Gabriel Mikaelis, anioł rodu Raven...
Wpatrywałem się zszokowany w mężczyznę stojącego w dalonu, nie mogąc pojąć tego, co widzę. Znak zapłonął czerwienią; tak samo jak herb na sygnecie panienki.
-Witaj znowu; Lucian- odezwał się Cristopher.
-Jak.. Jakim cudem..- Podszedłem do panicza i przyjrzałem mu się uważnie.
Nadal był człowiekiem. Zastanawiało mnie jednak; jakim cudem przeżył; skoro tamtej nocy był niemalże...
-Później; Lucian- złożył mi dłoń na ramieniu patrząc mi w oczy.
<em>Dlaczego czuję w nim tylko mrok...? Czemu jego serce jest takie ciemne..? Co się dzieje z moim ulubionym paniczem...?
</em>
-Co ty tu robisz; bracie?- Zapytał powoli Luca, patrząc z rezerwą na Cristophera.
-Spodziewałem się; że zrobisz wszystko, żeby ochronić Callisto Anabelle; Luca- Odparł mój panicz.
-Nie o to pytam- warknął z irytacją piwnooki.
-Przecież wiesz; z jakiego powodu tu jestem- oznajmił krótko szarooki.
-Nie mieszaj do tego Callisto- odparł ostro Luca.
-Callisto jest moją córką- odparł zimno panicz; jego szare oczy pociemniały gniewem.
-Którą porzuciłeś; okłamałeś, i którą zdradziłeś, zadając się z tą Czystokrwistą Suką..!- Wściekł się Luca.- Jak sądzisz; co ona teraz o tobie myśli..? Co czu...
-To ja zabiłem Linka w starej posiadłości Crossów- oznajmił cicho Cristopher przerywając młodszemu bratu.
Najmłodszy zamilkł wpół słowa. Wpatrywał się w panicza mrugając oczami z przejęcia- zresztą wszystkich zebranych to wyznanie wprawiło w niemałe zaskoczenie.
-Co...? Coś ty powiedział...??- Zapytał stłumionym z emocji głosem Luca Raven.
-Słońce zachodzi; Luca- upomniał Jonathan.
Piwnooki rzucił spojrzenie na panicza.
-Zaczynajmy- odparł odwracając się; jego żona zapalała już świece.
Alec oddał książkę paniczowi i wziął jedną z ciemnych świec, identycznych; jakie trzymali pozostali bracia. Zajęliśmy miejsca...
Michael Tyler; uczeń pierwszej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Ja i Lucian stoimy w kręgu tuż przy śpiącej Callisto. Jako jedyni nie trzymamy żadnych świec. Trzymam nóż; a Lucian stoi wpatrując się w Callisto.
Naciąć palec i idąc po okręgu odwrotnie do ruchu wskazówek zegara ofiarować każdej z czterech świec trochę krwi. Potem wrócić na miejsce i podać nóż na otwartej dłoni nad piersią Callisto Lucianowi..
Ojciec Callisto czyta coś z książki po łacinie...
Moja kolej.. Trochę się tym denerwuję.
Nacięcie.
Idź odwrotnie do zegara..
Odwrotnie do zegara.!
Od prawej do lewej po okręgu...
Świece i krew.
Trzymaj nóż.
Trzymaj i nie puszczaj..
Patrz na świece.
Krew i świece..
Na miejsce i nóż na otwartej dłoni w stronę Luciana.
Na otwartej dłoni..!.
Nad jej piersią..
Nie upuść noża.!
Uff.! Jakie to stresujące..
Lucian robi to samo- idzie tylko zgodnie z ruchem wskazówek. Zajmuje swoje miejsce.
Głos ojca Callisto milknie- obaj równo klękamy na kolano z prawymi dłońmi przy piersiach.
Świece ustawione na 'literach' zapalają się z sykiem- rysunek pod naszymi stopami rozświetla na chwilę srebrny blask; a świece w dłoniach Aleca; Jonathana i Luki nagle gasną.
Wraz z Lucianem mówię coś w tym samym języku; w którym przebiega rytuał; a tak to brzmi w normalnym języku:
-[W imię Kruka i Strażnika, niech Cię "Klątwa" nie dotyka. Niech Cię "Pieczęć Krwawa" chroni. Niech Cię Bóg od gniewu broni... W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego..]
-Amen...- Odpowiada reszta zgromadzonych. Świece gasną, Callisto budzi się i unosząc się na łokciach wpatruje się w ojca oszołomiona. Długo i w ciszy trawi informację, że on jest tu naprawdę. Bardzo powoli wplata palce między moje i lekko podnosi się z łóżka.
Stuka palcami w moją dłoń, pytając:
Co on tu robi? Po co tu przyszedł?
Odpowiadam:
Nie wiem po co, ale Luca strasznie się wściekł; a Lucian chyba jest jeszcze w szoku... Poza tym...- urwałem; nie wiedząc czy jednak powinienem 'powiedzieć' jej prawdę.
Poza tym; co?- Zapytała z naciskiem; przyglądając mi się. Nie; jeszcze nie teraz- postanawiam w myślach.
Cieszę się; że jestem tu z tobą. Napijesz się...?- Proponuję; nagle spuszczając wzrok z zakłopotaniem.
Wiesz; że to grzech kusić krwią wampira...- uśmiecha się. Ubóstwiam ten uśmiech.
Wiesz, że sam tego właśnie chcę..- wzdycham ciężko. Ona chyba nigdy nie zmieni zdania. Wtedy patrzę na tatuaż na jej szyi. Jest ciemniejszy; a szyja wygląda na opuchniętą. Druga dłoń; jakby sterowana przez kogoś innego; spoczywa delikatnie na pieczęci, a Callisto kładzie swoją dłoń na mojej.
Wszyscy na nas patrzą; ale mało mnie to obchodzi. Chcę ją pocałować teraz; zaraz.
Ludzie; czy wy nie możecie tak po prostu sobie gdzieś pójść??
Nie lubię; jak ktoś się na nas gapi...
A, chrzanić to...
Callisto Raven; postrach ogólniaka...
Szumi mi w głowie... Ignorując wszystko wokół pozwalam Michaelowi na pierwszy krok...
Jesteś naprawdę szalony; człowieku. Teraz wujek Jonathan nie da nam żyć..!
Jednak nie mogę nie odwzajemnić pocałunku. Mniejsza o ojca- niech sobie patrzy, niech widzi; że już go nie potrzebuję.
Kłamstwo.
Potrzebujesz go, Cally...
Raczyłaś wrócić..?
A już zaczynałam świętować, że się w końcu zamknęłaś.!
Cześć; obrzydła pijawko..
-Dobra, bo się zapowietrzysz..- rzuciłam do Michaela ze śmiechem.
-Na pewno nie chce ci się pić?- Zapytał przyglądając mi się zmartwiony.
-Nic mi nie jest; głupku- odparłam ciepło.
-Uspokój się; świrusko.- Zaśmiał się przytulając mnie mocno.
-Ta dzisiejsza młodzież; nie..?- Spytał wymownie Alec idąc w stronę kuchni. Reszta ze zdziwieniem, nie komentując zajścia ruszyła za nim.
-Wreszcie sami i bez podsłuchu- rzucił Michael cicho; ale z ironią.
-Taa- odparłam z westchnieniem.- Sorry; jestem trochę przymulona.. Co oni teraz z tą transfuzyjną robią...- rzuciłam z ironicznym uśmiechem, poszturchując go.
-Może to była jakaś końska; czy coś..- zasugerował ze śmiechem.
-Końska jest dobra..- wypaliłam nieprzemyślanie; lecz obronnym tonem.- Co?- Zapytałam unosząc brwi.
-Nie, nic... Pomyślałem tylko...- urwał nagle zakłopotany.
Ruszyliśmy na górę.
-Co sobie pomyślałeś..?- Spytałam zaciekawiona, spoglądając nań z boku. Michael spojrzał na mnie. Przez chwilę się zawahał; ale jednak zdobył się na odwagę; by powiedzieć:
-Zastanawiałem się tylko; jaka jest moja krew...- przyznał po długim milczeniu..
Na chwilę mnie zatkało; z wrażenia potknęłam się o ostatni stopień; gapiąc się na Michaela zaskoczona tym pozornie dziwnym pytaniem.
-Mam skłamać, czy mówić prawdę?- Zapytałam drocząc się z nim.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz