-Kim jesteś?- Zapytała Anastasia ostrożnie.
-Co jest, Callisto?- Zapytał Michael widząc, że cofam się powoli, nie spuszczając oczu z nieznajomej.
-Arystokrata- oznajmiłam krótko, robiąc kolejny kroczek w tył.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać, przemieniona ludzka padlino?- Zaczęła zimno, z pogardą wpatrując się w leżącego na asfalcie. Wampir zawył z bólu, a Stacia w mgnieniu oka uciekła i ukryła się za mną.
-Klasztorne Brudasy- skwitowała wyjątkowo zdegustowana; jej wzrok zwrócił się wprost na mnie. Zauważyłam w tych oczach wyczekiwanie.
-Nie kłaniam się wampirom bez względu na kastę- oznajmiłam twardo odwzajemniając jej spojrzenie.
-Córka Rodu Kruka; potomkini Corvinusa..- zauważyła przyglądając mi się. Widząc mój zdziwiony wyraz twarzy dodała- Jesteś niezwykle podobna do swojego przodka; Jamesa- zauważyła powoli. Zwróciła miodowe oczy na Michaela.- Syn Płomienia; rodu najprzystojniejszych mężczyzn wśród łowczej szlachty- Michael uniósł brwi w zaskoczeniu, że kompletnie obca osoba nazwała go "przystojnym".
-Przemieniona, ale utalentowana "Kurtyna"- Stacia bardzo powoli ukłoniła się wampirzycy która uprzejmie się odkłoniła.
Cash spróbował zwiać. Nie zdążył nawet pisnąć, gdy ręka Arystokratki przebiła jego pierś na wylot. Z bezwładnego truchła został proch, a z dłoni którą kobieta opuściła do boku spłynęła struga krwii.
-Co jest, Callisto?- Zapytał Michael widząc, że cofam się powoli, nie spuszczając oczu z nieznajomej.
-Arystokrata- oznajmiłam krótko, robiąc kolejny kroczek w tył.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać, przemieniona ludzka padlino?- Zaczęła zimno, z pogardą wpatrując się w leżącego na asfalcie. Wampir zawył z bólu, a Stacia w mgnieniu oka uciekła i ukryła się za mną.
-Klasztorne Brudasy- skwitowała wyjątkowo zdegustowana; jej wzrok zwrócił się wprost na mnie. Zauważyłam w tych oczach wyczekiwanie.
-Nie kłaniam się wampirom bez względu na kastę- oznajmiłam twardo odwzajemniając jej spojrzenie.
-Córka Rodu Kruka; potomkini Corvinusa..- zauważyła przyglądając mi się. Widząc mój zdziwiony wyraz twarzy dodała- Jesteś niezwykle podobna do swojego przodka; Jamesa- zauważyła powoli. Zwróciła miodowe oczy na Michaela.- Syn Płomienia; rodu najprzystojniejszych mężczyzn wśród łowczej szlachty- Michael uniósł brwi w zaskoczeniu, że kompletnie obca osoba nazwała go "przystojnym".
-Przemieniona, ale utalentowana "Kurtyna"- Stacia bardzo powoli ukłoniła się wampirzycy która uprzejmie się odkłoniła.
Cash spróbował zwiać. Nie zdążył nawet pisnąć, gdy ręka Arystokratki przebiła jego pierś na wylot. Z bezwładnego truchła został proch, a z dłoni którą kobieta opuściła do boku spłynęła struga krwii.
Arystokraci.. Nawet splamieni krwią wyglądają majestatycznie- usłyszałam słowa Mistrza.
-Kim jesteś, jeśli mogę wiedzieć?- Zapytałam.
-Przysyła mnie Senat- odparła spokojnie.
-Po co?- Zapytałam z niechęcią.
-Polityka tutejszej Rady kłóci się z planami Senatu- oznajmiła krótko.
-Czuję, że zaraz dopadnie nas psiarnia- Stacia zauważyła podjeżdżający radiowóz.
-Przysyła mnie Senat- odparła spokojnie.
-Po co?- Zapytałam z niechęcią.
-Polityka tutejszej Rady kłóci się z planami Senatu- oznajmiła krótko.
-Czuję, że zaraz dopadnie nas psiarnia- Stacia zauważyła podjeżdżający radiowóz.
-A państwo tak sobie rozmawiają na dystans?- Spytał jeden z policjantów z humorem.- Starszy sierżant Meyer; sierżant Decker, komenda miejska. Mamy obowiązek państwa wylegitymować- oznajmił uprzejmie.
Nieznajoma powoli wyciągnęła z kieszeni białej kurtki swój paszport.
-Obywatelstwo?- Spytał Meyer.
-Francuskie, węgierskie i niemieckie- rzuciła znudzona kobieta.
Decker sprawdzał nasze dokumenty.
-Anastasia Mary Forbes, lat szesnaście. Uczennica liceum imienia Królowej Victorii.
-Zgadza się.
-Panna Callisto Anabelle Raven, lat siedemnaście, ta sama szkoła..- uniósł wzrok znad fotografii ze szkolnej legitymacji i spojrzał na mnie.- Niepodobna pani do siebie..
-Och, doprawdy?- Spytałam nieco zaskoczonym tonem.
-Może to przez fryzurę- stwierdził powoli oddając mi dokument.- Pan Michael James Tyler, wiek i szkoła jak wyżej...- Spojrzał na zielonookiego z uwagą.- Bez zastrzeżeń.
-Dziękujemy uprzejmie, miłego wieczoru- Starszy stopniem odchodząc do wozu zasalutował.
-Będąc w podróży podsłyszałam też kilka plotek. Podobno wasz Związek zostawił Stowarzyszenie na pastwę losu- zauważyła, a zza rozciągnietych w jadowitym uśmiechu ust błysnęły kły.
-To raczej nie twoja sprawa, wampirze- odcięłam się spokojnie.
-Nie pyskuj mi; dziewczę- powiedziała matczynym tonem.
-Nie próbuj jej grozić..- Zielonooki skierował czubek ostrza w stronę jej gardła.
-Chcesz mnie uśmiercić? Tym?- Spytała z kpiną, po chwili patrząc mu w twarz, bez najmniejszego grymasu, po którym poznałabym ból, nabiła dłoń na miecz.
Michael zamarł w bezruchu z otwartymi szeroko oczami i ustami, blady jak trup. Wyglądał, jakby trzasnął go grom z jasnego nieba.
-J-Ja-Jak??- Wydyszał w głębokim oszołomieniu zielonooki; gdy odzyskał wreszcie głos. Wyszarpnął miecz z jej rany, a ta nawet się nie skrzywiła, nie drgnęła. Dłoń natychmiast się zabliźniła.
-To Czystokrwista z Linii Starszych, Michael... Nie można jej skrzywdzić zwykłą poświęconą stalą- wyjaśniłam niechętnie.
-Fakt, na nich mamy kołki..- powiedział z zastanowieniem. |***|
Budynek Stowarzyszenia; godzinę później...
-Coś ty tu ze sobą przywlokła; Kruk??- Zdumiały Angello zerwał się zza swojego biurka i wbił we mnie niebieskie tęczówki.
-Nie miałam wyjścia; Angello. Ta Senacka wywłoka myślała, że jej się jeszcze ukłonię!- Prychnęłam z nieskrywanym oburzeniem.
-Taa, pocałuj ją jeszcze w dupę do pełni szczęścia- rzucił ironicznie.
-Jeszcze czego. Takiego wała, jak policyjna pała- burknęłam z sarkazmem.
-Nie dość, że użeramy się z miejscowym Rządem, to jeszcze Senat wpierdala się nam między wódkę, a zagrychę... Na Kulawe Aniołki!- Ruszył do drzwi gabinetu, a ja za nim.
Nieznajoma powoli wyciągnęła z kieszeni białej kurtki swój paszport.
-Obywatelstwo?- Spytał Meyer.
-Francuskie, węgierskie i niemieckie- rzuciła znudzona kobieta.
Decker sprawdzał nasze dokumenty.
-Anastasia Mary Forbes, lat szesnaście. Uczennica liceum imienia Królowej Victorii.
-Zgadza się.
-Panna Callisto Anabelle Raven, lat siedemnaście, ta sama szkoła..- uniósł wzrok znad fotografii ze szkolnej legitymacji i spojrzał na mnie.- Niepodobna pani do siebie..
-Och, doprawdy?- Spytałam nieco zaskoczonym tonem.
-Może to przez fryzurę- stwierdził powoli oddając mi dokument.- Pan Michael James Tyler, wiek i szkoła jak wyżej...- Spojrzał na zielonookiego z uwagą.- Bez zastrzeżeń.
-Dziękujemy uprzejmie, miłego wieczoru- Starszy stopniem odchodząc do wozu zasalutował.
-Będąc w podróży podsłyszałam też kilka plotek. Podobno wasz Związek zostawił Stowarzyszenie na pastwę losu- zauważyła, a zza rozciągnietych w jadowitym uśmiechu ust błysnęły kły.
-To raczej nie twoja sprawa, wampirze- odcięłam się spokojnie.
-Nie pyskuj mi; dziewczę- powiedziała matczynym tonem.
-Nie próbuj jej grozić..- Zielonooki skierował czubek ostrza w stronę jej gardła.
-Chcesz mnie uśmiercić? Tym?- Spytała z kpiną, po chwili patrząc mu w twarz, bez najmniejszego grymasu, po którym poznałabym ból, nabiła dłoń na miecz.
Michael zamarł w bezruchu z otwartymi szeroko oczami i ustami, blady jak trup. Wyglądał, jakby trzasnął go grom z jasnego nieba.
-J-Ja-Jak??- Wydyszał w głębokim oszołomieniu zielonooki; gdy odzyskał wreszcie głos. Wyszarpnął miecz z jej rany, a ta nawet się nie skrzywiła, nie drgnęła. Dłoń natychmiast się zabliźniła.
-To Czystokrwista z Linii Starszych, Michael... Nie można jej skrzywdzić zwykłą poświęconą stalą- wyjaśniłam niechętnie.
-Fakt, na nich mamy kołki..- powiedział z zastanowieniem. |***|
Budynek Stowarzyszenia; godzinę później...
-Coś ty tu ze sobą przywlokła; Kruk??- Zdumiały Angello zerwał się zza swojego biurka i wbił we mnie niebieskie tęczówki.
-Nie miałam wyjścia; Angello. Ta Senacka wywłoka myślała, że jej się jeszcze ukłonię!- Prychnęłam z nieskrywanym oburzeniem.
-Taa, pocałuj ją jeszcze w dupę do pełni szczęścia- rzucił ironicznie.
-Jeszcze czego. Takiego wała, jak policyjna pała- burknęłam z sarkazmem.
-Nie dość, że użeramy się z miejscowym Rządem, to jeszcze Senat wpierdala się nam między wódkę, a zagrychę... Na Kulawe Aniołki!- Ruszył do drzwi gabinetu, a ja za nim.
W przedsionku zgromadził się tłum łowców, a salę wypełnił szum szeptów. Wszystkich zastanawiało, czego może chcieć od nas wampirza Rada Główna, zwana potocznie Senatem.
Ramię w ramię z niosącym dokumenty na zebranie Angello zeszliśmy schodami ku ubranej w biel pijawy.
-Łowca Rodu Cheruba; dumny i nieugięty- rzuciła na przywitanie.
Wszyscy ostrzelali kobietę zdumionymi spojrzeniami, zastanawiając się skąd tak dobrze zna charakter przewodniczącego Stowarzyszenia.
-Pani Senator Tower, dobry wieczór- odparł spokojnie Angello.- Zapraszam- rzucił obojętnie wskazując podwójne drzwi jadalni.
Ramię w ramię z niosącym dokumenty na zebranie Angello zeszliśmy schodami ku ubranej w biel pijawy.
-Łowca Rodu Cheruba; dumny i nieugięty- rzuciła na przywitanie.
Wszyscy ostrzelali kobietę zdumionymi spojrzeniami, zastanawiając się skąd tak dobrze zna charakter przewodniczącego Stowarzyszenia.
-Pani Senator Tower, dobry wieczór- odparł spokojnie Angello.- Zapraszam- rzucił obojętnie wskazując podwójne drzwi jadalni.
-Otwieram zebranie Rady Łowczych, mamy dziś kilka spraw do omówienia- rzucił Angello kładąc teki na blacie stołu.- Na początek omówmy sprawę Kwatery Głównej w Berlinie, dlatego oddaję ci głos, Tyler..
-Dzięki; Michael.. Jak wiecie Rządowi zaatakowali niedawno berlińską kwaterę organizacji; a Związek stwierdził, że nie ma ze strony pijawek żadnego zagrożenia- zauważył Mistrz powoli; opierając na stole dłoń, na której środkowym palcu nosił sygnet z emblematem gwiazdy porannej.- Jawna bzdura. Z informacji wynika, że Woroszyłow przekonał wampiry, by te...
-Odrzuciły wolę Senatu; a większość z nich tak właśnie uczyniła- wpadła mu w słowo Tower.
-Otóż to- przytaknął jednooki powoli.- Zarówno naszemu Związkowi, jak i Senatowi bardzo zależy na utrzymaniu jakiegoś ładu..- mówiąc to przewrócił okiem.
-Dałeś się przekabacić; Tyler?- Zdumiał się Felix Moon.
-Skąd- zaprzeczył Mistrz wzruszając ramionami.- Miałbym się nabrać na starą, tanią bajeczkę?- Parsknął ironicznie.- Nawet niemiecka KGS przestała w to wierzyć- zauważył powoli.- Pojawienie się tu Senator Tower to pewnie kolejny pretekst do tego, żebyśmy przestali walczyć i poszli jak barany na rzeź, hm?- Spojrzał prosto w oczy Starszej.
-Obrażając mnie; obrażasz również Senat; Morgenstern; herbu Jutrzenka- oznajmiła Tower chłodno, lecz spokojnie.- Miejscowa Rada Wampirów przynosi nam tylko ujmę.. Ich polityka sprowadza się jedynie do łamania nie tylko Traktatu między nami; ale i do mieszania śmiertelników w sprawy naszego świata, co jednocześnie jest łamaniem naszego prawa. Jeszcze tylko brakuje; żeby ci dowiedzieli się o naszym istnieniu- odparła na zarzuty wampirzyca.- Miałam nadzieję, że zlikwidowanie Corvina przyniesie jakieś skutki i powstrzyma ich dążenie do kolejnej wojny między nami, ale zwyczajnie się myliłam. Z kolei Caius jest tak samo głupi, jak jego poprzednik. Nic nie wskórałam prośbą, zatem muszę przejść do groźby i złożyć Senatowi odpowiedni raport dotyczący całej sprawy- oznajmiła z opanowaniem.- Miejscowe wampiry okrywają całą naszą społeczność hańbą, więc chciałabym złożyć wam propozycję...
-O jakiej "propozycji" mówisz; Tower?- Zapytał zimno Romanow.
Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie; choć wszyscy łowcy obserwowali ją nieufnie.
-Wy zrobicie wszystko, żeby nam pomóc w zażegnaniu konfliktu; a my wycofamy zarzuty wobec Callisto Raven dotyczące zabójstwa Ethana Link.
Odsłoniłam kły warcząc:
-Dobrze wiecie; że nawet gdybym chciała, nie mogłabym zabić Linka- zasyczałam z gniewem.
-Nie robimy niczego dla Senatu; Tower- zawtórował mi chłodno Angello.
-My o tym wiemy; ale nasza społeczność naciska na Senat. Twierdzą, że nie egzekwujemy prawa; Raven- odparła spokojnie.- To moja propozycja; przyjmiecie ją, czy nie to zależy od was; Angello- oznajmiła krótko, wstając.- Powinnam być już w hotelu, zatem przemyślcie sobie to wszystko. Au revoir- rzuciła krótko i zniknęła, a chwilę potem trzasnęły drzwi wejściowe budynku.
-Pieprzony Senat- burknął milczący dotąd Kostenlos, patrząc spode łba na drzwi.
-Cholerne, nadęte pijawy myślące, że wszystko im wolno- zawtórował König równie nieprzychylnie.
Angello siedział spokojnie. Czytając jakiś papier pogrążył się w myślach.
-Ciekawe; co z tego wszystkiego wyniknie- zauważył powoli.
-Zamierzasz przyjąć ich propozycję?- Zapytał Nick- Rozpuszczalnik.
-Najpierw trzeba się dowiedzieć; co tu się w ogóle święci; Nicholas- odparł Angello zamyślony.- Nie sądzę, by można było wierzyć im na słowo..
-Czyli mówisz, że ktoś powinien wyniuchać; co Senat kombinuje?- Zapytałam ostrożnie.
-To byłoby najrozsądniejsze, co moglibyśmy teraz zrobić- odezwała się Hunter.
-W tym wypadku nie wiadomo, co planuje Związek; a tym bardziej Senat- zauważył ojciec Michaela; Armand.
-Nie mamy żadnego punktu odniesienia więc zostały nam przypuszczenia. To; że Związek próbuje porozumieć się z Senatem jest pewne mniej więcej w sześćdziesięciu procentach.
-A gdzie pozostałe czterdzieści?- Spytał rozsądnie Spears.
-Właśnie to jest najbardziej zastanawiająca kwestia..- zauważyłam powoli.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Ostatni dzień października..
Weszłam do pokoju i widząc ucharakteryzowanego Michaela aż jęknęłam z podziwu. Caroline wykonywała już ostatnie poprawki, a Stacia w stroju czarnego anioła przyglądała się z boku z niemałym zainteresowaniem.
-Wygladasz koszmarnie- rzuciła moja kuzynka spoglądając na mnie krytycznie.
-O to właśnie chodzi; mamy Haloween- odparłam kpiąco.
-Jezu, ile jeszcze?- Spytał Michael.
-Momencik...- Caroline odsłoniła lustro.- I jak?- Rzuciła ze śmiechem.
-To na serio ja?- Zdziwiony zielonooki przyglądał się swojemu odbiciu.
-Psychol jak znalazł- Zarechotała Stacia.
-Super- skomentowałam.
-Chodź; aniołku. Twoja kolej- rzuciła do Anastasii.
-Oddaję się twojej psychopatycznej wyobraźni- Stacia uśmiechnęła się wesoło.
-Przynajmniej jedna osoba docenia moje zdolności- Caroline przekrzywiając głowę spojrzała na blondynkę pod kątem.- Cud miód i orzeszki..- powiedziała z zadowoleniem zabierając się do pracy.
-Dzięki; Michael.. Jak wiecie Rządowi zaatakowali niedawno berlińską kwaterę organizacji; a Związek stwierdził, że nie ma ze strony pijawek żadnego zagrożenia- zauważył Mistrz powoli; opierając na stole dłoń, na której środkowym palcu nosił sygnet z emblematem gwiazdy porannej.- Jawna bzdura. Z informacji wynika, że Woroszyłow przekonał wampiry, by te...
-Odrzuciły wolę Senatu; a większość z nich tak właśnie uczyniła- wpadła mu w słowo Tower.
-Otóż to- przytaknął jednooki powoli.- Zarówno naszemu Związkowi, jak i Senatowi bardzo zależy na utrzymaniu jakiegoś ładu..- mówiąc to przewrócił okiem.
-Dałeś się przekabacić; Tyler?- Zdumiał się Felix Moon.
-Skąd- zaprzeczył Mistrz wzruszając ramionami.- Miałbym się nabrać na starą, tanią bajeczkę?- Parsknął ironicznie.- Nawet niemiecka KGS przestała w to wierzyć- zauważył powoli.- Pojawienie się tu Senator Tower to pewnie kolejny pretekst do tego, żebyśmy przestali walczyć i poszli jak barany na rzeź, hm?- Spojrzał prosto w oczy Starszej.
-Obrażając mnie; obrażasz również Senat; Morgenstern; herbu Jutrzenka- oznajmiła Tower chłodno, lecz spokojnie.- Miejscowa Rada Wampirów przynosi nam tylko ujmę.. Ich polityka sprowadza się jedynie do łamania nie tylko Traktatu między nami; ale i do mieszania śmiertelników w sprawy naszego świata, co jednocześnie jest łamaniem naszego prawa. Jeszcze tylko brakuje; żeby ci dowiedzieli się o naszym istnieniu- odparła na zarzuty wampirzyca.- Miałam nadzieję, że zlikwidowanie Corvina przyniesie jakieś skutki i powstrzyma ich dążenie do kolejnej wojny między nami, ale zwyczajnie się myliłam. Z kolei Caius jest tak samo głupi, jak jego poprzednik. Nic nie wskórałam prośbą, zatem muszę przejść do groźby i złożyć Senatowi odpowiedni raport dotyczący całej sprawy- oznajmiła z opanowaniem.- Miejscowe wampiry okrywają całą naszą społeczność hańbą, więc chciałabym złożyć wam propozycję...
-O jakiej "propozycji" mówisz; Tower?- Zapytał zimno Romanow.
Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie; choć wszyscy łowcy obserwowali ją nieufnie.
-Wy zrobicie wszystko, żeby nam pomóc w zażegnaniu konfliktu; a my wycofamy zarzuty wobec Callisto Raven dotyczące zabójstwa Ethana Link.
Odsłoniłam kły warcząc:
-Dobrze wiecie; że nawet gdybym chciała, nie mogłabym zabić Linka- zasyczałam z gniewem.
-Nie robimy niczego dla Senatu; Tower- zawtórował mi chłodno Angello.
-My o tym wiemy; ale nasza społeczność naciska na Senat. Twierdzą, że nie egzekwujemy prawa; Raven- odparła spokojnie.- To moja propozycja; przyjmiecie ją, czy nie to zależy od was; Angello- oznajmiła krótko, wstając.- Powinnam być już w hotelu, zatem przemyślcie sobie to wszystko. Au revoir- rzuciła krótko i zniknęła, a chwilę potem trzasnęły drzwi wejściowe budynku.
-Pieprzony Senat- burknął milczący dotąd Kostenlos, patrząc spode łba na drzwi.
-Cholerne, nadęte pijawy myślące, że wszystko im wolno- zawtórował König równie nieprzychylnie.
Angello siedział spokojnie. Czytając jakiś papier pogrążył się w myślach.
-Ciekawe; co z tego wszystkiego wyniknie- zauważył powoli.
-Zamierzasz przyjąć ich propozycję?- Zapytał Nick- Rozpuszczalnik.
-Najpierw trzeba się dowiedzieć; co tu się w ogóle święci; Nicholas- odparł Angello zamyślony.- Nie sądzę, by można było wierzyć im na słowo..
-Czyli mówisz, że ktoś powinien wyniuchać; co Senat kombinuje?- Zapytałam ostrożnie.
-To byłoby najrozsądniejsze, co moglibyśmy teraz zrobić- odezwała się Hunter.
-W tym wypadku nie wiadomo, co planuje Związek; a tym bardziej Senat- zauważył ojciec Michaela; Armand.
-Nie mamy żadnego punktu odniesienia więc zostały nam przypuszczenia. To; że Związek próbuje porozumieć się z Senatem jest pewne mniej więcej w sześćdziesięciu procentach.
-A gdzie pozostałe czterdzieści?- Spytał rozsądnie Spears.
-Właśnie to jest najbardziej zastanawiająca kwestia..- zauważyłam powoli.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Ostatni dzień października..
Weszłam do pokoju i widząc ucharakteryzowanego Michaela aż jęknęłam z podziwu. Caroline wykonywała już ostatnie poprawki, a Stacia w stroju czarnego anioła przyglądała się z boku z niemałym zainteresowaniem.
-Wygladasz koszmarnie- rzuciła moja kuzynka spoglądając na mnie krytycznie.
-O to właśnie chodzi; mamy Haloween- odparłam kpiąco.
-Jezu, ile jeszcze?- Spytał Michael.
-Momencik...- Caroline odsłoniła lustro.- I jak?- Rzuciła ze śmiechem.
-To na serio ja?- Zdziwiony zielonooki przyglądał się swojemu odbiciu.
-Psychol jak znalazł- Zarechotała Stacia.
-Super- skomentowałam.
-Chodź; aniołku. Twoja kolej- rzuciła do Anastasii.
-Oddaję się twojej psychopatycznej wyobraźni- Stacia uśmiechnęła się wesoło.
-Przynajmniej jedna osoba docenia moje zdolności- Caroline przekrzywiając głowę spojrzała na blondynkę pod kątem.- Cud miód i orzeszki..- powiedziała z zadowoleniem zabierając się do pracy.
-A niech cię Anioł w dupę kopnie...- Szepnęła blondynka pół godziny później przyglądając się swojemu odbiciu.
-Gdzie twoje bryle?- Spytałam Michaela.
-Założyłem soczewki- odparł wyginając usta w uśmiech.
-Teraz wyglądasz, jak totalny psychol- rzuciłam wesoło.
Jego intensywnie zielone tęczówki były, jakby zwieńczeniem tego całego "strasznego makijażu", również strój szlachecki dopełniał zamierzonego efektu. Caroline naprawdę miała szczególny talent do robienia z ludzi "haloweenowych potworów"..
-Czas na najlepszego wampira na całej balandze- Rzuciła z ironią Caro, gdy zajęłam miejsce.
-Gdzie twoje bryle?- Spytałam Michaela.
-Założyłem soczewki- odparł wyginając usta w uśmiech.
-Teraz wyglądasz, jak totalny psychol- rzuciłam wesoło.
Jego intensywnie zielone tęczówki były, jakby zwieńczeniem tego całego "strasznego makijażu", również strój szlachecki dopełniał zamierzonego efektu. Caroline naprawdę miała szczególny talent do robienia z ludzi "haloweenowych potworów"..
-Czas na najlepszego wampira na całej balandze- Rzuciła z ironią Caro, gdy zajęłam miejsce.
-Na Kulawe Aniołki...- westchnęli Michael i Anastasia, gdy Caroline skończyła mój makijaż.
-Piorunujące wrażenie, nie?- Caroline uśmiechnęła się.
-Mega piorunujące- przytaknął Michael.
Wzięliśmy sztuczne miecze; a prawdziwą broń ukryliśmy pod przebraniami. Wiedzieliśmy, że w każdej chwili jakieś ostrze może nam się przydać.
***
Tłum ludzi na sali gimnastycznej. Przekąski i napoje na stołach; oraz muza straciły znaczenie; gdy jedna z dziewczyn szturchnęła swojego partnera i wskazała mnie palcem szepcząc doń coś szybko. Zaraz wszyscy ostrzelali mnie spojrzeniami pełnymi zdumienia, podziwu i zazdrości. Michael, żeby wkurzyć śledzące go chciwym wzrokiem licealistki; szarmancko zaoferował mi ramię; rzucając do ucha:
-Zatańczysz, moja piękna wampirzyco?- uśmiechnął się muskając ustami moje ucho.
-Oczywiście; mój paniczu- odszepnęłam ciągnąc ten mały żarcik.
-Piorunujące wrażenie, nie?- Caroline uśmiechnęła się.
-Mega piorunujące- przytaknął Michael.
Wzięliśmy sztuczne miecze; a prawdziwą broń ukryliśmy pod przebraniami. Wiedzieliśmy, że w każdej chwili jakieś ostrze może nam się przydać.
***
Tłum ludzi na sali gimnastycznej. Przekąski i napoje na stołach; oraz muza straciły znaczenie; gdy jedna z dziewczyn szturchnęła swojego partnera i wskazała mnie palcem szepcząc doń coś szybko. Zaraz wszyscy ostrzelali mnie spojrzeniami pełnymi zdumienia, podziwu i zazdrości. Michael, żeby wkurzyć śledzące go chciwym wzrokiem licealistki; szarmancko zaoferował mi ramię; rzucając do ucha:
-Zatańczysz, moja piękna wampirzyco?- uśmiechnął się muskając ustami moje ucho.
-Oczywiście; mój paniczu- odszepnęłam ciągnąc ten mały żarcik.
Przekąski rozsypane wszędzie, zataczający się lekko licealiści i migdalące się gdzie niegdzie pary nie skupiły mojej uwagi na długo.
-Wszystko gra, Callisto?- Spytał troskliwym szeptem Michael; obejmując mnie mocniej w tańcu.
-Czuję coś dziwnego...- odparłam w zamyśleniu, obracając się w takt muzyki rozejrzałam się po ludziach uważnie. Moją uwagę zwrócił przedzierający się przez tłum chłopak przebrany za zombie.
-Chodźmy się przejść- zaproponował Michael również go obserwując.
-Bardzo chętnie- odszepnęłam, idąc trzymaliśmy się za ręce.
-Wszystko gra, Callisto?- Spytał troskliwym szeptem Michael; obejmując mnie mocniej w tańcu.
-Czuję coś dziwnego...- odparłam w zamyśleniu, obracając się w takt muzyki rozejrzałam się po ludziach uważnie. Moją uwagę zwrócił przedzierający się przez tłum chłopak przebrany za zombie.
-Chodźmy się przejść- zaproponował Michael również go obserwując.
-Bardzo chętnie- odszepnęłam, idąc trzymaliśmy się za ręce.
Chłodne wieczorne powietrze gwałtownie wdarło się do moich wrażliwych płuc sprawiając mi ból. Oczy wypełniły się łzami, które otarłam ostrożnie, by nie zepsuć makijażu. Nasz zombie spacerował przed szkołą gadając z kimś przez telefon.
-Nie podoba mi się ta cała Tower- zagadnął nagle Michael.
-Bezczelna pijawa, która myśli; że wszystko jej wolno- przytaknęłam niechętnie.- Jak wszyscy Arystokraci; przeklęte utrapienie.. Myli się myśląc, że Zrzeszenie zatańczy tak; jak Senat zagra.
-W najlepszym przypadku mistrz wyciągnie "ciotkę Helgę"- rzucił i oboje zarechotaliśmy zgodnie.
Mianem "Cioci Helgi" określaliśmy zdobną w ryty włócznię na Arystokratów- z wytłoczonym na ostrzu znakiem Stowarzyszenia- misternym aniołem Surielem oplecionym łańcuchami z unoszacą się nad lewą dłonią Księżycową Różą. Ktoś zeskoczył z okna na pierwszym piętrze i wylądował za nami.
-Dobry wieczór; paniczu...- Rzuciła Jane, skinęła do mnie głową na powitanie.
-Cześć Jane..- odparliśmy.
-Coś się zmieniło w podziemiu?- Spytał Michael powoli.
-Od kilku znajomych słyszałam, że Pretorianie w Rosji wyszli na powierzchnię i walczą z tamtejszą Radą Krwiopijców, z kolei na Bałkanach Szlachetni zwrócili się o pomoc do Stowarzyszenia, ponieważ tamtejsza Rada morduje kogo popadnie pod zarzutem współpracy z wrogiem. Bez sądu i w ogóle.
-Zapowiada się niezła kaszana..- zauważyłam z namysłem.
To jeszcze nic- odparła płomiennooka, jakby dopiero teraz miała największą petardę w postaci światowych newsów.- W Hiszpanii i Portugalii co godzinę wybuchają między wampirami rozróby, bo cześć jest za Rządem; a cześć za Senatem i bywa, że wyniszczają się nawzajem.
-Uuu... No; ładnie Woroszyłow narozrabiał- stwierdził Michael.- Niegrzeczny wampirek...- rzucił lekko; a ja z trudem powstrzymałam się od śmiechu.
-Tylko u nas jeszcze jest w miarę spokój; choć i to pewnie nie potrwa długo- Jane westchnęła ciężko.- Zwłaszcza, że nie tylko u nas; ale i w innych miastach na świecie giną ludzie.
-Ech... Same problematyczne rewelacje..- westchnął Michael, gdy Jane zniknęła. Rozejrzał się.- Aha, nasz zombiak dziwnie zniknął- stwierdził powoli.
-Ale przyprowadził kumpli..- odparł z boku cichy głos Rafaela, lustrował dwukolorowymi oczami szkolny stadion.
Unikałam go od tamtego wieczora w zrujnowanej posiadłości Cross; kiedy to Link na jakiś czas przejął nad nim władzę; przez co chłopak nieświadomie zabijał ludzi.
Oczy chłopaka przybrały szkarłatną barwę.
-Będzie nie wesoło, jeśli wejdą do szkoły- zauważył Rafael z powagą.
-Team Vampire; co?- Spytała z humorem Stacia i zanim się obejrzeliśmy ruszyła do walki. Bez słowa cała nasza trójka poszła za nią.
-Nie podoba mi się ta cała Tower- zagadnął nagle Michael.
-Bezczelna pijawa, która myśli; że wszystko jej wolno- przytaknęłam niechętnie.- Jak wszyscy Arystokraci; przeklęte utrapienie.. Myli się myśląc, że Zrzeszenie zatańczy tak; jak Senat zagra.
-W najlepszym przypadku mistrz wyciągnie "ciotkę Helgę"- rzucił i oboje zarechotaliśmy zgodnie.
Mianem "Cioci Helgi" określaliśmy zdobną w ryty włócznię na Arystokratów- z wytłoczonym na ostrzu znakiem Stowarzyszenia- misternym aniołem Surielem oplecionym łańcuchami z unoszacą się nad lewą dłonią Księżycową Różą. Ktoś zeskoczył z okna na pierwszym piętrze i wylądował za nami.
-Dobry wieczór; paniczu...- Rzuciła Jane, skinęła do mnie głową na powitanie.
-Cześć Jane..- odparliśmy.
-Coś się zmieniło w podziemiu?- Spytał Michael powoli.
-Od kilku znajomych słyszałam, że Pretorianie w Rosji wyszli na powierzchnię i walczą z tamtejszą Radą Krwiopijców, z kolei na Bałkanach Szlachetni zwrócili się o pomoc do Stowarzyszenia, ponieważ tamtejsza Rada morduje kogo popadnie pod zarzutem współpracy z wrogiem. Bez sądu i w ogóle.
-Zapowiada się niezła kaszana..- zauważyłam z namysłem.
To jeszcze nic- odparła płomiennooka, jakby dopiero teraz miała największą petardę w postaci światowych newsów.- W Hiszpanii i Portugalii co godzinę wybuchają między wampirami rozróby, bo cześć jest za Rządem; a cześć za Senatem i bywa, że wyniszczają się nawzajem.
-Uuu... No; ładnie Woroszyłow narozrabiał- stwierdził Michael.- Niegrzeczny wampirek...- rzucił lekko; a ja z trudem powstrzymałam się od śmiechu.
-Tylko u nas jeszcze jest w miarę spokój; choć i to pewnie nie potrwa długo- Jane westchnęła ciężko.- Zwłaszcza, że nie tylko u nas; ale i w innych miastach na świecie giną ludzie.
-Ech... Same problematyczne rewelacje..- westchnął Michael, gdy Jane zniknęła. Rozejrzał się.- Aha, nasz zombiak dziwnie zniknął- stwierdził powoli.
-Ale przyprowadził kumpli..- odparł z boku cichy głos Rafaela, lustrował dwukolorowymi oczami szkolny stadion.
Unikałam go od tamtego wieczora w zrujnowanej posiadłości Cross; kiedy to Link na jakiś czas przejął nad nim władzę; przez co chłopak nieświadomie zabijał ludzi.
Oczy chłopaka przybrały szkarłatną barwę.
-Będzie nie wesoło, jeśli wejdą do szkoły- zauważył Rafael z powagą.
-Team Vampire; co?- Spytała z humorem Stacia i zanim się obejrzeliśmy ruszyła do walki. Bez słowa cała nasza trójka poszła za nią.
Stacia rozrywała wampiry na strzępy, Rafael używał Mocy, paląc truchła i jednocześnie pozbywał się innych rozrywając im gardła, my sprzątaliśmy po swojemu.
-Ale zajebiste ognisko!.- Jęknął z podziwem jakiś chłopak w przebraniu z horroru.
-Rafael...- zaczęłam kopniakiem odpychając kolejnego wampira, z którego po chwili buchnął płomień.
-Zajmę się tym, spokojnie- odparł paląc kolejnego.- Raczycie wybaczyć...- rzucił uprzejmie. Znikając z pola walki usmażył ostatnich pięciu.
Podchodząc ukryliśmy broń w rękawach strojów. Rafael wciągnął chłopaka za ścianę przy sali muzycznej i oparł go mocno o mur.
-Cze-Czemu masz czerwone oczy?- Przestraszony nieco chłopak zająknął się.
-Co widziałeś?- Zapytał ostro Rafael.
-Jaaa? Ja nic nie...- zaczął przerażony nie na żarty pierwszoroczniak.
-Bujać to my, a nie nas- rzucił Michael ironicznie.
-Popieram- rzuciłam.
-Może by mu tak skopać tyłek..?- Zasugerowała Stacia.
Chłopaczyna rozglądał się po nas wystraszony, kręcąc głową.
-Rafael, nudzi mnie to.. Wcisnij mu cokolwiek, żeby nie chlapnął..- rzuciłam niechętnie; i wraz z Michaelem i Stacią odeszłam.
-Ale zajebiste ognisko!.- Jęknął z podziwem jakiś chłopak w przebraniu z horroru.
-Rafael...- zaczęłam kopniakiem odpychając kolejnego wampira, z którego po chwili buchnął płomień.
-Zajmę się tym, spokojnie- odparł paląc kolejnego.- Raczycie wybaczyć...- rzucił uprzejmie. Znikając z pola walki usmażył ostatnich pięciu.
Podchodząc ukryliśmy broń w rękawach strojów. Rafael wciągnął chłopaka za ścianę przy sali muzycznej i oparł go mocno o mur.
-Cze-Czemu masz czerwone oczy?- Przestraszony nieco chłopak zająknął się.
-Co widziałeś?- Zapytał ostro Rafael.
-Jaaa? Ja nic nie...- zaczął przerażony nie na żarty pierwszoroczniak.
-Bujać to my, a nie nas- rzucił Michael ironicznie.
-Popieram- rzuciłam.
-Może by mu tak skopać tyłek..?- Zasugerowała Stacia.
Chłopaczyna rozglądał się po nas wystraszony, kręcąc głową.
-Rafael, nudzi mnie to.. Wcisnij mu cokolwiek, żeby nie chlapnął..- rzuciłam niechętnie; i wraz z Michaelem i Stacią odeszłam.
-Na pewno to dobry pomysł zostawić ich samych?- Zapytał niepewnie zielonooki.
-Nic się nie przejmuj. Ten pierwszoroczniak nie jest w typie żadnego Czystokrwistego- odparłam wzruszając ramionami.
-Skąd możesz wiedzieć; że Krzyżanowski nie jest jakiś... no, tego...- Michael urwał odrobinę zażenowany.
-Homo, chciałeś powiedzieć?- Spytałam spoglądając nań z ukosa.- Zapewniam cię; że nie jest pe... Homoseksualistą- poprawiłam, żeby nie użyć potocznego określenia uznawanego za wysoce obraźliwe.
-Kto jest pedałem?- Zapytał Paul za nami, z grubej rury.
-Jeśli już to homoseksualistą. Tolerancja, mówi to panu coś; panie Tanner?- burknęła Vitto.
-Jeśli ktoś w tej szkole jest homo; chcę o tym wiedzieć, żeby omijać go szerokim łukiem- powiedział niewinnie Paul.
-Nikt nie jest pedałem; zaszło nieporozumienie...- odparłam, żeby udobruchać profesor Vitto.
Rafael wrócił na potańcówkę w trochę lepszym, niż wcześniej, humorze. Natychmiast poprosił swoją partnerkę na parkiet.
-Ciekawe skąd oni się biorą- zauważył w zamyśleniu zielonooki.
-Mnie też to dziwi, skoro nie ma u nas zaginięć- odparł Paul wolno, w tym momencie jego ramienia uwiesiła się Cora.
-O czym gadacie?- Rzuciła. Była już lekko na bani, na co wskazywało roześmiane spojrzenie.
-Tak sobie gadamy- odparł Paul lekceważąco, poprawiając kostium kostuchy.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Następnego dnia..
Od Jaspera dowiedziałam się, że Angello wezwał nas do swojego gabinetu. Zakładałam białą koszulkę z nadrukiem anielskich skrzydeł, między którymi był jakiś napis, a Michael doprowadzał się do porządku- powoli założył na nos okulary i przeciągnął się.
-Zaraz przyjdziemy, Jasper- rzuciłam narzucając na ramiona bluzę.
-Jest sobota... Czwarta rano...- Jęknął Michael niemrawo wygrzebując się z ciepłej pościeli. Zaczął szukać ciuchów na podłodze.- O, rany; zaraz mi łeb pęknie..- Jęknął zbolałym głosem.
-Nieźle dałeś wczoraj w palnik- zauważyłam przyglądając się z troską jego zmarnowanej postaci. Przysunęłam dłoń do jego twarzy.
-Jak cudownie...- wymruczał rozmarzony.- Już nigdy więcej nie tknę wódki...
-Tak, tak... Zawsze tak mówisz- rzuciłam z ironią.
-Jesteś złośliwa- powiedział z uśmiechem przytulając mnie.
-A ty jeszcze pod wpływem- odcięłam się, odwzajemniając uśmiech pocałowałam go lekko. Ubrał się i poszliśmy do gabinetu Angello.
-Nic się nie przejmuj. Ten pierwszoroczniak nie jest w typie żadnego Czystokrwistego- odparłam wzruszając ramionami.
-Skąd możesz wiedzieć; że Krzyżanowski nie jest jakiś... no, tego...- Michael urwał odrobinę zażenowany.
-Homo, chciałeś powiedzieć?- Spytałam spoglądając nań z ukosa.- Zapewniam cię; że nie jest pe... Homoseksualistą- poprawiłam, żeby nie użyć potocznego określenia uznawanego za wysoce obraźliwe.
-Kto jest pedałem?- Zapytał Paul za nami, z grubej rury.
-Jeśli już to homoseksualistą. Tolerancja, mówi to panu coś; panie Tanner?- burknęła Vitto.
-Jeśli ktoś w tej szkole jest homo; chcę o tym wiedzieć, żeby omijać go szerokim łukiem- powiedział niewinnie Paul.
-Nikt nie jest pedałem; zaszło nieporozumienie...- odparłam, żeby udobruchać profesor Vitto.
Rafael wrócił na potańcówkę w trochę lepszym, niż wcześniej, humorze. Natychmiast poprosił swoją partnerkę na parkiet.
-Ciekawe skąd oni się biorą- zauważył w zamyśleniu zielonooki.
-Mnie też to dziwi, skoro nie ma u nas zaginięć- odparł Paul wolno, w tym momencie jego ramienia uwiesiła się Cora.
-O czym gadacie?- Rzuciła. Była już lekko na bani, na co wskazywało roześmiane spojrzenie.
-Tak sobie gadamy- odparł Paul lekceważąco, poprawiając kostium kostuchy.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Następnego dnia..
Od Jaspera dowiedziałam się, że Angello wezwał nas do swojego gabinetu. Zakładałam białą koszulkę z nadrukiem anielskich skrzydeł, między którymi był jakiś napis, a Michael doprowadzał się do porządku- powoli założył na nos okulary i przeciągnął się.
-Zaraz przyjdziemy, Jasper- rzuciłam narzucając na ramiona bluzę.
-Jest sobota... Czwarta rano...- Jęknął Michael niemrawo wygrzebując się z ciepłej pościeli. Zaczął szukać ciuchów na podłodze.- O, rany; zaraz mi łeb pęknie..- Jęknął zbolałym głosem.
-Nieźle dałeś wczoraj w palnik- zauważyłam przyglądając się z troską jego zmarnowanej postaci. Przysunęłam dłoń do jego twarzy.
-Jak cudownie...- wymruczał rozmarzony.- Już nigdy więcej nie tknę wódki...
-Tak, tak... Zawsze tak mówisz- rzuciłam z ironią.
-Jesteś złośliwa- powiedział z uśmiechem przytulając mnie.
-A ty jeszcze pod wpływem- odcięłam się, odwzajemniając uśmiech pocałowałam go lekko. Ubrał się i poszliśmy do gabinetu Angello.
-Dzień dobry, Angello- rzuciłam ziewając.
-Cześć, przepraszam; że wyrwałem was tak wcześnie z łóżka- odparł uprzejmie.
-Coś się zmieniło?- Spytał Michael.
Przewodniczący przesunął po blacie biurka białą kopertę.
-Senat przysłał to wczoraj; adresowane do was.
-Ciekawe, co oni kombinują...- powiedział podejrzliwie Michael otwierając list.
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Wyciągnąłem kartonik i obróciłem go w palcach.
-To zaproszenie- zauważyła Callisto ze zdziwieniem.
Otworzyłem je i przebiegłem wzrokiem po literach.
-Zapraszają nas na zebranie Senatu?- Zdziwiony spojrzałem na Angello.
-Tyrone dzwonił; że zaprosili łowców ze wszystkich kwater głównych- odparł z namysłem; wyciągając ze srebrnego pudełka papierosa, zapalił powoli.- Sam się zastanawiam, czy można im zaufać; czy to tylko pretekst do osiągnięcia ich własnych celów..- zauważył, strząsnął popiół na popielniczkę.
-Coś w tym jest..- zgodziłem się zamyślony.- Raczej trudno uwierzyć; że Senat byłby skory do pozbycia się swoich pupilków- zauważyłem wolno.
Callisto przysłuchiwała się rozmowie w milczeniu, pogrążona w myślach.
-Mnie to wszystko śmierdzi jakimś podstępem; Angello- powiedziała powoli, wpatrzona w noc za oknem.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-Szachownica znów jest niespokojna...- zauważyłam w zamyśleniu.
-Masz jakiś plan; Kruk?- Zapytał niebieskooki upijając łyk mocnej kawy.
-Pierwsze i najważniejsze to obczaić; co zamierza Senat; dopiero potem można myśleć o planie A- odparłam, przeczesując dłonią włosy.- Że spróbują kombinować pod naszym nosem; jest niemal pewne, więc trzeba być bardzo ostrożnym. Senat składa się z dwulicowych wampirów; dlatego nie powinniśmy zbytnio na nich polegać...
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Geografia...
Temat omawiany na zajeciach nie ciekawił mnie ani odrobinę i nawet nie starałam się tego ukrywać.
-Raven. Widzę; że moja lekcja zdaje ci się złem koniecznym- zauważył pan Zimmer, spoglądając na mnie krytycznie znad szkieł okularów.
-Skądże; ja bardzo lubię słuchać, jak pan opowiada o górach i w ogóle- skłamałam z przymilnym uśmiechem.
-Zatem na czym stanęło?- Zapytał nie kupując mojego taniego kłamstewka.
Ostrzelana spojrzeniami grupy powtórzyłam słowo w słowo ostatnie trzy zdania nauczyciela.
-Cóż..- powiedział nieco zmieszany Zimmer; a cała reszta przyglądała mi się dziwnie.- Wygląda na to; że masz wyjątkowo podzielną uwagę; Raven.. Rodriguez; pobudka- rzucił spoglądając na barczystego Hiszpana.
Paul szturchnął go dyskretnie.
-C-Co jest?- Spytał trochę nieprzytomnie Vincent.
-Domyślam się, że miał pan ciężką noc; ale radziłbym nie odsypiać jej na mojej lekcji; jeśli chce pan w przyszłości znaleźć odpowiednie miejsce na podróż poślubną- zauważył z ironią Zimmer.
-Dziękuję, że mogę na pana liczyć, profesorze- odpowiedział Vincent uprzejmie.
Historia..
-Renesans przywędrował do Europy z Włoch...- mówił dalej Bergmann omawiając kolejną epokę z historii świata.
Znów odpłynęłam do spraw Stowarzyszenia.
Czemu zapraszają zastępców ze wszystkich kwater, zamiast przewodniczących? Co lub kto, tak naprawdę, jest celem Senatu? Dlaczego Związek i Senat trzymają tę samą stronę? I czemu właściwie tak bardzo wszystkim zależy, żebym zniknęła?
××××××××××××××××××××××××××××
-Cześć, przepraszam; że wyrwałem was tak wcześnie z łóżka- odparł uprzejmie.
-Coś się zmieniło?- Spytał Michael.
Przewodniczący przesunął po blacie biurka białą kopertę.
-Senat przysłał to wczoraj; adresowane do was.
-Ciekawe, co oni kombinują...- powiedział podejrzliwie Michael otwierając list.
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Wyciągnąłem kartonik i obróciłem go w palcach.
-To zaproszenie- zauważyła Callisto ze zdziwieniem.
Otworzyłem je i przebiegłem wzrokiem po literach.
-Zapraszają nas na zebranie Senatu?- Zdziwiony spojrzałem na Angello.
-Tyrone dzwonił; że zaprosili łowców ze wszystkich kwater głównych- odparł z namysłem; wyciągając ze srebrnego pudełka papierosa, zapalił powoli.- Sam się zastanawiam, czy można im zaufać; czy to tylko pretekst do osiągnięcia ich własnych celów..- zauważył, strząsnął popiół na popielniczkę.
-Coś w tym jest..- zgodziłem się zamyślony.- Raczej trudno uwierzyć; że Senat byłby skory do pozbycia się swoich pupilków- zauważyłem wolno.
Callisto przysłuchiwała się rozmowie w milczeniu, pogrążona w myślach.
-Mnie to wszystko śmierdzi jakimś podstępem; Angello- powiedziała powoli, wpatrzona w noc za oknem.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-Szachownica znów jest niespokojna...- zauważyłam w zamyśleniu.
-Masz jakiś plan; Kruk?- Zapytał niebieskooki upijając łyk mocnej kawy.
-Pierwsze i najważniejsze to obczaić; co zamierza Senat; dopiero potem można myśleć o planie A- odparłam, przeczesując dłonią włosy.- Że spróbują kombinować pod naszym nosem; jest niemal pewne, więc trzeba być bardzo ostrożnym. Senat składa się z dwulicowych wampirów; dlatego nie powinniśmy zbytnio na nich polegać...
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Geografia...
Temat omawiany na zajeciach nie ciekawił mnie ani odrobinę i nawet nie starałam się tego ukrywać.
-Raven. Widzę; że moja lekcja zdaje ci się złem koniecznym- zauważył pan Zimmer, spoglądając na mnie krytycznie znad szkieł okularów.
-Skądże; ja bardzo lubię słuchać, jak pan opowiada o górach i w ogóle- skłamałam z przymilnym uśmiechem.
-Zatem na czym stanęło?- Zapytał nie kupując mojego taniego kłamstewka.
Ostrzelana spojrzeniami grupy powtórzyłam słowo w słowo ostatnie trzy zdania nauczyciela.
-Cóż..- powiedział nieco zmieszany Zimmer; a cała reszta przyglądała mi się dziwnie.- Wygląda na to; że masz wyjątkowo podzielną uwagę; Raven.. Rodriguez; pobudka- rzucił spoglądając na barczystego Hiszpana.
Paul szturchnął go dyskretnie.
-C-Co jest?- Spytał trochę nieprzytomnie Vincent.
-Domyślam się, że miał pan ciężką noc; ale radziłbym nie odsypiać jej na mojej lekcji; jeśli chce pan w przyszłości znaleźć odpowiednie miejsce na podróż poślubną- zauważył z ironią Zimmer.
-Dziękuję, że mogę na pana liczyć, profesorze- odpowiedział Vincent uprzejmie.
Historia..
-Renesans przywędrował do Europy z Włoch...- mówił dalej Bergmann omawiając kolejną epokę z historii świata.
Znów odpłynęłam do spraw Stowarzyszenia.
Czemu zapraszają zastępców ze wszystkich kwater, zamiast przewodniczących? Co lub kto, tak naprawdę, jest celem Senatu? Dlaczego Związek i Senat trzymają tę samą stronę? I czemu właściwie tak bardzo wszystkim zależy, żebym zniknęła?
××××××××××××××××××××××××××××
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz