam kozaczki i narzucam na ramiona płaszcz.- Z Bogiem; ojcze- żegnam się krótko, ciągnąc Michaela za sobą.
Kapłan natychmiast zamknął przede mną drzwi z hukiem.
-Nie pozwolę ci na to- oznajmił z trudem ukrywając strach i wrogość.
-Nie możesz mnie tu trzymać siłą- odparłam chłodno się w niego wpatrując.
Do drzwi ktoś zapukał..
-Proszę wejść- rzucił napiętym głosem ksiądz.
Pojawił się ten policjant. W dłoni trzymał kilka przedmiotów w plastikowych woreczkach.
Wtedy ujrzałam coś, co dosłownie ścięło mnie z nóg. Oparłam się z trudem o Mitrudem, przymykając oczy z jękiem bólu.
W woreczku spoczywała ozdobna srebrna zapalniczka z misternie wykonanym ze złotego metalu- lecącym krukiem z kluczem w szponach- herbem rodu Raven.
Ulubiona zapalniczka mojego ukochanego ojca…
Ktoś usiłował mnie wrobić.
Michael.. Dlaczego mi na to pozwalasz..? Dlaczego muszę ranić ukochaną osobę… moje najjaśniejsze światło, które jest powodem mojego dalszego istnienia..
A jednak chcę tego; choć to ogromny grzech.. Mimo wszystko ta więź.. To takie przyjemne uczucie. To; że dzielimy wspólne myśli, sny i uczucia sprawia, że jesteśmy niemal jednym- choć z pozoru tak bardzo się od siebie różnimy- ta potrzeba bycia blisko jest potężniejsza podczas każdej rozłąki i za każdym razem wprawia mnie w drżenie. Nawet ciężar strachu o niego słabnie; gdy to się dzieje.
Powoli odsuwam się, ale Michael nie wypuszcza mnie z objęcia. Ksiądz patrzy na nas… Na mnie, jakby zaraz miał użyć jakiegoś egzorcyzmu. Powoli ocieram usta i oblizuję palce.
-C-czym t-tyy jee-ssteśś..?- Pyta świszczącym przerażonym szeptem.
-Ojcze, proszę..- zaczął Michael spokojnie.
Ksiądz cofnął się i biorąc w dłonie srebrny krzyż zasłonił się nim, jakby to była jego jedyna ochrona.
-Powinniśmy stąd wyjść..- zaczynam wstając z łóżka. Zapinam kozaczki i narzucam na ramiona płaszcz.- Z Bogiem; ojcze- żegnam się krótko, ciągnąc Michaela za sobą.
Kapłan natychmiast zamknął przede mną drzwi z hukiem.
-Nie pozwolę ci na to- oznajmił z trudem ukrywając strach i wrogość.
-Nie możesz mnie tu trzymać siłą- odparłam chłodno się w niego wpatrując.
Do drzwi ktoś zapukał..
-Proszę wejść- rzucił napiętym głosem ksiądz.
Pojawił się ten policjant. W dłoni trzymał kilka przedmiotów w plastikowych woreczkach.
Wtedy ujrzałam coś, co dosłownie ścięło mnie z nóg. Oparłam się z trudem o Mitrudem, przymykając oczy z jękiem bólu.
W woreczku spoczywała ozdobna srebrna zapalniczka z misternie wykonanym ze złotego metalu- lecącym krukiem z kluczem w szponach- herbem rodu Raven.
Ulubiona zapalniczka mojego ukochanego ojca…
Ktoś usiłował mnie wrobić.
-Skąd to masz?!- Warknęłam doskakując do policjanta. Chciałam odebrać mu przedmiot, ale uniósł dłoń i mi to uniemożliwił.
-Znasz ten przedmiot, pannico..- policjant spojrzał na mnie nieprzychylnie.
Zacisnęłam zęby i patrzyłam mu prosto w oczy.
-To należało do mego ojca. Poznaję tę zapalniczkę..- powiedziałam cicho.
-Więc wiesz coś o sprawcy..- zaczął.
-Więc mnie nie podejrzewacie..- przerwałam mu.
-To się jeszcze okaże; panno..
-Callisto Anabelle Raven, herbu Kruk- oznajmiłam lodowato, przedstawiając się.
-A pan nazywa się..- spojrzał pytająco na Michaela.
-Michael James Tyler- odparł chłopak obojętnie.
-Jesteś synem Armanda Tylera?- Policjant nagle pobladł.
-Tak; a o co chodzi?- Zdziwił się Michael.
-Powinienem was przeszukać i przesłuchać; proszę za mną- oznajmił krótko.
-Znasz ten przedmiot, pannico..- policjant spojrzał na mnie nieprzychylnie.
Zacisnęłam zęby i patrzyłam mu prosto w oczy.
-To należało do mego ojca. Poznaję tę zapalniczkę..- powiedziałam cicho.
-Więc wiesz coś o sprawcy..- zaczął.
-Więc mnie nie podejrzewacie..- przerwałam mu.
-To się jeszcze okaże; panno..
-Callisto Anabelle Raven, herbu Kruk- oznajmiłam lodowato, przedstawiając się.
-A pan nazywa się..- spojrzał pytająco na Michaela.
-Michael James Tyler- odparł chłopak obojętnie.
-Jesteś synem Armanda Tylera?- Policjant nagle pobladł.
-Tak; a o co chodzi?- Zdziwił się Michael.
-Powinienem was przeszukać i przesłuchać; proszę za mną- oznajmił krótko.
Skierowaliśmy się ku drzwiom. Tuż za nimi wpadliśmy na Angello i mojego kuzyna. Dyskretnie pod samym nosem komisarza przekazaliśmy przewodniczącemu naszą broń.
-A panowie to kto; przepraszam?- Zapytał komisarz mierząc obu wzrokiem.
-Ja nazywam się Angello; a on nazywa się Holy- rzucił starszy krótko.
Komisarz zauważywszy na szyi Angello wisiorek nieostrożnie wyciągnął rękę w stronę przewodniczącego. Mój kuzyn natychmiast wykręcił ją do tyłu, drugą ręką przysuwając czubek sztyletu do gardła policjanta.
-To było niezbyt mądre- skomentował z chłodem.
-Holy- upomniał Angello.
-Nie mów; że robisz za ochroniarza; kuzynie- wyszczerzyłam zęby w ironicznym uśmiechu.
-To był tylko odruch, przepraszam- Wysoki młodzieniec ukrył broń w rękawie kurtki, puszczając policjanta.- Cześć, moja ulubiona kuzynko; Tyler..- mrugnął do nas porozumiewawczo.
Michael skinął głową na powitanie.
-To ja przepraszam. Nie powinienem był- odparł automatycznie komisarz z wymuszoną uprzejmością.- A propos: jest już możliwość przesłuchania pana Morgenstern?
Angello spojrzał nań spode łba.
-Mistrz nadal nie odzyskał przytomności- oznajmił mój kuzyn wolno.- To pan jest od sprawy „Kundli Archanioła”..-zauważył.
-Skąd o tym wiecie?- Komisarz nagle stał się nieco poirytowany.
Angello wyciągnął z kieszeni srebrną papierośnicę i otworzył ją.
-Mamy swoje źródła- odparł enigmatycznie, wsunął jednego w usta i zapalił. Zaciągnął się dymem i kontynuował niechętnie.- Za dużo chciałby pan wiedzieć; komisarzu Collins. A ta zapalniczka jest własnością Raven- oznajmił chłodno.
-To dowód w sprawie podpalenia; więc nie mogę jej zwrócić.
-I może oskarżycie o to Raven- tym razem Angello jawnie zaczął sobie kpić z funkcjonariusza.
-Sprawdzamy wszystkie tropy; przepraszam najmocniej- rzucił puszczając nas przodem.
Chcąc, nie chcąc ruszyliśmy z miejsca.
-To będzie długi wieczór; Michael- rzuciłam szeptem.
-Aż za długi; Callisto- zgodził się ze mną, wsiedliśmy do radiowozu.
***
-A panowie to kto; przepraszam?- Zapytał komisarz mierząc obu wzrokiem.
-Ja nazywam się Angello; a on nazywa się Holy- rzucił starszy krótko.
Komisarz zauważywszy na szyi Angello wisiorek nieostrożnie wyciągnął rękę w stronę przewodniczącego. Mój kuzyn natychmiast wykręcił ją do tyłu, drugą ręką przysuwając czubek sztyletu do gardła policjanta.
-To było niezbyt mądre- skomentował z chłodem.
-Holy- upomniał Angello.
-Nie mów; że robisz za ochroniarza; kuzynie- wyszczerzyłam zęby w ironicznym uśmiechu.
-To był tylko odruch, przepraszam- Wysoki młodzieniec ukrył broń w rękawie kurtki, puszczając policjanta.- Cześć, moja ulubiona kuzynko; Tyler..- mrugnął do nas porozumiewawczo.
Michael skinął głową na powitanie.
-To ja przepraszam. Nie powinienem był- odparł automatycznie komisarz z wymuszoną uprzejmością.- A propos: jest już możliwość przesłuchania pana Morgenstern?
Angello spojrzał nań spode łba.
-Mistrz nadal nie odzyskał przytomności- oznajmił mój kuzyn wolno.- To pan jest od sprawy „Kundli Archanioła”..-zauważył.
-Skąd o tym wiecie?- Komisarz nagle stał się nieco poirytowany.
Angello wyciągnął z kieszeni srebrną papierośnicę i otworzył ją.
-Mamy swoje źródła- odparł enigmatycznie, wsunął jednego w usta i zapalił. Zaciągnął się dymem i kontynuował niechętnie.- Za dużo chciałby pan wiedzieć; komisarzu Collins. A ta zapalniczka jest własnością Raven- oznajmił chłodno.
-To dowód w sprawie podpalenia; więc nie mogę jej zwrócić.
-I może oskarżycie o to Raven- tym razem Angello jawnie zaczął sobie kpić z funkcjonariusza.
-Sprawdzamy wszystkie tropy; przepraszam najmocniej- rzucił puszczając nas przodem.
Chcąc, nie chcąc ruszyliśmy z miejsca.
-To będzie długi wieczór; Michael- rzuciłam szeptem.
-Aż za długi; Callisto- zgodził się ze mną, wsiedliśmy do radiowozu.
***
Przeszukanie odbyło się bezpośrednio po wejściu na teren komisariatu, przy sali przesłuchań. Nie znaleźli nic; prócz nieznaczących rzeczy. W moich kieszeniach była dewizka (zegarek na łańcuszku) z herbem rodu Holy, którą podarowała mi niegdyś matka, kilka biletów do kina, karteczki samoprzylepne i otwieracz do butelek. Oraz…
-Co to jest, panno Raven?- Zdziwił się przeszukujący mnie funkcjonariusz, pokazując mi obrączkę z wygrawerowanym napisem.
-Och.. To należy do Michaela- powiedziałam zmieszana.
-Obrączka Billa..- Michael uśmiechnął się smutno, odbierając z rąk policjantki przedmiot; wsunął obrączkę na środkowy palec prawej dłoni.
-Kim jest Bill?- Zapytał komisarz.
-Był moim starszym bratem. Trzy lata temu został zamordowany..- odparł zielonooki cicho.
-Przykro mi z powodu…
-Dziękuję- przerwał krótko Michael, będąc podczas standardowej procedury przeszukania.
-Co to jest, panno Raven?- Zdziwił się przeszukujący mnie funkcjonariusz, pokazując mi obrączkę z wygrawerowanym napisem.
-Och.. To należy do Michaela- powiedziałam zmieszana.
-Obrączka Billa..- Michael uśmiechnął się smutno, odbierając z rąk policjantki przedmiot; wsunął obrączkę na środkowy palec prawej dłoni.
-Kim jest Bill?- Zapytał komisarz.
-Był moim starszym bratem. Trzy lata temu został zamordowany..- odparł zielonooki cicho.
-Przykro mi z powodu…
-Dziękuję- przerwał krótko Michael, będąc podczas standardowej procedury przeszukania.
Wypytywano nas po kilka razy, co robiliśmy w ciagu dzisiejszego dnia. Oboje potwierdziliśmy swoje wersje zdarzeń. Policjanci byli zaskoczeni; co więcej podejrzewali między nami jakąś zmowę. Jednak była jedna znacząca wątpliwość; którą rozwiałam:
-Ja i Michael rzadko kiedy jesteśmy w mieście osobno. Co za tym idzie; kontaktujemy się w razie potrzeby wspólnego wylotu na miasto.
-Ja i Michael rzadko kiedy jesteśmy w mieście osobno. Co za tym idzie; kontaktujemy się w razie potrzeby wspólnego wylotu na miasto.
-Najczęściej..? Hmmm; najczęściej chodzimy do kina, na drugim miejscu jest kawiarnia „Margherita”… Potem włóczymy się po mieście; niekiedy do późnej nocy. Kto do nas dzwoni…?- Michael uśmiecha się krzywo.- Mój ojciec jest nadopiekuńczy: dzwoni z pytaniem; kiedy wrócę do domu.. Stracił już syna i żonę, a teraz nie chce stracić również mnie, więc…
-Co jest między panem i tą dziewczyną?- Przerwał mu komisarz nagle.
Michael spojrzał nań z zaskoczeniem.
-To znaczy?- Zapytał spokojnie.
-Oboje potwierdzacie swoje zeznania. To podejrzane- odparł Collins powoli.
Michael otworzył usta w zdumieniu. Długą chwilę się nie odzywał.
-Naprawdę…?- Zapytał wreszcie. Komisarz skinął twierdząco. Zielonooki uśmiechnął się mówiąc:
-Równie dobrze; może pan uznać, że oboje mówimy prawdę. Przysięgam na życie mojego ojca; że nie kłamię- Zielonooki złożył prawą dłoń w miejscu serca; mówiąc te słowa z powagą. Westchnął.- To szaleństwo; że dręczycie nas; z powodu znalezionej na miejscu przestępstwa zapalniczki zmarłego (requiescat in pace) ojca Callisto. Zwłaszcza; że prawdziwy przestępca może nadal być na wolności i to nawet przy samym czubku waszego nosa..
-Co jest między panem i tą dziewczyną?- Przerwał mu komisarz nagle.
Michael spojrzał nań z zaskoczeniem.
-To znaczy?- Zapytał spokojnie.
-Oboje potwierdzacie swoje zeznania. To podejrzane- odparł Collins powoli.
Michael otworzył usta w zdumieniu. Długą chwilę się nie odzywał.
-Naprawdę…?- Zapytał wreszcie. Komisarz skinął twierdząco. Zielonooki uśmiechnął się mówiąc:
-Równie dobrze; może pan uznać, że oboje mówimy prawdę. Przysięgam na życie mojego ojca; że nie kłamię- Zielonooki złożył prawą dłoń w miejscu serca; mówiąc te słowa z powagą. Westchnął.- To szaleństwo; że dręczycie nas; z powodu znalezionej na miejscu przestępstwa zapalniczki zmarłego (requiescat in pace) ojca Callisto. Zwłaszcza; że prawdziwy przestępca może nadal być na wolności i to nawet przy samym czubku waszego nosa..
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka…
Po moim stwierdzeniu zapadła długa, niepokojąca cisza. Komisarz przysiadł na stoliku.
-Zatem; jak wyjasnisz mi posiadanie identycznego wisiorka; jak w sprawie „Kundli Archanioła”.
Zdążyłem tylko uśmiechnąć się drwiąco; gdy ktoś zapukał. Zbladłem; widząc za szybą twarz ojca, a ów uśmiech natychmiast spełzł mi z twarzy. Drzwi otworzyły się.
-Jakim prawem przetrzymujesz mojego syna i córkę rodu Raven?- Zapytał lodowato mój ojciec.
Przysięgam na życie mojego ojca, że nie kłamię..
Na życie mojego ojca..
-Są związani z ostatnim podpaleniem- oznajmił równie chłodno Collins.
Mój ojciec parsknął ironicznie:
-Z powodu zwykłej zapalniczki…?- Zadrwił przyglądając się komisarzowi.- Znam mojego syna; bardziej niż ktokolwiek i wiem, że jego dziewczyna.. Nikt z rodu Raven nigdy nie posunąłby się do podpalenia kościoła. Wszyscy rodowi są osobami głęboko wierzącymi i…
-Wiara nie ma tu nic do rzeczy..- przerwał komisarz Collins powoli.
-Ponieważ jesteś ateistą?- Przerwał mu ojciec z ironicznym uśmiechem.- Nie mierz innych swoją miarą Jonathanie, w końcu nie każdy potrafi upaść tak nisko; jak ty.
Collins wyprowadzony z równowagi wyciągnął broń. W sekundę osłoniłem ojca i wyciągając broń (którą Callisto myślała, że dałem Angello; a której policja jakimś cudem nie znalazła) postrzeliłem komisarza w dłoń.
Syk. I kula dymiąca w ciele.. Cofający się dwaj funkcjonariusze będący z nami w pokoju przesłuchań.
-Ty.. Przeklęty bachorze…- warknął Collins; rzucając się ku mnie z bronią w zranionej ręce..
[...] w końcu nie każdy potrafi upaść tak nisko, jak ty..
Nasza wychowawczyni miała za męża wampira poziomu D…
-Zabij go..- słyszę cichy głos Callisto.
-Jak sobie życzysz..- wyrywa mi się z ust, potem pada strzał.
Celny- wprost w serce wampira.
Po moim stwierdzeniu zapadła długa, niepokojąca cisza. Komisarz przysiadł na stoliku.
-Zatem; jak wyjasnisz mi posiadanie identycznego wisiorka; jak w sprawie „Kundli Archanioła”.
Zdążyłem tylko uśmiechnąć się drwiąco; gdy ktoś zapukał. Zbladłem; widząc za szybą twarz ojca, a ów uśmiech natychmiast spełzł mi z twarzy. Drzwi otworzyły się.
-Jakim prawem przetrzymujesz mojego syna i córkę rodu Raven?- Zapytał lodowato mój ojciec.
Przysięgam na życie mojego ojca, że nie kłamię..
Na życie mojego ojca..
-Są związani z ostatnim podpaleniem- oznajmił równie chłodno Collins.
Mój ojciec parsknął ironicznie:
-Z powodu zwykłej zapalniczki…?- Zadrwił przyglądając się komisarzowi.- Znam mojego syna; bardziej niż ktokolwiek i wiem, że jego dziewczyna.. Nikt z rodu Raven nigdy nie posunąłby się do podpalenia kościoła. Wszyscy rodowi są osobami głęboko wierzącymi i…
-Wiara nie ma tu nic do rzeczy..- przerwał komisarz Collins powoli.
-Ponieważ jesteś ateistą?- Przerwał mu ojciec z ironicznym uśmiechem.- Nie mierz innych swoją miarą Jonathanie, w końcu nie każdy potrafi upaść tak nisko; jak ty.
Collins wyprowadzony z równowagi wyciągnął broń. W sekundę osłoniłem ojca i wyciągając broń (którą Callisto myślała, że dałem Angello; a której policja jakimś cudem nie znalazła) postrzeliłem komisarza w dłoń.
Syk. I kula dymiąca w ciele.. Cofający się dwaj funkcjonariusze będący z nami w pokoju przesłuchań.
-Ty.. Przeklęty bachorze…- warknął Collins; rzucając się ku mnie z bronią w zranionej ręce..
[...] w końcu nie każdy potrafi upaść tak nisko, jak ty..
Nasza wychowawczyni miała za męża wampira poziomu D…
-Zabij go..- słyszę cichy głos Callisto.
-Jak sobie życzysz..- wyrywa mi się z ust, potem pada strzał.
Celny- wprost w serce wampira.
Nasza więź powróciła.. Tak; jak przewidywał Corvin- stała się kontraktem, którego byliśmy zobowiązani dotrzymać.
Nareszcie mogłem być jeszcze bliżej Callisto. I niezmiernie mnie to cieszyło..
Nareszcie mogłem być jeszcze bliżej Callisto. I niezmiernie mnie to cieszyło..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz