-Nie jestem do końca pewien; bo miał zasłoniętą twarz; ale być może to wasz Simon- odezwałem się powoli.
W tej chwili od kościoła dało się słyszeć francuską pieśń żałobną. Cała grupa wymieniła zdziwione spojrzenia na widok idącego ku nam szafirowookiego młodzieńca w granatowym dwurzędowym płaszczu.
Undertaker zachichotał z czegoś idąc z dłońmi w kieszeniach.
-Co tam; Undertaker?- Rzuciłem z ironią ku zbliżającemu się.
-Cześć, Płomień. Mam kilka interesujących wieści- oznajmił Sebastian, przystając przeciągnął się z lubością.
-Czyżby od kolejnego twojego gościa?- Spytałem przewracając oczami.
Nagle z dębu ktoś zeskoczył. Spojrzałem przez ramię na Luciana Mikaelisa.
-Tak jakby- powiedział z ironicznym chichotem Undertaker.
-Co znaczy "tak jakby"? Przywieźli do was żywego trupa?- Spytał Lucian; a ja parsknąłem śmiechem.
-Jakby to ująć... Mój gość też był bardzo zaskoczony; że obudził się w trumnie- odpowiedział Roberts uśmiechając się wesoło.- Ale zdecydowanie najlepszą minę miał mój szef- wyobraziłem sobie zdziwienie starego Danielsa i wszyscy buchnęliśmy śmiechem; a Max i reszta patrzyli na nas ze zdumieniem.
-Co z tymi newsami; Undertaker?- Spytał Lucian zwracając rozmowę na właściwe tory.
-Newsy, z których śmiało możnaby zrobić wieczorne wydanie wiadomości- Stwierdził po namyśle Undertaker.- Mój "żywy denat" był nawet bardzo rozmowny. Powiedział, że nie pamięta, żadnego swojego włamu do kościoła, co więcej nie wie też o niczym, co dotyczyło "Serafa"; prócz jednego szczegółu..
-Jakiego?- Zapytałem powoli, choć przeczucie mówiło mi, że będzie ciekawie.
-Pewnej kobiety nazwiskiem Night- powiedział Undertaker uśmiechając się zagadkowo. -A kto to taki?- Spytał powoli czarnooki.
-W tym problem; bo okazało się, że owa Elena Night tak naprawdę nie istnieje- Undertaker wzruszył ramionami.
-Czyli mówisz; że on albo udaje świra, albo mówi prawdę; a nasza "pani lipa" posłużyła sie fałszywym nazwiskiem- wywnioskował Lucian powoli.
-Na pewno coś w tym siedzi..- oznajmiłem zamyślony patrząc w dal.
Max nagle drgnął, jakby dopiero co się obudził.
-Możesz powtórzyć to nazwisko?- Zapytał nagle.
-Elena Night; a co?- Undertaker spojrzał na nieznajomego blondyna nieprzychylnie.
Diana w tym samym momencie upiła łyk z puszki i zaczęła się dusić. Lucian przyskoczył do niej i walnął ją mocno między łopatki.
-Dz.. Dzięki- wysapała z ulgą, ocierając załzawione oczy.- Mówiłam ci; Max..- Wypiła duszkiem resztę piwa.- -Mówiłam; że ona mi się nie podoba- wyrzuciła mu pretensjonalnie.
-A skąd niby miałem wiedzieć? Nie jestem alfą i omegą; do cholery.
-Wydawało mi się, czy ktoś wypowiedział nazwisko Night?- Zapytał cichy głos z góry.
Diana i Max nagle przestali się kłócić i spojrzeli na konar dębu. Podążyłem za ich wzrokiem.
Na gałęzi opierając się o pień stał ubrany na czarno młody mężczyzna; obracając w palcach długi sztylet.
-Noire..! Co ty, u diabła odstawiasz?!- Zapytał Max wściekłym tonem, gdy ochłonął z szoku.- Gdzieś ty, się do cholery podziewał..??! Wiesz, jakiego napędziłeś nam stracha?!!
Stojący na drzewie młodzieniec bardzo powoli zsunął z twarzy szal i patrząc prosto w oczy Maxa uśmiechnął się ledwie zauważalnie, żeby jeszcze bardziej wytrącić tamtego z równowagi.
-I to ma być twoje słynne nie przejmowanie się niczym?- Zapytał drwiąco i zrobił krok w powietrze. Po chwili wylądował w przyklęku i wstając przeszedł obok mnie; mówiąc:
-Pozdrów ode mnie swoją przyszłą żonkę; Płomień- rzucił z uśmiechem; klepiąc mnie po ramieniu, jakbyśmy znali się od dawna, a nie od zaledwie trzech minut.
-Pozdrowię. Chwała Aniołowi- Rzuciłem na pożegnanie.
-A Jego dzieciom oręż- pożegnał się uprzejmie, a Diana i towarzyszący jej chłopcy spoglądali na nas zaskoczeni.
Noire z dłońmi w kieszeniach grubej bluzy ruszył parkiem ku zachodniej części miasta.
Diana otworzyła z psyknięciem drugie piwo. Usiadła na odśnieżonej ławce i popijała w milczeniu; rozmyślając nad czymś.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Pięć dni do koncertu Suriel's Grave... Późny wieczór; w pobliżu kościoła Świętej Trójcy.
Dziś było nas sześcioro: ja, Devon, Caroline; Jasper, Romanow i Amber. Callisto musiała sobie odpuścić polowanie; ponieważ ostatnio trochę gorzej się czuła.
Szliśmy w zupełnej ciszy; zresztą wcześniejsza rozmowa niezbyt się kleiła. Zastanawiałem się; czemu wampirom zależy na "Ostatnim Serafie". Najpierw Féu; teraz, prawdopodobnie, ta Night.. I te wszystkie dziwne wydarzenia mające miejsce w mieście...
-Czemu tak was to interesuje..?- Mruknąłem z zastanowieniem do swych myśli.
Rozmawiałem na ten temat również z Lucianem.
W tej chwili od kościoła dało się słyszeć francuską pieśń żałobną. Cała grupa wymieniła zdziwione spojrzenia na widok idącego ku nam szafirowookiego młodzieńca w granatowym dwurzędowym płaszczu.
Undertaker zachichotał z czegoś idąc z dłońmi w kieszeniach.
-Co tam; Undertaker?- Rzuciłem z ironią ku zbliżającemu się.
-Cześć, Płomień. Mam kilka interesujących wieści- oznajmił Sebastian, przystając przeciągnął się z lubością.
-Czyżby od kolejnego twojego gościa?- Spytałem przewracając oczami.
Nagle z dębu ktoś zeskoczył. Spojrzałem przez ramię na Luciana Mikaelisa.
-Tak jakby- powiedział z ironicznym chichotem Undertaker.
-Co znaczy "tak jakby"? Przywieźli do was żywego trupa?- Spytał Lucian; a ja parsknąłem śmiechem.
-Jakby to ująć... Mój gość też był bardzo zaskoczony; że obudził się w trumnie- odpowiedział Roberts uśmiechając się wesoło.- Ale zdecydowanie najlepszą minę miał mój szef- wyobraziłem sobie zdziwienie starego Danielsa i wszyscy buchnęliśmy śmiechem; a Max i reszta patrzyli na nas ze zdumieniem.
-Co z tymi newsami; Undertaker?- Spytał Lucian zwracając rozmowę na właściwe tory.
-Newsy, z których śmiało możnaby zrobić wieczorne wydanie wiadomości- Stwierdził po namyśle Undertaker.- Mój "żywy denat" był nawet bardzo rozmowny. Powiedział, że nie pamięta, żadnego swojego włamu do kościoła, co więcej nie wie też o niczym, co dotyczyło "Serafa"; prócz jednego szczegółu..
-Jakiego?- Zapytałem powoli, choć przeczucie mówiło mi, że będzie ciekawie.
-Pewnej kobiety nazwiskiem Night- powiedział Undertaker uśmiechając się zagadkowo. -A kto to taki?- Spytał powoli czarnooki.
-W tym problem; bo okazało się, że owa Elena Night tak naprawdę nie istnieje- Undertaker wzruszył ramionami.
-Czyli mówisz; że on albo udaje świra, albo mówi prawdę; a nasza "pani lipa" posłużyła sie fałszywym nazwiskiem- wywnioskował Lucian powoli.
-Na pewno coś w tym siedzi..- oznajmiłem zamyślony patrząc w dal.
Max nagle drgnął, jakby dopiero co się obudził.
-Możesz powtórzyć to nazwisko?- Zapytał nagle.
-Elena Night; a co?- Undertaker spojrzał na nieznajomego blondyna nieprzychylnie.
Diana w tym samym momencie upiła łyk z puszki i zaczęła się dusić. Lucian przyskoczył do niej i walnął ją mocno między łopatki.
-Dz.. Dzięki- wysapała z ulgą, ocierając załzawione oczy.- Mówiłam ci; Max..- Wypiła duszkiem resztę piwa.- -Mówiłam; że ona mi się nie podoba- wyrzuciła mu pretensjonalnie.
-A skąd niby miałem wiedzieć? Nie jestem alfą i omegą; do cholery.
-Wydawało mi się, czy ktoś wypowiedział nazwisko Night?- Zapytał cichy głos z góry.
Diana i Max nagle przestali się kłócić i spojrzeli na konar dębu. Podążyłem za ich wzrokiem.
Na gałęzi opierając się o pień stał ubrany na czarno młody mężczyzna; obracając w palcach długi sztylet.
-Noire..! Co ty, u diabła odstawiasz?!- Zapytał Max wściekłym tonem, gdy ochłonął z szoku.- Gdzieś ty, się do cholery podziewał..??! Wiesz, jakiego napędziłeś nam stracha?!!
Stojący na drzewie młodzieniec bardzo powoli zsunął z twarzy szal i patrząc prosto w oczy Maxa uśmiechnął się ledwie zauważalnie, żeby jeszcze bardziej wytrącić tamtego z równowagi.
-I to ma być twoje słynne nie przejmowanie się niczym?- Zapytał drwiąco i zrobił krok w powietrze. Po chwili wylądował w przyklęku i wstając przeszedł obok mnie; mówiąc:
-Pozdrów ode mnie swoją przyszłą żonkę; Płomień- rzucił z uśmiechem; klepiąc mnie po ramieniu, jakbyśmy znali się od dawna, a nie od zaledwie trzech minut.
-Pozdrowię. Chwała Aniołowi- Rzuciłem na pożegnanie.
-A Jego dzieciom oręż- pożegnał się uprzejmie, a Diana i towarzyszący jej chłopcy spoglądali na nas zaskoczeni.
Noire z dłońmi w kieszeniach grubej bluzy ruszył parkiem ku zachodniej części miasta.
Diana otworzyła z psyknięciem drugie piwo. Usiadła na odśnieżonej ławce i popijała w milczeniu; rozmyślając nad czymś.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Pięć dni do koncertu Suriel's Grave... Późny wieczór; w pobliżu kościoła Świętej Trójcy.
Dziś było nas sześcioro: ja, Devon, Caroline; Jasper, Romanow i Amber. Callisto musiała sobie odpuścić polowanie; ponieważ ostatnio trochę gorzej się czuła.
Szliśmy w zupełnej ciszy; zresztą wcześniejsza rozmowa niezbyt się kleiła. Zastanawiałem się; czemu wampirom zależy na "Ostatnim Serafie". Najpierw Féu; teraz, prawdopodobnie, ta Night.. I te wszystkie dziwne wydarzenia mające miejsce w mieście...
-Czemu tak was to interesuje..?- Mruknąłem z zastanowieniem do swych myśli.
Rozmawiałem na ten temat również z Lucianem.
Dzień przed opisanymi wydarzeniami; drugi stycznia.
-Nawet; gdyby Serafa odnaleziono mógłby stwarzać zagrożenie dla znalazcy- Lucian obracał na stoliku ozdobną szklaneczkę z drinkiem.
Spotkaliśmy się w Marghericie i rozmawialiśmy. Jego słowa nawet mnie zaciekawiły; dlatego zapytałem:
-Niby z jakiego powodu ta broń jest aż tak niebezpieczna?- Zacząłem ostrożnie.
-Callisto nie powiedziała ci; co stało się z ostatnim 'właścicielem'?- Zapytał z przebiegłym uśmiechem.
-Przecież wiesz, że Cally nie wierzy w żadne legendy- oburuszyłem się. Upiłem łyk cappucino i spojrzałem nań z zainteresowaniem.- Może ty mi o tym opowiesz?- Spytałem z ironią.
Lucian nagle spoważniał i rozejrzał się po kawiarni; czy nikt nie podsłuchuje.
-Musisz przysiąc; że nikt się o tym nie dowie. To największa tajemnica Rodu Kruka- oznajmił przyciszonym szeptem.
-Przysięgam- odparłem z powagą patrząc w jego czarne oczy.- Zatem; o co chodzi z Serafem.?
Lucian zapatrzył się na zimowy krajobraz za oknem. Długie minuty panowało między nami milczenie.
-Legenda mówi; że pierwszy Raven w uczciwym rycerskim pojedynku zabił poprzedniego właściciela broni.- Odezwał się z namysłem.- Jak pewnie wiesz, rycerze w takich okolicznościach przejmowali broń pokonanego i tak stało się w tym przypadku. Podobno właściciel zanim zmarł powiedział: "Ten laurys wykuli trzej archaniołowie w ogniu niebios. Łączy on w sobie trzy cnoty: wiarę; prawdę i posłuszeństwo. Tylko ktoś, kto służy innym może być jego panem.."- Zacytował.- Nie bez powodu broń w ciągu wieków była przyczyną kilkunastu niewyjaśnionych zgonów.
-Tego właśnie nie łapię. Jak kawał drewna i stali mógłby decydować o czyimś życiu lub śmierci?- Zapytałem spokojnie.
-Wiesz, kto według rodowego mitu; wykuł Serafa?- Zapytał uśmiechając się delikatnie.
-Nie mam pojęcia. Oświeć mnie; jesli łaska- stwierdziłem odrobinę niecierpliwie.
-Trzech upadłych archaniołów: Samael; Razjel i; wasz łowczy patron: Suriel. Jak mówi legenda; Suriel, choć upadł, nadal był w łaskach Boga. Broń została potem poświęcona przez Najwyższego rangą archanioła..
-Przez TEGO Archanioła..?- Ze zdumienia rozdziawiłem usta.
-Owszem- przytaknął Mikaelis spokojnie.- Dlatego właśnie Seraf wybierał sobie pana. Natomiast co do ostatniego właściciela, który był posiadaczem laurysa w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym został on po długich torturach rozstrzelany przez Niemców; jednak zanim zginął przeszmuglował tajemniczą paczkę. Czy był to Seraf; nie wiadomo; pewne jest tylko to, że broń skradziono podczas ostatniej wojny.
-A adresat tej przesyłki?- Zapytałem zamyślony.
-Był proboszczem parafii Świętej Trójcy.
-Czyli broń teoretycznie wróciła na miejsce- zauważyłem wolno.
-Skąd to stwierdzenie?- Mikaelis wbił we mnie podejrzliwe spojrzenie.
-Z tego; co wiem to najstarszy budynek w mieście wzniesiony na prośbę samego Corvinusa- odparłem spokojnie.- Gdybym był na jego miejscu; to tam Seraf byłby najbezpieczniejszy.
Gabriel Mikaelis; anioł Rodu Kruka.
Znów wspomnienie mojego pierwszego panicza...
Na dwa dni przed swą śmiercią przekazał mi, żebym strzegł tej tajemnicy- abym przysiągł: cokolwiek miałoby się wydarzyć; że będę milczał, gdyby ktokolwiek pytał mnie o to; co ukrył w tajemniczej, podziemnej skrytce kościoła Świętej Trójcy, gdyby ktoś przypadkowo ją znalazł. Jednak nie wspomniał ni słowem, czym jest ów przedmiot-depozyt.
Czy naprawdę mógłby być to Ostatni Seraf? Czy Płomień ma rację; sądząc że od dawna zaginiony podwójny topór wrócił na swoje miejsce.?
-Co tak ucichłeś; Mikaelis?- Zapytał właściciel jasnozielnych oczu.
-Twoja teoria jest bardzo zastanawiająca- zauważyłem pijąc drinka.
-Co w tym zastanawiającego? Zaczął lekko zdziwiony, przyglądając mi się.
Nikomu nie wspomnij nawet słowem o tej skrytce. Wyciągnięsz ją, dopiero gdy będzie naprawdę potrzebna.. Kiedy to się stanie; zdecydujesz sam- znów słowa mojego pierwszego panicza...
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Czarnooki dopił drinka i wstał.
-Po prostu mi zaufaj- oznajmił, po czym pożegnał się i zniknął za drzwiami kawiarni.
Kończąc cappucino rozmyślałem, co sprawiło; że Mikaelis popędził nie wiadomo dokąd.
-Nawet; gdyby Serafa odnaleziono mógłby stwarzać zagrożenie dla znalazcy- Lucian obracał na stoliku ozdobną szklaneczkę z drinkiem.
Spotkaliśmy się w Marghericie i rozmawialiśmy. Jego słowa nawet mnie zaciekawiły; dlatego zapytałem:
-Niby z jakiego powodu ta broń jest aż tak niebezpieczna?- Zacząłem ostrożnie.
-Callisto nie powiedziała ci; co stało się z ostatnim 'właścicielem'?- Zapytał z przebiegłym uśmiechem.
-Przecież wiesz, że Cally nie wierzy w żadne legendy- oburuszyłem się. Upiłem łyk cappucino i spojrzałem nań z zainteresowaniem.- Może ty mi o tym opowiesz?- Spytałem z ironią.
Lucian nagle spoważniał i rozejrzał się po kawiarni; czy nikt nie podsłuchuje.
-Musisz przysiąc; że nikt się o tym nie dowie. To największa tajemnica Rodu Kruka- oznajmił przyciszonym szeptem.
-Przysięgam- odparłem z powagą patrząc w jego czarne oczy.- Zatem; o co chodzi z Serafem.?
Lucian zapatrzył się na zimowy krajobraz za oknem. Długie minuty panowało między nami milczenie.
-Legenda mówi; że pierwszy Raven w uczciwym rycerskim pojedynku zabił poprzedniego właściciela broni.- Odezwał się z namysłem.- Jak pewnie wiesz, rycerze w takich okolicznościach przejmowali broń pokonanego i tak stało się w tym przypadku. Podobno właściciel zanim zmarł powiedział: "Ten laurys wykuli trzej archaniołowie w ogniu niebios. Łączy on w sobie trzy cnoty: wiarę; prawdę i posłuszeństwo. Tylko ktoś, kto służy innym może być jego panem.."- Zacytował.- Nie bez powodu broń w ciągu wieków była przyczyną kilkunastu niewyjaśnionych zgonów.
-Tego właśnie nie łapię. Jak kawał drewna i stali mógłby decydować o czyimś życiu lub śmierci?- Zapytałem spokojnie.
-Wiesz, kto według rodowego mitu; wykuł Serafa?- Zapytał uśmiechając się delikatnie.
-Nie mam pojęcia. Oświeć mnie; jesli łaska- stwierdziłem odrobinę niecierpliwie.
-Trzech upadłych archaniołów: Samael; Razjel i; wasz łowczy patron: Suriel. Jak mówi legenda; Suriel, choć upadł, nadal był w łaskach Boga. Broń została potem poświęcona przez Najwyższego rangą archanioła..
-Przez TEGO Archanioła..?- Ze zdumienia rozdziawiłem usta.
-Owszem- przytaknął Mikaelis spokojnie.- Dlatego właśnie Seraf wybierał sobie pana. Natomiast co do ostatniego właściciela, który był posiadaczem laurysa w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym został on po długich torturach rozstrzelany przez Niemców; jednak zanim zginął przeszmuglował tajemniczą paczkę. Czy był to Seraf; nie wiadomo; pewne jest tylko to, że broń skradziono podczas ostatniej wojny.
-A adresat tej przesyłki?- Zapytałem zamyślony.
-Był proboszczem parafii Świętej Trójcy.
-Czyli broń teoretycznie wróciła na miejsce- zauważyłem wolno.
-Skąd to stwierdzenie?- Mikaelis wbił we mnie podejrzliwe spojrzenie.
-Z tego; co wiem to najstarszy budynek w mieście wzniesiony na prośbę samego Corvinusa- odparłem spokojnie.- Gdybym był na jego miejscu; to tam Seraf byłby najbezpieczniejszy.
Gabriel Mikaelis; anioł Rodu Kruka.
Znów wspomnienie mojego pierwszego panicza...
Na dwa dni przed swą śmiercią przekazał mi, żebym strzegł tej tajemnicy- abym przysiągł: cokolwiek miałoby się wydarzyć; że będę milczał, gdyby ktokolwiek pytał mnie o to; co ukrył w tajemniczej, podziemnej skrytce kościoła Świętej Trójcy, gdyby ktoś przypadkowo ją znalazł. Jednak nie wspomniał ni słowem, czym jest ów przedmiot-depozyt.
Czy naprawdę mógłby być to Ostatni Seraf? Czy Płomień ma rację; sądząc że od dawna zaginiony podwójny topór wrócił na swoje miejsce.?
-Co tak ucichłeś; Mikaelis?- Zapytał właściciel jasnozielnych oczu.
-Twoja teoria jest bardzo zastanawiająca- zauważyłem pijąc drinka.
-Co w tym zastanawiającego? Zaczął lekko zdziwiony, przyglądając mi się.
Nikomu nie wspomnij nawet słowem o tej skrytce. Wyciągnięsz ją, dopiero gdy będzie naprawdę potrzebna.. Kiedy to się stanie; zdecydujesz sam- znów słowa mojego pierwszego panicza...
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Czarnooki dopił drinka i wstał.
-Po prostu mi zaufaj- oznajmił, po czym pożegnał się i zniknął za drzwiami kawiarni.
Kończąc cappucino rozmyślałem, co sprawiło; że Mikaelis popędził nie wiadomo dokąd.
Powoli wróciłem do rzeczywistości i zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim od początku...
Czyżbym nieświadomie podsunął mu jakiś pomysł? A może on wie zdecydowanie więcej, niż chciałby mi powiedzieć?- Przyszło mi nagle do głowy.
W tym samym momencie odbiłem cios Krwawego Ostrza i uchyliłem się przed kolejnym atakiem. Na twarzy mojego przeciwnika odpierającego cios pojawił się wyraz lekkiego zaskoczenia. Wampir zrobił unik; a ja ruszyłem nań z bronią. Z uliczki wyszła dziewczyna. Postać szła wolno wbijając wzrok w płyty chodnika z futerałem na gitarę na plecach. Wampir wyczuł swoją szansę. Obaj wystartowaliśmy do dziewczyny.
W tej samej chwili rozpoznałem Dianę. Poślizgnąłem się na oblodzonej nawierzchni i, gdyby nie Devon, wleciałbym w zaspę. Skinąłem i pobiegłem dalej.
Czyżbym nieświadomie podsunął mu jakiś pomysł? A może on wie zdecydowanie więcej, niż chciałby mi powiedzieć?- Przyszło mi nagle do głowy.
W tym samym momencie odbiłem cios Krwawego Ostrza i uchyliłem się przed kolejnym atakiem. Na twarzy mojego przeciwnika odpierającego cios pojawił się wyraz lekkiego zaskoczenia. Wampir zrobił unik; a ja ruszyłem nań z bronią. Z uliczki wyszła dziewczyna. Postać szła wolno wbijając wzrok w płyty chodnika z futerałem na gitarę na plecach. Wampir wyczuł swoją szansę. Obaj wystartowaliśmy do dziewczyny.
W tej samej chwili rozpoznałem Dianę. Poślizgnąłem się na oblodzonej nawierzchni i, gdyby nie Devon, wleciałbym w zaspę. Skinąłem i pobiegłem dalej.
Kilkanaście metrów i trzy zakręty później...
-Gold; uważaj!!- Krzyknąłem za nią ostrzegawczo, wiedząc; że nie zdążę do niej dotrzeć.
Wtedy ktoś tuż za nią wyskoczył przez płot na lewo od Diany, która wyjmując z uszu słuchawki. Odwróciła się powoli; w samą porę, by ujrzeć obracającą się w proch postać wampira;
Jej obrońca równie nagle jak się pojawił; tak szybko gdzieś znikł.
-Za...- zaczęła z rozszerzonymi z przerażenia oczami.
Odskoczyłem na bok i robiąc pirueta rozciąłem wampira mieczem na pół.
-Jednego Szlachetnego mniej- mruknąłem zakrywając oczy przed rozwiewającym się piachem. Ukrywając miecz w pochwie pod rękawem szybko podszedłem i podtrzymałem Dianę w pionie. Doprowadziłem ją do wiaty najbliższego przystanku autobusowego i posadziłem na ławeczce.
-Wszystko gra?- Zapytałem ją cicho.
-Co to było...?- Zaczęła patrząc na mnie na równi przestraszona i oszołomiona.
-Nieważne. Najważniejsze, że nic ci się nie stało- odparłem wolno.
-Nie pleć bzdur. Wyciągniętym nie wiadomo skąd mieczem zabiłeś potwora; który zmienił się w piasek; i to ma być niby takie nic?!.- Zapytała ze złością.
-Czemu włóczysz się po nocach bez kolegów z zespołu?- Zapytałem powoli.
Diana przeczesała nastroszoną fryzurę wbijając wzrok w swoje buty.
-Od kilku ludzi słyszałam o ciekawym miejscu i chciałam się tam przejść- wzruszyła ramionami.
-Jakim miejscu?- Spytałem zaskoczony. Odrobinę mi to nie pasowało.
-Wołają na to Dom Strachu; czy coś w tym stylu- stwierdziła powoli.- Tak w sumie chciałam pobyć trochę sama... Spróbować coś napisać i w ogóle..
-Ty mówisz o zrujnowanej posiadłości Crossów- przypominałem sobie.
-Wiesz gdzie to jest?- Zaczęła spoglądając na mnie z nadzieją.
-Naprawdę chcesz tam iść?- Zapytałem wolno.- To teren zalesiony; a w promieniu pięciu kilometrów nikt nie mieszka- zauważyłem, próbując ją jakoś odwieść od pójścia w to "ciekawe miejsce".
-Serio..?- Zapytała zaciekawiona, gapiąc się na mnie iskrzącymi oczami.
-Co; jeśli się zgubisz w tej głuszy?- Spytałem rozsądnie.
Dobrze, że żaden idiota nie wspomniał o ruinach Katedry w dużym parku za kościołem farnym- przeszło mi przez głowę.
-No; jeszcze tego by brakowało..- prychnąłem z irytacją do swych myśli.
-Hm?- Zamyślona czerwonowłosa spojrzała na mnie całkiem przytomnie.
-Nie, nic. Głośno myślę- odparłem normalnym tonem.
-Jesteś zamyślony; Michael- zauważyła przyglądając mi się uważnie.
-To nic takiego- odparłem patrząc na migające w oddali światła miasta.
-Martwisz się o nią; prawda?- Zaczęła cicho.
-Naprawdę kochasz tego tępaka; Maxa?- Odpowiedziałem pytaniem.
Diana nagle zamilkła. Przez długą chwilę wpatrywała się w skrzący się w świetle latarni ulicznej śnieg.
-Sama już nie wiem..- westchnęła ciężko.- Kiedyś Max był inny, a teraz.. Naprawdę nic już nie wiem..- odezwała się po długiej ciszy z rezygnacją.
-A Noire?- Spytałem ostrożnie.
-Właściwie czemu pytasz o Simona?- Nagle coś sobie przypominała.- Dziwnie się ostatnio pożegnaliście- zauważyła z namysłem.- Zaraz..
-Amber ciężka jesteś, złaź już ze mnie..- burknął niezadowolonym szeptem Romanow.
-Widzisz tam coś?- Zapytała szybko Caroline.
-Płomień gdzieś wsiąkł, a...- zawtórował jej Devon. -Płomień dołączy później- stwierdził Porter spokojnie.- Chodźmy stąd, nie chcę być spisany trzeci raz w ciagu tygodnia przez te szuje- oznajmił z niechęcią.
W tym momencie kraniec głowy Amber wychynął zza wysokiego muru; lecz dziewczyna nagle straciła podparcie. Usłyszałem jej ciche przekleństwo.
-Gwiazda- rzucił szybko głos Jaspera.
-A mnie to już nie ma kto ratować- burknął Vładimir trochę zły.
Usłyszałem kroki odchodzącej grupy łowców.
-Więc twój Simon nie mówił ci; dlaczego posiada broń.?
-Nigdy go nie pytałam. Nie obchodziło mnie to- odparła spokojnie.- Zresztą nie jestem wścibska- dodała obronnym tonem.
-Ale ja nie powiedziałem, że jesteś- zastopowałem powoli, patrząc na nią z boku.
-A ty i Callisto? Zauważyłam; że nie spuszczasz z niej oka- stwierdziła wolno.
-Z Cally?- Spytałem lekko.- Jesteśmy zaręczeni, więc..- tak mnie tym zaskoczyła, że nie wiedziałem, co powiedzieć.
-Gratulacje- Rzuciła z lekkim uśmiechem.- To sobie zgarnęła przystojniaka- szturchnęła mnie przyjaźnie.
-Wcale nie jestem aż tak przystojny, ale dzięki- odparłem wbijając wzrok w swoje ubłocone buty. Dziwnie się czułem słysząc taki komplement od innej dziewczyny, niż Callisto.
-Jesteś zbyt skromny- powiedziała ze śmiechem.
-Czy to podryw?- Spytałem z ironią; dałem jej szturchańca na znak; że żartuję.
-Zajętych nie ruszam- odparła wesoło.- To, jak? Powiesz mi gdzie ten Dom Strachu?- Zaczęła pytająco.
-Niech ci będzie...- I zacząłem tłumaczyć jej drogę.
***
Gabriel Mikaelis; anioł Rodu Kruka.
-Nawet nie masz pojęcia, jakim geniuszem jesteś, Płomień..- mruknąłem zamyślony, przekradając się pod osłoną nocy ku tylnemu wejściu do kościoła Świętej Trójcy.
Musiałem tam wejść... Upewnić się; czy ten śmiertelnik wywiązał się z umowy, a "Seraf" wrócił na miejsce.
Nie powiedziałem młodemu Płomieniowi całej prawdy, a tylko jej część. Ów Niemiec; o którym wspomniałem podczas naszej rozmowy przypadkiem dowiedział się, kim naprawdę jestem i zawarł ze mną układ- ja zrobię coś dla niego, a on dla mnie.
-Powinieneś smażyć się w piekle; Schwarz..- mruknąłem rozglądając się niespokojnie.
W pobliżu ni żywej duszy. Wślizgnąłem się do kościoła przez uchylone drzwi będąc wdzięczny konserwatorowi zabytków za to; że nie pozwolił ich wymienić na nowe.
-Gold; uważaj!!- Krzyknąłem za nią ostrzegawczo, wiedząc; że nie zdążę do niej dotrzeć.
Wtedy ktoś tuż za nią wyskoczył przez płot na lewo od Diany, która wyjmując z uszu słuchawki. Odwróciła się powoli; w samą porę, by ujrzeć obracającą się w proch postać wampira;
Jej obrońca równie nagle jak się pojawił; tak szybko gdzieś znikł.
-Za...- zaczęła z rozszerzonymi z przerażenia oczami.
Odskoczyłem na bok i robiąc pirueta rozciąłem wampira mieczem na pół.
-Jednego Szlachetnego mniej- mruknąłem zakrywając oczy przed rozwiewającym się piachem. Ukrywając miecz w pochwie pod rękawem szybko podszedłem i podtrzymałem Dianę w pionie. Doprowadziłem ją do wiaty najbliższego przystanku autobusowego i posadziłem na ławeczce.
-Wszystko gra?- Zapytałem ją cicho.
-Co to było...?- Zaczęła patrząc na mnie na równi przestraszona i oszołomiona.
-Nieważne. Najważniejsze, że nic ci się nie stało- odparłem wolno.
-Nie pleć bzdur. Wyciągniętym nie wiadomo skąd mieczem zabiłeś potwora; który zmienił się w piasek; i to ma być niby takie nic?!.- Zapytała ze złością.
-Czemu włóczysz się po nocach bez kolegów z zespołu?- Zapytałem powoli.
Diana przeczesała nastroszoną fryzurę wbijając wzrok w swoje buty.
-Od kilku ludzi słyszałam o ciekawym miejscu i chciałam się tam przejść- wzruszyła ramionami.
-Jakim miejscu?- Spytałem zaskoczony. Odrobinę mi to nie pasowało.
-Wołają na to Dom Strachu; czy coś w tym stylu- stwierdziła powoli.- Tak w sumie chciałam pobyć trochę sama... Spróbować coś napisać i w ogóle..
-Ty mówisz o zrujnowanej posiadłości Crossów- przypominałem sobie.
-Wiesz gdzie to jest?- Zaczęła spoglądając na mnie z nadzieją.
-Naprawdę chcesz tam iść?- Zapytałem wolno.- To teren zalesiony; a w promieniu pięciu kilometrów nikt nie mieszka- zauważyłem, próbując ją jakoś odwieść od pójścia w to "ciekawe miejsce".
-Serio..?- Zapytała zaciekawiona, gapiąc się na mnie iskrzącymi oczami.
-Co; jeśli się zgubisz w tej głuszy?- Spytałem rozsądnie.
Dobrze, że żaden idiota nie wspomniał o ruinach Katedry w dużym parku za kościołem farnym- przeszło mi przez głowę.
-No; jeszcze tego by brakowało..- prychnąłem z irytacją do swych myśli.
-Hm?- Zamyślona czerwonowłosa spojrzała na mnie całkiem przytomnie.
-Nie, nic. Głośno myślę- odparłem normalnym tonem.
-Jesteś zamyślony; Michael- zauważyła przyglądając mi się uważnie.
-To nic takiego- odparłem patrząc na migające w oddali światła miasta.
-Martwisz się o nią; prawda?- Zaczęła cicho.
-Naprawdę kochasz tego tępaka; Maxa?- Odpowiedziałem pytaniem.
Diana nagle zamilkła. Przez długą chwilę wpatrywała się w skrzący się w świetle latarni ulicznej śnieg.
-Sama już nie wiem..- westchnęła ciężko.- Kiedyś Max był inny, a teraz.. Naprawdę nic już nie wiem..- odezwała się po długiej ciszy z rezygnacją.
-A Noire?- Spytałem ostrożnie.
-Właściwie czemu pytasz o Simona?- Nagle coś sobie przypominała.- Dziwnie się ostatnio pożegnaliście- zauważyła z namysłem.- Zaraz..
-Amber ciężka jesteś, złaź już ze mnie..- burknął niezadowolonym szeptem Romanow.
-Widzisz tam coś?- Zapytała szybko Caroline.
-Płomień gdzieś wsiąkł, a...- zawtórował jej Devon. -Płomień dołączy później- stwierdził Porter spokojnie.- Chodźmy stąd, nie chcę być spisany trzeci raz w ciagu tygodnia przez te szuje- oznajmił z niechęcią.
W tym momencie kraniec głowy Amber wychynął zza wysokiego muru; lecz dziewczyna nagle straciła podparcie. Usłyszałem jej ciche przekleństwo.
-Gwiazda- rzucił szybko głos Jaspera.
-A mnie to już nie ma kto ratować- burknął Vładimir trochę zły.
Usłyszałem kroki odchodzącej grupy łowców.
-Więc twój Simon nie mówił ci; dlaczego posiada broń.?
-Nigdy go nie pytałam. Nie obchodziło mnie to- odparła spokojnie.- Zresztą nie jestem wścibska- dodała obronnym tonem.
-Ale ja nie powiedziałem, że jesteś- zastopowałem powoli, patrząc na nią z boku.
-A ty i Callisto? Zauważyłam; że nie spuszczasz z niej oka- stwierdziła wolno.
-Z Cally?- Spytałem lekko.- Jesteśmy zaręczeni, więc..- tak mnie tym zaskoczyła, że nie wiedziałem, co powiedzieć.
-Gratulacje- Rzuciła z lekkim uśmiechem.- To sobie zgarnęła przystojniaka- szturchnęła mnie przyjaźnie.
-Wcale nie jestem aż tak przystojny, ale dzięki- odparłem wbijając wzrok w swoje ubłocone buty. Dziwnie się czułem słysząc taki komplement od innej dziewczyny, niż Callisto.
-Jesteś zbyt skromny- powiedziała ze śmiechem.
-Czy to podryw?- Spytałem z ironią; dałem jej szturchańca na znak; że żartuję.
-Zajętych nie ruszam- odparła wesoło.- To, jak? Powiesz mi gdzie ten Dom Strachu?- Zaczęła pytająco.
-Niech ci będzie...- I zacząłem tłumaczyć jej drogę.
***
Gabriel Mikaelis; anioł Rodu Kruka.
-Nawet nie masz pojęcia, jakim geniuszem jesteś, Płomień..- mruknąłem zamyślony, przekradając się pod osłoną nocy ku tylnemu wejściu do kościoła Świętej Trójcy.
Musiałem tam wejść... Upewnić się; czy ten śmiertelnik wywiązał się z umowy, a "Seraf" wrócił na miejsce.
Nie powiedziałem młodemu Płomieniowi całej prawdy, a tylko jej część. Ów Niemiec; o którym wspomniałem podczas naszej rozmowy przypadkiem dowiedział się, kim naprawdę jestem i zawarł ze mną układ- ja zrobię coś dla niego, a on dla mnie.
-Powinieneś smażyć się w piekle; Schwarz..- mruknąłem rozglądając się niespokojnie.
W pobliżu ni żywej duszy. Wślizgnąłem się do kościoła przez uchylone drzwi będąc wdzięczny konserwatorowi zabytków za to; że nie pozwolił ich wymienić na nowe.
Szedłem cicho i ostrożnie; by stukotem butów nie zdradzić swej obecności. Powoli ruszyłem do głównego ołtarza.
Zdjąłem wisior z kluczem i przykleknąłem przy ambonie, w podstawie której znajdował się pasujący doń zamek. Wsunąłem klucz w otwór i przekręciłem wstrzymując na chwilę oddech.
Zapadnia pode mną otworzyła się i wylądowałem na pierwszym stopniu schodów do podziemi.
Wyciągnąłem wisior i zakładając go na szyję zszedłem w ciemność słysząc za sobą zamykające się wejście...
***
Wyciągnąłem z kieszeni benzynową zapalniczkę i po chwili nikły płomień oświetlił nieco egipskie ciemności. Nie czułem się dobrze w mroku- nie bałem się: nic z tych rzeczy- po prostu ciemne pomieszczenia przypominały mi tamtą noc; gdy panicz Cristopher i jego żona oraz ich córka...
Otrząsnąłem się szybko z tych ponurych wspomnień i skręciłem w lewe rozgałęzienie; gdy nagle usłyszałem wołanie o ratunek, przeplatane wiazanką oryginalnych przekleństw.
-Co jest, na Wszystkie Chóry Niebios?- Zdumiałem się na głos; biegnąc w tamtą stronę.
Zdjąłem wisior z kluczem i przykleknąłem przy ambonie, w podstawie której znajdował się pasujący doń zamek. Wsunąłem klucz w otwór i przekręciłem wstrzymując na chwilę oddech.
Zapadnia pode mną otworzyła się i wylądowałem na pierwszym stopniu schodów do podziemi.
Wyciągnąłem wisior i zakładając go na szyję zszedłem w ciemność słysząc za sobą zamykające się wejście...
***
Wyciągnąłem z kieszeni benzynową zapalniczkę i po chwili nikły płomień oświetlił nieco egipskie ciemności. Nie czułem się dobrze w mroku- nie bałem się: nic z tych rzeczy- po prostu ciemne pomieszczenia przypominały mi tamtą noc; gdy panicz Cristopher i jego żona oraz ich córka...
Otrząsnąłem się szybko z tych ponurych wspomnień i skręciłem w lewe rozgałęzienie; gdy nagle usłyszałem wołanie o ratunek, przeplatane wiazanką oryginalnych przekleństw.
-Co jest, na Wszystkie Chóry Niebios?- Zdumiałem się na głos; biegnąc w tamtą stronę.
-Jezu; ale wpadłeś człowieku...- Jęknąłem.
-Bardzo zabawne; Mikaelis- burknął Undertaker wściekły.- Wyciagnij mnie stąd łaskawie; bo za parę godzin mam pogrzeb; a muszę się jeszcze przespać...
-Jak się tu znalazłeś?- Wyciągnąłem go ze sterty kości w jakiejś zapomnianej piwnicy grobowej i pomogłem mu utrzymać się na nogach.
-Pojęcia nie mam; żebyś mnie zabił- rzucił swój słynny ironiczny tekst.- Chyba ktoś mnie tu zepchnął; zobacz- ruchem głowy wskazał na sufit; gdzie mieściło się drugie zejście do podziemi z drabinką.
Sebastian miał to szczęście, że był; jak kot- zawsze spadał na cztery łapy.
-Co robiłeś przy dzwonach?- Zacząłem zaskoczony.
-Kradłem je; kurrwa- odburknął. Był wręcz wkurzony tą dziwną sytuacją.- Księdzu proboszczowi kot spierdolił; widziałem tam skurwiela i już miałem go złapać; gdy wylądowałem.. Gdzie my w ogóle jesteśmy...?- Zapytał powoli.
-Pod kościołem w tunelach- odparłem.
W tejże chwili tuż obok nas usłyszałem brzęk łańcuchów i zawodzenie. Zjawa spojrzała wprost na mnie. Undertaker zbladł, jak ściana gapiąc się na widmową twarz postaci odzianej w średniowieczny strój rycerski.
-"Jak gdyby środkiem wojska przeszedł Anioł Śmierci..."- Ostatnie dwa słowa wymówił tonem głębokiej pogardy.
-To ja jestem Aniołem Śmierci, zbłąkana duszo- oznajmiłem po łacinie.
Upiorny dźwięk łańcuchów zamarł, a dotychczas puste oczy żołnierza przybrały czerwoną barwę.
Undertaker za mną zaczął kląć uchylając się przed latającymi piszczelami, które tuż pod murem za nami złożyły się w napis:
-Bardzo zabawne; Mikaelis- burknął Undertaker wściekły.- Wyciagnij mnie stąd łaskawie; bo za parę godzin mam pogrzeb; a muszę się jeszcze przespać...
-Jak się tu znalazłeś?- Wyciągnąłem go ze sterty kości w jakiejś zapomnianej piwnicy grobowej i pomogłem mu utrzymać się na nogach.
-Pojęcia nie mam; żebyś mnie zabił- rzucił swój słynny ironiczny tekst.- Chyba ktoś mnie tu zepchnął; zobacz- ruchem głowy wskazał na sufit; gdzie mieściło się drugie zejście do podziemi z drabinką.
Sebastian miał to szczęście, że był; jak kot- zawsze spadał na cztery łapy.
-Co robiłeś przy dzwonach?- Zacząłem zaskoczony.
-Kradłem je; kurrwa- odburknął. Był wręcz wkurzony tą dziwną sytuacją.- Księdzu proboszczowi kot spierdolił; widziałem tam skurwiela i już miałem go złapać; gdy wylądowałem.. Gdzie my w ogóle jesteśmy...?- Zapytał powoli.
-Pod kościołem w tunelach- odparłem.
W tejże chwili tuż obok nas usłyszałem brzęk łańcuchów i zawodzenie. Zjawa spojrzała wprost na mnie. Undertaker zbladł, jak ściana gapiąc się na widmową twarz postaci odzianej w średniowieczny strój rycerski.
-"Jak gdyby środkiem wojska przeszedł Anioł Śmierci..."- Ostatnie dwa słowa wymówił tonem głębokiej pogardy.
-To ja jestem Aniołem Śmierci, zbłąkana duszo- oznajmiłem po łacinie.
Upiorny dźwięk łańcuchów zamarł, a dotychczas puste oczy żołnierza przybrały czerwoną barwę.
Undertaker za mną zaczął kląć uchylając się przed latającymi piszczelami, które tuż pod murem za nami złożyły się w napis:
- Dies irae venturus est
-"Dzień gniewu nadchodzi"? Co to znaczy?- Zapytał Undertaker z zaskoczeniem.
-Znasz łacinę?- Zdziwiłem się.
-Ledwie parę słów- odparł wzruszając ramionami.- O co tu, do cholery, chodzi; Gabriel??
Spojrzałem w ciemny wylot tunelu prowadzącego ku skrytce, mówiąc:
-Sam chciałbym to wiedzieć; Undertaker- oznajmiłem zamyślonym tonem.
-Dokąd idziesz?- Zapytał jakby chciał mnie zatrzymać.
-Wyprowadzić cię stąd?- Rzuciłem spoglądając nań przez ramię.- Mówiłeś, że chcesz się jeszcze przekimać...
-Wątpię, czy w ogóle zasnę po tym wszystkim- ruchem głowy wskazał napis ułożony z gnatów.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
-A ty nie idziesz?- Zdziwił się Undertaker.
-Mam jeszcze coś do zrobienia- odparłem po prostu, znikając w ciemnych korytarzach.
Wiedziałem, że Sebastian nie będzie pytał o nic.
-Znasz łacinę?- Zdziwiłem się.
-Ledwie parę słów- odparł wzruszając ramionami.- O co tu, do cholery, chodzi; Gabriel??
Spojrzałem w ciemny wylot tunelu prowadzącego ku skrytce, mówiąc:
-Sam chciałbym to wiedzieć; Undertaker- oznajmiłem zamyślonym tonem.
-Dokąd idziesz?- Zapytał jakby chciał mnie zatrzymać.
-Wyprowadzić cię stąd?- Rzuciłem spoglądając nań przez ramię.- Mówiłeś, że chcesz się jeszcze przekimać...
-Wątpię, czy w ogóle zasnę po tym wszystkim- ruchem głowy wskazał napis ułożony z gnatów.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
-A ty nie idziesz?- Zdziwił się Undertaker.
-Mam jeszcze coś do zrobienia- odparłem po prostu, znikając w ciemnych korytarzach.
Wiedziałem, że Sebastian nie będzie pytał o nic.
Delikatnie wyciągnąłem ze ściany kilka cegieł, oświetlając otwór płomieniem zapalniczki.
Ostrożnie wyciągnąłem ozdobną szkatułę i wstrzymując oddech otworzyłem ją...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Zamarłam z rogalikiem w pół drogi do ust i niewidzącym wzrokiem utkwionym w stronie czasopisma.
Przed oczami stanął mi obraz płaskiej szkatuły z wyrytym na wieku lecącym krukiem z kluczem w szponach i ozdobnymi złotymi okuciami; w którym spoczywała... Legendarna broń Corvinusa; w której istnienie nie wierzyłam.
-On istnieje...- Wyszeptałam ochryple.- Ostatni Seraf istnieje...
Ostrożnie wyciągnąłem ozdobną szkatułę i wstrzymując oddech otworzyłem ją...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Zamarłam z rogalikiem w pół drogi do ust i niewidzącym wzrokiem utkwionym w stronie czasopisma.
Przed oczami stanął mi obraz płaskiej szkatuły z wyrytym na wieku lecącym krukiem z kluczem w szponach i ozdobnymi złotymi okuciami; w którym spoczywała... Legendarna broń Corvinusa; w której istnienie nie wierzyłam.
-On istnieje...- Wyszeptałam ochryple.- Ostatni Seraf istnieje...
Przeddzień koncertu, czwartek; siódmy stycznia.
-Mademoiselle Raven; mogłaby pani nie jeść na mojej lekcji?- Zapytała po francusku profesor Maxime.
-Ouï, madame professeur.. Przepraszam- odparłam uprzejmie, cofając palce od leżącej na ławce paczki paprykowych czipsów.
-Mademoiselle Gold- rzuciła krótko Maxime, a ze stolika na tyłach klasy rozległ się potężny metaliczny huk.
-Je ne sais pas..- wymruczała Diana podnosząc się z podłogi.
Kilka nazwisk później...
-Sand..
-Obecna; chciałabym zgłosić nieprzygotowanie- Sheila uśmiechnęła się przymilnie. -Standardowo- skwitowała nauczycielka.- Star.
-Bon-szczur- rzucił ironicznie Malcolm przekręcając francuskie powitanie; a cała grupa z trudem powstrzymała się od rechotu.
-Tanner- odczytała kolejne nazwisko Maxime.
Z krzesła za mną rozległo się chrapanie.
-Tanner; w stołówce dają brownie- szepnęłam mu do ucha.
Paul zerwał się na równe nogi; rzucając z uciechą:
-Zamawiam!- Na widok dziwnego wzroku Maxime i śmiechów reszty usiadł, a chwilę potem na mojej ławce pojawił się rulonik.
Rozwinęłam go i spojrzałam na linijkę tekstu: Zjedz śledzia i spływaj; Raven.
-Dobranoc; monsieur Tanner- rzuciła Maxime z udawaną uprzejmością.
-Naprawdę chciałbym, madame professeur- mruknął z ironią.
××××××××××××××××××××××××
Piątek; ósmego stycznia przywitał nas wyjątkowo piękną i ciepłą pogodą. Michael wiążąc na szyi krawat stwierdził z rozmarzeniem:
-Oby wieczorem też było tak ładnie- wymruczał muskając ustami tatuaż na mojej szyi.
-Pogodynka twierdziła; że kilka następnych dni będzie okej- odparłam przewracając oczami. Delikatnie odebrałam ustami ciastko z kremem i z zadowoleniem zaczęłam je chrupać.- Jeśli się roztyję; to będzie tylko i wyłącznie twoja wina- oznajmiłam udając naburmuszoną.
-Zawsze będę cię uwielbiał. Nawet ciut większą- Uśmiechnął się dając mi całusa.
-Już jestem wielką Kolubryną i boję się, co będzie "po"- powiedziałam z naciskiem spoglądając nań zmrużonymi oczami.
-"Po" będzie nas troje- Szepnął przytulając mnie z uczuciem. -A skąd możesz wiedzieć, czy nie mam bliźniaków?- Spytałam spoglądając nań z ukosa.
-Podwójne szczęście? Czemu nie?- odpowiedział ze śmiechem z iskrzącymi zza szkieł okularów oczami. -Czubek- Szturchnęłam go udając obrażoną.- Naprawdę chciałbyś dwa kolejne diablątka?- Rzuciłam ironicznie.
-Jeśli byłyby równie piękne; jak moja Świruska..- zawiesił na chwilę głos i znów zobaczyłam ten jego seksowny półuśmiech.- Ciekawe, czy to będzie chłopak...- rozmarzył się.
-Chciałbyś; co?- Spytałam z ironią.- W mojej rodzinie zawsze przeważały dziewczynki; ha!- Rzuciłam tryumfalnie.
-A twoi wujkowie?- Spytał spoglądając na mnie "podejrzliwie".
-To jakieś mutanty- zażartowałam konspiracyjnym szeptem.
-Kto jest mutantem?- Zapytał w tym momencie wujek Jonathan opierając się o framugę drzwi; a mój chrzestny i wujek Alec patrzyli na nas z zainteresowaniem.
-Nikt ważny- odparłam lekceważąco.
-Nasza bratanica już o poranku tryska humorem. Podejrzane- Stwierdził drugi z kolei, Alec.
-Bardzo podejrzane- przytaknął powoli brunet, imieniem Jonathan.
-Serio podejrzane- Dodał z przekonaniem mój ojciec chrzestny, czyli wujek Luca.
-Nie mówiłam?- Szepnęłam do Michaela; który zachichotał w odpowiedzi.
-Co to za sekret?- Zapytali z zaciekawieniem, przyglądając się nam uważnie.
-Może kiedyś wam powiemy- odparłam zdawkowo.- Teraz jednak edukacja wzywa; pa tymczasem- rzuciliśmy na pożegnanie odchodząc.
-To naprawdę, naprawdę intrygująca sprawa- usłyszałam za sobą głos mojego chrzestnego.
***
Geografia..
-Raven- rzucił Zimmer odczytując listę obecności. Podniósł oczy znad dziennika; a ja zamarłam z batonikiem w ręku.- Smacznego, młoda damo- dodał z przekąsem.
-Przepraszam...- Odparłam z przymilnym uśmieszkiem; odkładając jedzenie na stolik.
-Słyszałem; że ostatnio dość często zdarza się pani jeść na zajęciach- zauważył wolno, a kilka osób zachichotało złośliwie.
Na szybko przeliczyłam sytuacje typu "smacznego; Raven" i było ich zdecydowanie więcej, niż wcześniej sądziłam.
-Eee... No... Czasem mi się zdarza; profesorze...- powiedziałam nieco zakłopotana natarczywym wzrokiem nauczyciela.
-Mademoiselle Raven; mogłaby pani nie jeść na mojej lekcji?- Zapytała po francusku profesor Maxime.
-Ouï, madame professeur.. Przepraszam- odparłam uprzejmie, cofając palce od leżącej na ławce paczki paprykowych czipsów.
-Mademoiselle Gold- rzuciła krótko Maxime, a ze stolika na tyłach klasy rozległ się potężny metaliczny huk.
-Je ne sais pas..- wymruczała Diana podnosząc się z podłogi.
Kilka nazwisk później...
-Sand..
-Obecna; chciałabym zgłosić nieprzygotowanie- Sheila uśmiechnęła się przymilnie. -Standardowo- skwitowała nauczycielka.- Star.
-Bon-szczur- rzucił ironicznie Malcolm przekręcając francuskie powitanie; a cała grupa z trudem powstrzymała się od rechotu.
-Tanner- odczytała kolejne nazwisko Maxime.
Z krzesła za mną rozległo się chrapanie.
-Tanner; w stołówce dają brownie- szepnęłam mu do ucha.
Paul zerwał się na równe nogi; rzucając z uciechą:
-Zamawiam!- Na widok dziwnego wzroku Maxime i śmiechów reszty usiadł, a chwilę potem na mojej ławce pojawił się rulonik.
Rozwinęłam go i spojrzałam na linijkę tekstu: Zjedz śledzia i spływaj; Raven.
-Dobranoc; monsieur Tanner- rzuciła Maxime z udawaną uprzejmością.
-Naprawdę chciałbym, madame professeur- mruknął z ironią.
××××××××××××××××××××××××
Piątek; ósmego stycznia przywitał nas wyjątkowo piękną i ciepłą pogodą. Michael wiążąc na szyi krawat stwierdził z rozmarzeniem:
-Oby wieczorem też było tak ładnie- wymruczał muskając ustami tatuaż na mojej szyi.
-Pogodynka twierdziła; że kilka następnych dni będzie okej- odparłam przewracając oczami. Delikatnie odebrałam ustami ciastko z kremem i z zadowoleniem zaczęłam je chrupać.- Jeśli się roztyję; to będzie tylko i wyłącznie twoja wina- oznajmiłam udając naburmuszoną.
-Zawsze będę cię uwielbiał. Nawet ciut większą- Uśmiechnął się dając mi całusa.
-Już jestem wielką Kolubryną i boję się, co będzie "po"- powiedziałam z naciskiem spoglądając nań zmrużonymi oczami.
-"Po" będzie nas troje- Szepnął przytulając mnie z uczuciem. -A skąd możesz wiedzieć, czy nie mam bliźniaków?- Spytałam spoglądając nań z ukosa.
-Podwójne szczęście? Czemu nie?- odpowiedział ze śmiechem z iskrzącymi zza szkieł okularów oczami. -Czubek- Szturchnęłam go udając obrażoną.- Naprawdę chciałbyś dwa kolejne diablątka?- Rzuciłam ironicznie.
-Jeśli byłyby równie piękne; jak moja Świruska..- zawiesił na chwilę głos i znów zobaczyłam ten jego seksowny półuśmiech.- Ciekawe, czy to będzie chłopak...- rozmarzył się.
-Chciałbyś; co?- Spytałam z ironią.- W mojej rodzinie zawsze przeważały dziewczynki; ha!- Rzuciłam tryumfalnie.
-A twoi wujkowie?- Spytał spoglądając na mnie "podejrzliwie".
-To jakieś mutanty- zażartowałam konspiracyjnym szeptem.
-Kto jest mutantem?- Zapytał w tym momencie wujek Jonathan opierając się o framugę drzwi; a mój chrzestny i wujek Alec patrzyli na nas z zainteresowaniem.
-Nikt ważny- odparłam lekceważąco.
-Nasza bratanica już o poranku tryska humorem. Podejrzane- Stwierdził drugi z kolei, Alec.
-Bardzo podejrzane- przytaknął powoli brunet, imieniem Jonathan.
-Serio podejrzane- Dodał z przekonaniem mój ojciec chrzestny, czyli wujek Luca.
-Nie mówiłam?- Szepnęłam do Michaela; który zachichotał w odpowiedzi.
-Co to za sekret?- Zapytali z zaciekawieniem, przyglądając się nam uważnie.
-Może kiedyś wam powiemy- odparłam zdawkowo.- Teraz jednak edukacja wzywa; pa tymczasem- rzuciliśmy na pożegnanie odchodząc.
-To naprawdę, naprawdę intrygująca sprawa- usłyszałam za sobą głos mojego chrzestnego.
***
Geografia..
-Raven- rzucił Zimmer odczytując listę obecności. Podniósł oczy znad dziennika; a ja zamarłam z batonikiem w ręku.- Smacznego, młoda damo- dodał z przekąsem.
-Przepraszam...- Odparłam z przymilnym uśmieszkiem; odkładając jedzenie na stolik.
-Słyszałem; że ostatnio dość często zdarza się pani jeść na zajęciach- zauważył wolno, a kilka osób zachichotało złośliwie.
Na szybko przeliczyłam sytuacje typu "smacznego; Raven" i było ich zdecydowanie więcej, niż wcześniej sądziłam.
-Eee... No... Czasem mi się zdarza; profesorze...- powiedziałam nieco zakłopotana natarczywym wzrokiem nauczyciela.
Historia.. Kiedy wchodziliśmy do klasy Bergmann; jak zwykle czytał swoje tomiszcze. Dziś był w trzech czwartych grubości książki, jednak (co bardzo zaskakujące) nikt nigdy nie odważył się zapytać o jej tytuł.
Nauczyciel przeszedł do omawiania kolejnego tematu z dziejów świata, a grupa słuchała go z zaciekawieniem.
Nauczyciel przeszedł do omawiania kolejnego tematu z dziejów świata, a grupa słuchała go z zaciekawieniem.
Sztuka..
-Gold, to szkoła; a nie hotel- Lee, jak zawsze była wredna.
-Nie śpię; pani profesor- Diana wyglądała jakby zaraz miała podpierać powieki zapałkami.
-Słyszałam; że potrafisz dobrze grać- zauważyła nauczycielka powoli.
-Potrafię- potaknęła obojętnie czerwonowłosa.
-Na czym grasz; jesli mogę wiedzieć?- Ciągnęła nauczycielka.
-Gitara elektryczna, fortepian, wiolonczela; czasami także klawesyn- oznajmiła Diana z trudem tłumiąc ziewnięcie.
-Może mogłabyś coś zagrać?- Zapytała Lee; a cała grupa zrobiła zaskoczone miny.
-Czemu nie...- miałam wrażenie; że dziewczyna robi to tylko na odczepne. Lee wskazała dziewczynie fortepian. Diana wstała powoli, a po niespełna minucie zasiadła przed instrumentem. Westchnęła ciężko i zaczęła grać.
Wolna, pełna smutku i niepewności melodia wypełniła klasę.
-Gold, to szkoła; a nie hotel- Lee, jak zawsze była wredna.
-Nie śpię; pani profesor- Diana wyglądała jakby zaraz miała podpierać powieki zapałkami.
-Słyszałam; że potrafisz dobrze grać- zauważyła nauczycielka powoli.
-Potrafię- potaknęła obojętnie czerwonowłosa.
-Na czym grasz; jesli mogę wiedzieć?- Ciągnęła nauczycielka.
-Gitara elektryczna, fortepian, wiolonczela; czasami także klawesyn- oznajmiła Diana z trudem tłumiąc ziewnięcie.
-Może mogłabyś coś zagrać?- Zapytała Lee; a cała grupa zrobiła zaskoczone miny.
-Czemu nie...- miałam wrażenie; że dziewczyna robi to tylko na odczepne. Lee wskazała dziewczynie fortepian. Diana wstała powoli, a po niespełna minucie zasiadła przed instrumentem. Westchnęła ciężko i zaczęła grać.
Wolna, pełna smutku i niepewności melodia wypełniła klasę.
Wszyscy zdawali się oczarowani tą muzyką, która po kilku chwilach nabrała szybszego i bardziej gniewnego tempa, jakby czerwonowłosa chciała pozbyć się czegoś; czego nie oddadzą zwykłe słowa, a wszyscy- nawet najbardziej rozwrzeszczane osoby z grupy byli tak zasłuchani, jakby trzymało ich jakieś zaklęcie.
Czerwonowłosa znów wróciła do początkowej tonacji. Trwało to dłuższą chwilę; gdy nagle utwór niespodziewanie się urwał.
-To...- Zaczęła nauczycielka takim tonem; jakby była o krok od płaczu.- To naprawdę zdumiewająco piękne...- Powiedziała drżącym głosem.- Czemu tego nie znam?- Zastanowiła się nagle na głos.
-Bo napisałam to kilka dni temu- przyznała cicho Diana.
Zaraz potem zabrzmiał dzwonek kończący lekcję. Fox drgnął szybko, ze zdumieniem spoglądając na zegarek na swoim nadgarstku.
-To...- Zaczęła nauczycielka takim tonem; jakby była o krok od płaczu.- To naprawdę zdumiewająco piękne...- Powiedziała drżącym głosem.- Czemu tego nie znam?- Zastanowiła się nagle na głos.
-Bo napisałam to kilka dni temu- przyznała cicho Diana.
Zaraz potem zabrzmiał dzwonek kończący lekcję. Fox drgnął szybko, ze zdumieniem spoglądając na zegarek na swoim nadgarstku.
Wychowawcza...
-Nie przeszkadzaj sobie; Raven- rzuciła Collins widząc, że zamieram z batonikiem w połowie drogi do ust huśtając się na krześle; po czym zaczęła standardowo przynudzać.
-Nie przeszkadzaj sobie; Raven- rzuciła Collins widząc, że zamieram z batonikiem w połowie drogi do ust huśtając się na krześle; po czym zaczęła standardowo przynudzać.
-Aha, zapomniałabym nadmienić; że to ostatnia wasza lekcja w dniu dzisiejszym- oznajmiła Collins zmęczonym głosem.
Wszyscy spoglądali po sobie zdziwieni; ale nikt o nic nie pytał.
Diana siedziała spokojnie z tyłu sali odpisując na sms-a.
***
Wychodząc z budynku szkoły rozmawialiśmy o różnych sprawach. Obserwowałam Dianę. Szła bardzo zamyślona; gdy ktoś z czarnej limuzyny rzucił do niej po imieniu.
Zwróciła wzrok w tamtą stronę i powoli ruszyła do auta. Zamieniła z kierowcą kilka słów wsiadając do auta; a wszyscy gapili się z rozdziawionymi ustami na błyszczącego, czarnego mercedesa z przyciemnianymi szybami. Kierowca wycofał ostrożnie i spokojnie odjechał. Wszyscy od razu zaczęli plotkować.
Wszyscy spoglądali po sobie zdziwieni; ale nikt o nic nie pytał.
Diana siedziała spokojnie z tyłu sali odpisując na sms-a.
***
Wychodząc z budynku szkoły rozmawialiśmy o różnych sprawach. Obserwowałam Dianę. Szła bardzo zamyślona; gdy ktoś z czarnej limuzyny rzucił do niej po imieniu.
Zwróciła wzrok w tamtą stronę i powoli ruszyła do auta. Zamieniła z kierowcą kilka słów wsiadając do auta; a wszyscy gapili się z rozdziawionymi ustami na błyszczącego, czarnego mercedesa z przyciemnianymi szybami. Kierowca wycofał ostrożnie i spokojnie odjechał. Wszyscy od razu zaczęli plotkować.
Popołudnie spędziliśmy w Stowarzyszeniu. Ja studiowałam dokumenty na kolejną Radę; a Michael z laptopem na kolanach przeglądał internet w poszukiwaniu ciekawych informacji dotyczących Eleny Night i zaginięć na koncertach Suriel's Grave.
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Kliknąłem w kolejny link, który wydawał się interesujący. Na ekranie laptopa pojawił się artykuł opatrzony tytułem: Seria tajemniczych zniknięć.
Pod spodem widniało okienko galerii zdjęć.
Zacząłem czytać.
Kliknąłem w kolejny link, który wydawał się interesujący. Na ekranie laptopa pojawił się artykuł opatrzony tytułem: Seria tajemniczych zniknięć.
Pod spodem widniało okienko galerii zdjęć.
Zacząłem czytać.
Od początku swej działalności zespół Suriel's Grave budzi kontrowersje; nie tylko swoim brzmieniem, wyglądem, ale i niepokojącymi wydarzeniami zwiazanymi z każdą trasą zespołu.
Organizatorzy koncertów i sami muzycy zaprzeczają, by mieli cokolwiek wspólnego ze zniknięciami, które policja zajmująca się tą sprawą ochrzciła "syndromem Suriela"; ponieważ każdy telefon należący do zaginionych osób posiadał w skrzynce wiadomości sms tekst: "Chwała Aniołowi"; zatem nie trudno się domyślić, że wiąże się to z pierwszym członem nazwy zespołu.
Rzecznik prasowy zaprzecza; że grupa jest odpowiedzialna za te incydenty; co więcej twierdzi; że organizatorzy zapewniają muzykom i fanom maksimum bezpieczeństwa oraz określa to za sprawę priorytetową. Odmawia jednak komentarzy co do wszystkich tych incydentów.
Nasz reporter postanowił również zapytać o zaginionego trzy miesiące temu Simona Noire, menadżera zespołu; lecz rozmowa z gitarzystką zespołu o pseudonimie artystycznym Seiren; nie przyniosła żadnych nowych informacji.
Policja pozwoliła nam na udostępnienie galerii zdjęć przedstawiających osoby zaginione, z prośbą, aby skontaktować się niezwłocznie z komendą policji, jeśli widziano którąś z tych osób, pod numerem...
Rzecznik prasowy zaprzecza; że grupa jest odpowiedzialna za te incydenty; co więcej twierdzi; że organizatorzy zapewniają muzykom i fanom maksimum bezpieczeństwa oraz określa to za sprawę priorytetową. Odmawia jednak komentarzy co do wszystkich tych incydentów.
Nasz reporter postanowił również zapytać o zaginionego trzy miesiące temu Simona Noire, menadżera zespołu; lecz rozmowa z gitarzystką zespołu o pseudonimie artystycznym Seiren; nie przyniosła żadnych nowych informacji.
Policja pozwoliła nam na udostępnienie galerii zdjęć przedstawiających osoby zaginione, z prośbą, aby skontaktować się niezwłocznie z komendą policji, jeśli widziano którąś z tych osób, pod numerem...
-Coś nowego?- Spytała Callisto spoglądając na mnie.
-Ta sprawa zaginięć robi się coraz bardziej zagmatwana- odparłem z namysłem.
-To znaczy?- Zapytała siadając obok.
-Z artykułu wynika; że ktoś chce wrobić nie tylko zespół; ale być może całe Stowarzyszenie- odparłem powoli.
-Czemu tak sądzisz?- Zapytała.
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-"Chwała Aniołowi": mówi ci to coś?- Spytał.
-Ktoś używa naszego przywitania.. To może nas wpędzić w poważne kłopoty...- zauważyłam zamyślona.- Trzeba tę sprawę szybko rozgryźć i ułożyć porządny plan..- powiedziałam z zastanowieniem.
-A co z koncertem?- Zapytał zielonooki.
-Idziemy- przytaknęłam.- Może coś więcej wywęszymy...
-Ta sprawa zaginięć robi się coraz bardziej zagmatwana- odparłem z namysłem.
-To znaczy?- Zapytała siadając obok.
-Z artykułu wynika; że ktoś chce wrobić nie tylko zespół; ale być może całe Stowarzyszenie- odparłem powoli.
-Czemu tak sądzisz?- Zapytała.
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-"Chwała Aniołowi": mówi ci to coś?- Spytał.
-Ktoś używa naszego przywitania.. To może nas wpędzić w poważne kłopoty...- zauważyłam zamyślona.- Trzeba tę sprawę szybko rozgryźć i ułożyć porządny plan..- powiedziałam z zastanowieniem.
-A co z koncertem?- Zapytał zielonooki.
-Idziemy- przytaknęłam.- Może coś więcej wywęszymy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz