Godziny wlokły się bardzo powoli. Michael rozglądał się po pokoju, jednym z salonów budynku Stowarzyszenia, z zainteresowaniem przyglądając się broni palnej zawieszonej w uchwytach na ścianie.
-O czym oni tak długo gadają?- Spytał nagle.
-O nas. Ten… Ta… Tarcza, czy coś..- nie wiedziałam, jak to wyjaśnić.- To coś dziwnego w przypadku łowcy i wampira w jednej osobie, nie uważasz?
-Czyli jesteśmy aż tak bardzo interesujący?- Zapytał z nutą sarkazmu.
-Też mnie to martwi..- odparłam z westchnieniem.
Usłyszałam kroki. Ktoś zmierzał w kierunku pokoju.
-Ktoś idzie- rzucam widząc pytające spojrzenie Michaela.
Cicho otwierają się drzwi.
-Raven, pójdziesz ze mną- odzywa się znajomy głos.
-A Michael? Nie zostawię go tu samego- odpowiedziałam zwracając się w stronę Silvii Edge.
-Zostawisz, bo ja tak mówię- odparła chłodno.
-Nie odzywaj się tak do niej!- Warknął ostro Michael.
-Cicho bądź, szczeniaku. Za mną, Raven- Warknęła zimno.
-Niedługo wrócę…- Uspokoiłam go idąc za Silvią.
Chwycił moją lewą dłoń i przyciągnął do siebie.
-Co..?- Zaczęłam zdziwiona.
-Będę czekał.- Powiedział po prostu; ściskając z otuchą moje palce.
Rozpletliśmy palce. Uśmiechnęłam się do niego smutno; starając się jednak go nie martwić. Zauważyłam, że był bardzo blady po odzyskaniu przytomności (zemdlał; kiedy bariera opadła), ale i zmęczony (przyczyniła się do tego dłuższa obecność Czystokrwistego w pobliżu).
***
Nasze kroki rozbrzmiewały echem w pustym Domu Stowarzyszenia. Szłyśmy w milczeniu- zresztą, o czym miałabym rozmawiać z wyższą władzą (?)
Mjając kilka rzeźb przedstawiających legendarne Dzieci Nocy miałam dziwne wrażenie, że twórca tych rzeźb był naprawdę nieźle walnięty; albo miał zbyt bujną wyobraźnię.
-Czyli jesteśmy aż tak bardzo interesujący?- Zapytał z nutą sarkazmu.
-Też mnie to martwi..- odparłam z westchnieniem.
Usłyszałam kroki. Ktoś zmierzał w kierunku pokoju.
-Ktoś idzie- rzucam widząc pytające spojrzenie Michaela.
Cicho otwierają się drzwi.
-Raven, pójdziesz ze mną- odzywa się znajomy głos.
-A Michael? Nie zostawię go tu samego- odpowiedziałam zwracając się w stronę Silvii Edge.
-Zostawisz, bo ja tak mówię- odparła chłodno.
-Nie odzywaj się tak do niej!- Warknął ostro Michael.
-Cicho bądź, szczeniaku. Za mną, Raven- Warknęła zimno.
-Niedługo wrócę…- Uspokoiłam go idąc za Silvią.
Chwycił moją lewą dłoń i przyciągnął do siebie.
-Co..?- Zaczęłam zdziwiona.
-Będę czekał.- Powiedział po prostu; ściskając z otuchą moje palce.
Rozpletliśmy palce. Uśmiechnęłam się do niego smutno; starając się jednak go nie martwić. Zauważyłam, że był bardzo blady po odzyskaniu przytomności (zemdlał; kiedy bariera opadła), ale i zmęczony (przyczyniła się do tego dłuższa obecność Czystokrwistego w pobliżu).
***
Nasze kroki rozbrzmiewały echem w pustym Domu Stowarzyszenia. Szłyśmy w milczeniu- zresztą, o czym miałabym rozmawiać z wyższą władzą (?)
Mjając kilka rzeźb przedstawiających legendarne Dzieci Nocy miałam dziwne wrażenie, że twórca tych rzeźb był naprawdę nieźle walnięty; albo miał zbyt bujną wyobraźnię.
Oni
W
To
Nie
Uwierzą
Cally…
W
To
Nie
Uwierzą
Cally…
Uwierzą.
Muszą uwierzyć.
Jeśli naprawdę jest
Między nami
Ta wieź
Muszą uwierzyć.
Jeśli naprawdę jest
Między nami
Ta wieź
Michael…
Michael…
Michael…
Wzdrygnęłam się i przystanęłam raptownie. Silvia odwróciła się z poirytowanym wyrazem twarzy, patrząc na mnie wyczekująco.
-Daj mi chwilę…- zaczęłam opierając się ciężko o jeden z posągów. Rozluźniłam krawat szkolnego mundurka i położyłam dłoń na tatuażu-pieczęci, który nosiłam na szyi.
-Daj mi chwilę…- zaczęłam opierając się ciężko o jeden z posągów. Rozluźniłam krawat szkolnego mundurka i położyłam dłoń na tatuażu-pieczęci, który nosiłam na szyi.
Gorąco…
Bez..
Słabo mi…
Niego..
Boli…
Płonę..
Bez..
Słabo mi…
Niego..
Boli…
Płonę..
Kurczowo trzymałam się posągu, żeby nie upaść. Wszystko mnie bolało, obraz przed oczami zaczął się rozmazywać, miałam problem się skupić z powodu szumu w głowie- wiedziałam; że Silvia coś do mnie mówi; ale za nic nie potrafiłam jej zrozumieć. Na pewno była zdenerwowana, może nawet wściekła.
W jednej z szyb ujrzałam swoje odbicie- czerwone oczy, blada twarz, błyskające zza warg kły- którego cholernie się bałam.
Dlaczego ten atak… Dlaczego teraz…? Dlaczego tak cholernie boli??…
Gdzieś w pobliżu usłyszałam jęk.
Michael. Chyba upadł na podłogę.
Wtedy i ja straciłam przytomność..
W jednej z szyb ujrzałam swoje odbicie- czerwone oczy, blada twarz, błyskające zza warg kły- którego cholernie się bałam.
Dlaczego ten atak… Dlaczego teraz…? Dlaczego tak cholernie boli??…
Gdzieś w pobliżu usłyszałam jęk.
Michael. Chyba upadł na podłogę.
Wtedy i ja straciłam przytomność..
-Macie swojego wampira, Corvin- Warknęła z niechęcią.
-Co tak długo?- Odparł wampir chłodno i wyniośle.
Słyszałam ich rozmowę bardzo wyraźnie, aż kłuło w uszy. Mruknęłam coś z niezadowoleniem. Poczułam jak ktoś kładzie mnie na łóżku.
Ktoś zapukał i wszedł do środka.
-Co się dzieje?- Zapytał Mistrz.
-Ten chłopak… Nie możemy go dobudzić…
-Michael… On ma na imię Michael.. do jasnej cholery..- warknęłam półprzytomnie.
Chwilę potem zapadam w twardy sen..
-Co tak długo?- Odparł wampir chłodno i wyniośle.
Słyszałam ich rozmowę bardzo wyraźnie, aż kłuło w uszy. Mruknęłam coś z niezadowoleniem. Poczułam jak ktoś kładzie mnie na łóżku.
Ktoś zapukał i wszedł do środka.
-Co się dzieje?- Zapytał Mistrz.
-Ten chłopak… Nie możemy go dobudzić…
-Michael… On ma na imię Michael.. do jasnej cholery..- warknęłam półprzytomnie.
Chwilę potem zapadam w twardy sen..
Spadam w dół. Wszędzie ciemność przerywana tylko hukiem wiatru..
Znam ten sen..?
-Callisto nie odchodź.. Nie zostawiaj mnie tu..!
Znam ten sen..?
-Callisto nie odchodź.. Nie zostawiaj mnie tu..!
Jego głos… Pod jego wpływem wyciągam rękę; jakbym chciała złapać jego dłoń- zanim zniknie. Zanim go stracę.
-Michael…
-Michael…
Wtedy słyszę, jakby tuż obok, jego szept:
-Callisto..
-Callisto..
Czuję jego dotyk. Palce mojej lewej dłoni wchodzą między jego palce. Nie wiem; jak to możliwe; skoro oboje śpimy…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
***
Budzę się z jego dłonią w mojej, ale nie otwieram oczu.
Słyszę głośny trzask i podniesiony głos gdzieś w pobliżu:
-Kompletnie oczadziałeś, wampirze..!- Mistrz był wściekły.
-Nie tym tonem, Morgenstern- zasyczała Diane z groźbą, ale przerwał jej spokojny głos Corvina, mówiący:
-Silencio.- Po czym zwrócił się do zebranych w pokoju osób.- Chyba nie zdajecie sobie sprawy z powagi zaistniałej sytuacji…- zaczął ostrożnie.
-Nie kpij sobie…- Warknął przewodniczący Stowarzyszenia (a niech go cholera!) nazwiskiem Angello.- Jest łowcą…
-Jest też wampirem, czy tego chce, czy nie- Corvin mówi to niemal obojętnie.- Co gorsza przemienionym, więc teoretycznie nie ma między nimi żadnej więzi…
-A jak to jest w praktyce..?- Tym razem odzywa się kolejny głos. Wujek Luca również nie kryje niechęci wobec wampira.
Na dłuższą chwilę zapada cisza.
-Nie jestem w stanie powiedzieć, łowczy rodu Raven- odpowiada w końcu wampir.- Można to sprawdzić, ale… Jest pewne ryzyko.
-Jakie?- Pytają z naciskiem wujek Luca i Mistrz.
-Jedna ze stron może nie dożyć końca „separacji”…- wampir mówi z wahaniem.
-Kompletnie oczadziałeś, wampirze..!- Mistrz był wściekły.
-Nie tym tonem, Morgenstern- zasyczała Diane z groźbą, ale przerwał jej spokojny głos Corvina, mówiący:
-Silencio.- Po czym zwrócił się do zebranych w pokoju osób.- Chyba nie zdajecie sobie sprawy z powagi zaistniałej sytuacji…- zaczął ostrożnie.
-Nie kpij sobie…- Warknął przewodniczący Stowarzyszenia (a niech go cholera!) nazwiskiem Angello.- Jest łowcą…
-Jest też wampirem, czy tego chce, czy nie- Corvin mówi to niemal obojętnie.- Co gorsza przemienionym, więc teoretycznie nie ma między nimi żadnej więzi…
-A jak to jest w praktyce..?- Tym razem odzywa się kolejny głos. Wujek Luca również nie kryje niechęci wobec wampira.
Na dłuższą chwilę zapada cisza.
-Nie jestem w stanie powiedzieć, łowczy rodu Raven- odpowiada w końcu wampir.- Można to sprawdzić, ale… Jest pewne ryzyko.
-Jakie?- Pytają z naciskiem wujek Luca i Mistrz.
-Jedna ze stron może nie dożyć końca „separacji”…- wampir mówi z wahaniem.
Zrywam się i siadam na kanapie, wbijając przestraszony wzrok w ścianę.
Podsłuchuję jednak dalej całą rozmowę.
Podsłuchuję jednak dalej całą rozmowę.
-Nie jest to jednoznacznie wyjaśnione. Były zaledwie dwa przypadki przez tysiące lat. Równie dobrze może umrzeć Callisto, a przeżyć chłopak i na odwrót. Wiemy na temat tej więzi niewiele, może nawet nic na chwilę obecną- mówi Vincenzo Corvin po namyśle.- Może i żyję o wiele dłużej, niż wy; ale nie jestem wszechwiedzący. Wiem dużo; ale nie wszystko- w tym momencie wyobraziłam sobie, że wampir wzrusza ramionami.
-Czyli wiemy tyle, że nie wiemy nic- głos mego ojca chrzestnego wyraża niepokój.
-Właśnie tyle wiemy..- wzdycha wampir Rady.
-Czyli wiemy tyle, że nie wiemy nic- głos mego ojca chrzestnego wyraża niepokój.
-Właśnie tyle wiemy..- wzdycha wampir Rady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz